Strona główna / Biografie, wspomnienia / Niczego nie żałuję. Życie Edith Piaf

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Niczego nie żałuję. Życie Edith Piaf

Philippe Crocq, Jean Mareska

Rozdział 16
 
Przychodzą, odchodzą

Życie miłosne Piaf nabiera przyspieszenia. Félix Marten ledwie przybył, a już bliżej mu do wyjścia niż do sypialni. „Historia zbyt krótka – jak powiedział – w której tylko starałem się dogonić peleton!”. Jego ostatnie dni z Édith to Waterloo. Sądzi, że nadchodzą posiłki, a mija się z jakimś Grekiem, który pyta go, gdzie jest garderoba gwiazdy! Édith szybko ulega czarowi nonszalanckiej urody Moustakiego, trochę mniej podoba się jej fakt, że on występuje w kabaretach dzielnicy Montparnasse. Jemu to w pewnym sensie odpowiada. Piaf jest już zmęczona dzieleniem się wiedzą z nieznajomymi, którzy w końcu – jak Montand – mówią: „Sprawiła, że zaoszczędziłem na czasie, ale mnie nie stworzyła!”.

„Spotkałem Piaf – opowiedział nam podczas niedawnego spotkania Georges Moustaki – dzięki Henriemu Crolli. Był między nami drobny spór natury muzycznej, postanowiliśmy spotkać się i go omówić, co zresztą zrobiliśmy. Pod koniec rozmowy, ponieważ zrodziły się między nami prawdziwe więzy sympatii, zaproponował mi, żebym poszedł razem z nim na umówione spotkanie z Édith. Zgodziłem się nie po to, żeby spotkać się z Piaf, lecz żeby kontynuować naszą rozmowę. Crolla, którego Jacques Prévert z czułością nazywał człowiekiem o tysiącu łap, bo kiedy grał, wyglądało na to, że ma więcej niż dziesięć palców, był muzykiem, którego podziwiałem. Zatelefonował do Édith i powiedział, że przyjdzie nie sam, na co ona się zgodziła.

Gdy już porozmawiali o tym i o owym, zapytała mnie, co robię. Odpowiedziałem, że piszę piosenki i że zdarza mi się śpiewać je w kabaretach Montparnasse’u. Poprosiła, żebym zagrał jej kilka, co zrobiłem bez żadnej intencji wciśnięcia jej czegokolwiek. Przyszedłem tam z Henrim i nie miałem wobec niej żadnych zamiarów, być może chciałem, żeby zaśpiewała jeden utwór, La Fille et le Gitan [Dziewczyna i Cygan], bo myślałem, że może do niej pasować. Nieco później wykonała zresztą bardzo piękną wersję tej piosenki.

Potem spotykaliśmy się, uczucia się rozwijały. Wielokrotnie chodziłem ją oklaskiwać, ona przyszła posłuchać mnie w College Inn, gdzie wówczas występowałem. Rozmawialiśmy o piosenkach, grałem jej melodie, które przychodziły mi do głowy. Prawdę mówiąc, nie starałem się wykorzystywać sytuacji, że jestem mężczyzną jej serca, i podsuwać jej materiał. Otaczali ją przecież ludzie bardzo utalentowani – Marguerite Monnot, Henri Contet...
Mało napisałem dla Édith po prostu dlatego, że nie potrafię pracować na zamówienie. Czekam na inspirację, pomysły muszą przyjść same... Inni korzystali ze sposobności, jeśli udało się z jedną piosenką, robili dla siebie miejsce w repertuarze tego artysty. Myślę, że Charles Dumont, przy całym jego talencie, trochę za bardzo nasycił jej repertuar swoimi utworami, pięknymi, to prawda, ale jednak...

Nie wiedziałem, że Édith pije, przynajmniej, że aż tyle, bo robiła to w ukryciu. Często miewała humory, mogła stać się nieprzewidywalna, co ja kładłem na karb stresów i napięcia. Jednak z upływem miesięcy stawała się coraz bardziej agresywna, i to bezustannie.
Miała zamiar spędzić kilka dni w Maroku, u Marinette Cerdan, i przed wyjazdem złożyła mi tę obietnicę, chociaż o nic ją nie prosiłem: »Obiecuję ci, że nie będę piła«. Po jej powrocie sytuacja stała się jeszcze gorsza. Pewnego dnia, w obecności Louisa Barriera, kiedy zaczęliśmy podnosić głos, rzuciłem: „Ty piłaś?”, Louis odciągnął mnie na bok: „To ty o tym nie wiesz?”.
Odkryłem alkoholizm Piaf i byłem mocno zawiedziony. Nasz związek zaczął się psuć, nie dotrzymała obietnicy, którą złożyła mi sama z siebie, z własnej woli, poczułem się zdradzony. Postanowiłem z nią zerwać.

Kilka dni później miała wyjechać do Stanów Zjednoczonych na serię koncertów w Waldorf Astoria. Louis Barrier poprosił mnie wtedy, żebym przy niej został, towarzyszył jej w Nowym Jorku, żeby jej nie destabilizować, zapewnić jej uczuciowy komfort. Mimo że w moim rozumieniu zerwanie było oczywiste, z pewnością dlatego, że jeszcze ją kochałem, wyraziłem zgodę. Wbrew temu, co opowiadano, nigdy nie należałem do jej orkiestry, nigdy nie byłem jej muzykiem. Zdarzało mi się akompaniować jej na pianinie czy gitarze podczas prób, nigdy na scenie. W wieczór premiery w Waldorf zrobiła coś złego. Na premierze były wszystkie wielkie gwiazdy amerykańskiego music-hallu i kina.
Ten początek, który był więcej niż obiecujący, uspokoił mnie i sądziłem, że wypełniłem już moją misję, powiedziałem jej więc, że chcę wrócić do Paryża. Aby zachować mnie w zasięgu telefonu, zaproponowała, żebym raczej pojechał na Florydę, na co się zgodziłem. Zaprosiła też jednego z moich przyjaciół, tylko po to, żeby sprawić mi przyjemność, i wyjechaliśmy obaj. Przyjaciel musiał co wieczór telefonować do Édith i informować ją o wszystkim, co robiłem, było to dla mnie nie do zniesienia.

Kiedy dowiedziałem się, że zemdlała na scenie, natychmiast wróciłem do Nowego Jorku, żeby odwiedzić ją w szpitalu. Wyglądała już lepiej, odbyliśmy dyskusję, która zakończyła się ultimatum: »Jeśli przejdziesz przez ten próg, między nami wszystko skończone!«.

Oczywiście wyszedłem... Przywiozła do Francji amerykańskiego malarza.
Chociaż tak naprawdę nie pokłóciliśmy się, poza dwoma wyjątkami, już się nie spotykaliśmy. Po iluś latach od naszego rozstania zatelefonowała do mnie w środku nocy z prośbą, żebym do niej przyszedł. Oczywiście poszedłem. Powiedziała mi, że chciała po prostu sprawdzić, czy przyjdę, czy może na mnie liczyć.
Następnym razem była już bardzo chora. Wiedziała, że odchodzi i poprosiła mnie, żebym zajął się Théo, żebym nie zostawił go samego. Co zresztą zrobiłem.

Édith nie wylansowała mnie jako artysty, jako piosenkarza, i nigdy nie próbowała tego robić. Kiedy debiutowałem, wykonywałem moje piosenki raczej po to, żeby usłyszał je ktoś, kto chciałby je zaśpiewać. Niemniej w ciągu tego roku spędzonego z Édith poznałem nadzwyczajnych ludzi: oczywiście Marguerite Monnot, która pod koniec życia cierpiała z powodu braku przychylności Piaf, ale także Henri Conteta, Louisa Barriera, który został moim impresariem, Michela Simona, a także wielu innych...”.

Édith otwiera drzwi dla Georges’a, żeby tylko nie przeszła mu przez głowę myśl, że mógłby śpiewać pod jej balkonem. Moustaki ma wszystkie zalety i wszystkie wady ludzi Południa: nonszalancję, zmysłowość, gniew, dumę i skromność.
Ziewając, pisze dla Jacques’a Doyena Paris qui va, Édith proponuje La Fille et le Gitan, Les Orgues de Barbarie, T’es beau tu sais do tekstu Henri Conteta, a także Eden Blues, jedną z niewielu wyciszonych piosenek w jej repertuarze, który charakteryzuje rozpacz. Milord to bingo Moustakiego. Czterdzieści lat po jej napisaniu ta piosenka nadal nie wychodzi z mody.

„Któregoś wieczoru, byliśmy wtedy w restauracji, Édith mówi, że ma w głowie temat piosenki. Według niej akcja musi się toczyć w Londynie, żeby odmalować scenerię, zimno, szarugę, smutek. Dwoje kochanków ma się rozstać. Skrobię na papierowym obrusie te wskazówki, dorzucam słowo milord. Patrzy na moje zapiski i mówi: »Zapomnij o całej reszcie, to słowo ma swoją moc, to wokół niego ma powstać piosenka«.

Jakiś czas później Édith była na tournée, zajmowaliśmy to samo skrzydło hotelu. Byłem w części zarezerwowanej dla mnie, odnalazłem kawałek obrusa z restauracji. Czułem, że ona chce, żebym tę piosenkę napisał. Ja tworzę tylko wtedy, kiedy mam natchnienie, poczułem, że nadszedł ten moment. Bardzo szybko napisałem tekst. Kiedy poszedłem go jej pokazać, spotkałem Édith siedzącą pod moimi drzwiami. Wiedziała, czekała. Naniosła jedną czy dwie poprawki. A nie pokusiłem się o stworzenie do tego tekstu melodii, dlatego że, jak już mówiłem, w jej otoczeniu byli kompozytorzy reprezentujący dużo wyższy poziom niż mój...

»To La Guite napisze muzykę«, zadecydowała, i natychmiast zatelefonowała do niej, żeby podyktować słowa. Po powrocie do Paryża Marguerite przyszła do Édith, żeby posłuchała kompozycji. Dwóch kompozycji. Przezornie napisała dwie melodie. Kiedy je grała, byłem w pokoju obok. Kilka razy słyszałem ten sam kawałek, potem króciutko drugi.
Kiedy poszedłem do nich, wybór był już dokonany. Miała to być ta muzyka, którą Monnot powtórzyła kilka razy. Ja natomiast wolałem drugą, której uchwyciłem tylko kilka taktów, i z której one najwyraźniej zrezygnowały. Byłem młody, być może trochę impulsywny, i postanowiłem dowartościować się z racji moich praw autorskich, zadecydować o muzyce do tego tekstu. Nie wiem, w jaki sposób udało mi się je przekonać, ale to ta melodia, którą ja wybrałem, jest dzisiaj tak znana. Co by się stało, gdybym ich nie przekonał? Nigdy się nie dowiemy... W każdym razie ta druga melodia nigdy później nie została wykorzystana...”.

W jego kontaktach z Piaf zapanowuje pewnego rodzaju modus vivendi. On nie próbuje zmieniać jej przyzwyczajeń, dopóki nie kłócą się z jego nawykami. Ten apostoł lenistwa jest niezwykle skrupulatny, jeśli chodzi o pisarstwo. Zawsze szuka właściwego słowa, bogatego rymu. Utwory, które uważa za niedoskonałe, woli schować do szuflady, niż je zaśpiewać czy komuś zaproponować. Dlatego przez sześć miesięcy pracuje nad Sarah, piosenką wykonywaną przez Serge’a Reggianiego. Jego poczucie humoru często jest dwuznaczne. Pisze utwór Heureusement qu’il y a de l’herbe [Na szczęście jest trawa], który staje się hymnem zarówno ekologów, jak i wyznawców Boba Marleya.

Georges bardzo szybko zyskuje sympatię grupy z bulwaru Lannes. Nie zżera go ambicja, jest szczęśliwy, kiedy Édith godzi się śpiewać jego piosenki, ale nie przejawia najmniejszej ochoty na występy w pierwszej części jej koncertu! Nie chce wysłuchiwać jej rad, uwag ani zarzutów. Śpiewa w kabaretach, które są mniejsze niż garderoba jego towarzyszki, nigdy nie zmuszając swojego głosu do szczególnego wysiłku. Jeszcze zanim stał się sławny, Georges obawiał się zużycia, piekielnej spirali show-businessu.

„Jak w małżeństwie – mówi – jeśli się chce, żeby trwało, zawsze trzeba zachować jakąś tajemnicę. Wykonywanie tego samego zawodu nie oznacza, że trzeba występować na tych samych deskach. Jeśli nigdy się nie rozstajemy, to w jaki sposób mamy się odnaleźć?”.
Jednak Piaf z upływem czasu staje się jeszcze bardziej autorytarna. Jest przekonana, że otaczają ją sami głupcy, i mówi to! Trzeba się podporządkować albo milczeć. Trudne zadanie dla mężczyzny ze Wschodu.

W wywiadzie udzielonym „Le Nouvel Observateur” 14 września 2005 roku Moustaki powiedział: „Piaf nie śpiewała tylko o nieszczęściu, miała w sobie również coś z Francisa Blanche’a. Bawiliśmy się w odgrywanie małżeńskich scen, żeby nastraszyć naszych gości: »Mówiłam ci, żebyś nie jadł mięsa, bo stajesz się od tego zgorzkniały...«.
Niestety, często te sceny były też prawdziwe. Była bardzo zazdrosna o moją przeszłość. Miałem zegarek marki Timex, który podarowała mi dawna dziewczyna. »A cóż to za obrzydliwy zegarek? Skąd go masz?«. Odpowiadam jej, a ją zalewa krew. Nieco później, akurat byłem w wannie, ktoś zapukał do drzwi. »Gdyby pan zechciał wybrać«, mówi pracownik firmy Boucheron, trzymając tacę z zegarkami”.
Jednak to okazywanie uczuć już nie może ukryć dzielących ich różnic. Georges, jak wcześniej André Pousse, opuszcza ją. Nie rano, i nie spotyka Aznavoura przy kubku kawy. Wyjeżdża z nią do Nowego Jorku. Ona stamtąd wróci z kimś innym.