Strona główna / Biografie, wspomnienia / Nuklearny sfinks. Iran Mahmuda Ahmadinedżada

Aktualności

21.11.2019

Spotkanie z Manulą Kalicką w Warszawie

W czwartek 12 grudnia o godz. 19:00 zapraszamy do Domu Kultury Śródmieście - Międzypokoleniowej Klubokawiarni w Warszawie (ul. Anielewicza 3/5) na spotkanie z Manulą Kalicką, autorką książki "Jej drugie życie.

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja", "Materiał ludzki" i "Białe kłamstwa".

Posłuchaj i zobacz

10.10.2019

Kim jest kobieta ze spaloną twarzą?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Katarzyny Puzyńskiej "Pokrzyk".

Bestsellery

TOP 20

  1. Pokrzyk Katarzyna Puzyńska
  2. Cukiernia Pod Amorem. Jedna z nas Małgorzata Gutowska-Adamczyk
  3. Była arabską stewardesą Marcin Margielewski

Fotogaleria

więcej »

Nuklearny sfinks. Iran Mahmuda Ahmadinedżada

Meir Javedanfar, Yossi Melman

Rozdział trzeci
 
MESJANISTYCZNA WIZJA
 
Gdy Mahmud Ahmadinedżad przemawiał do światowych przywódców zgromadzonych na corocznym Zgromadzeniu Generalnym ONZ we wrześniu 2005 roku, wydawało mu się, że Bóg uczynił go swoim posłańcem. Prezydent Iranu opowiadał później, że jeden z jego kolegów skomentował to wystąpienie w ten sposób: „Gdy zacząłeś od słów «W imię Boga», ujrzałem wokół ciebie niebiańskie światło, które otoczyło cię, by cię chronić". Ahmadinedżad potwierdził: „Ja też to czułem" i dodał: „Nagle atmosfera się zmieniła". Światowi przywódcy i goście „oniemieli i przez następne 27 lub 28 minut nawet nie mrugnęli. Nie przesadzam. Spojrzałem na nich: byli zahipnotyzowani. Jakby byli we władaniu jakiejś siły". Według Ahmadinedżada Bóg położył dłonie na głowach uczestników, upewniając się, że wysłuchają słów boskiego posłańca, czyli jego samego.
Po powrocie z Nowego Jorku prezydent spotkał się z ajatollahem Amolim w jego domu w Ghomie - świętym mieście silnie związanym z rewolucją i jej ojcem, ajatollahem Chomejnim. Ahmadinedżad głęboko podziwiał tego wysokiego rangą duchownego, dlatego chciał się z nim podzielić swoimi wrażeniami z pierwszej podróży za granicę, a zwłaszcza tymi szczególnymi momentami. Usiedli zatem we dwóch na wyłożonej dywanami podłodze w otoczeniu kilku asystentów, z których jeden filmował rozmowę domową kamerą - dla potomnych.
Ku zakłopotaniu Ahmadinedżada nagranie trafiło do jego politycznych rywali i zostało umieszczone w internecie. Chcieli oni, żeby świat i Irańczycy zobaczyli w osobie prezydenta ofiarę niebezpiecznych halucynacji. Ahmadinedżad był pierwszym muzułmańskim przywódcą, który na Zgromadzeniu Generalnym ONZ modlił się o szybsze nadejście szyickiego Mesjasza - Mahdiego. Wzmocniło to jego przekonanie o Bożym posłannictwie i działaniu w imieniu Mesjasza. Postać Mesjasza jest wspólna wszystkim trzem religiom monoteistycznym. Mimo iż judaizm, chrześcijaństwo i islam mają różne jego wizje zakorzenione w odmiennych historiach i tradycjach, istnieje jedna cecha wspólna: we wszystkich religiach jego nadejście kojarzone jest z wybuchem ogromnej wojny. O powrocie Mesjasza najczęściej zaczyna mówić się w czasach nędzy i desperacji. W Iranie mówiło się o nim w czasie wojny z Irakiem, szczególnie na froncie. Raporty donosiły o poddanych praniu mózgu żołnierzach, którzy go ujrzeli. Jednym z nich był Reza Behrouzi. Do wojska - by walczyć na froncie - zaciągnął się, kiedy był jeszcze nastolatkiem. Wyznał, że miał wizje Mahdiego jako mężczyzny na białym koniu w tradycyjnym arabskim stroju. Według Rezy żołnierze chcieli ku niemu biec, ale on odgonił ich, krzycząc: „Nie podchodźcie do mnie! Idźcie walczyć przeciwko niewiernym! Pomścijcie śmierć imama Al-Husajna i powalcie następców Jazida!". Kiedy zjawa zniknęła, żołnierze zaczęli wołać: „O Mahdi, gdzie jesteś?!". I rzucili się na kolana, modląc się i zawodząc. Kiedy postać pojawiła się po raz kolejny, powstali. Ci, którzy mieli jeszcze wystarczająco dużo siły, rzucili się w kierunku wroga.
Jest dość zrozumiałe, że młody żołnierz w gorączce walki miewa takie wizje. Kiedy jednak głowa państwa, osoba wykształcona, zarzeka się, że doświadczyła działania nadprzyrodzonych sił, sprawa jest poważniejsza. Żaden irański przywódca nie uznał nigdy publicznie mesjanistycznej ideologii. Wraz z wyborem Ahmadinedżada na prezydenta temat, który wcześniej był zakazany, stał się centralnym punktem programu jednego z najbardziej wpływowych przywódców na świecie. Skutki były przerażające.
(…)
Jednak największe szanse na przeniknięcie środowiska najbardziej wpływowych przywódców religijnych w kraju pojawiły się wraz z wystartowaniem Ahmadinedżada w wyścigu o fotel prezydencki. Jazdi wydał fatwę (religijny dekret) nawołującą wszystkich wiernych do uznania za ich religijny obowiązek oddanie głosu na Ahmadinedżada. Po wyborach twierdził, że Ahmadinedżad został wybrany tylko dzięki bezpośredniej ingerencji Mahdiego. Nowo wybrany prezydent głosił wkrótce po zwycięstwie, że jego celem jest „utworzenie nowoczesnego, silnego i modelowego społeczeństwa, które stanie się wzorem dla innych narodów świata i w ten sposób stworzy podstawę do powrotu Mahdiego". Ahmadinedżad nie chce czekać na Mahdiego - on chce przyspieszyć jego nadejście.
Podczas sprawowania urzędu burmistrza Teheranu Ahmadinedżad opracował kosztowny plan przygotowania stolicy na nadejście wybrańca. Projekt ten przewidywał drogę, którą Mahdi objechałby miasto. Gdy został wybrany na prezydenta, natychmiast odwiedził meczet Dżamkaran w mieście Ghom, jeden z głównych ośrodków związanych z kultem mesjanistycznym. Według legendy meczet został zbudowany po tym, jak Mahdi poprosił o to we śnie jednego z prawych mężczyzn mieszkających w okolicy. Meczet Dżamkaran posiada studnię, do której wierni wrzucają karteczki z życzeniami w nadziei, że Mahdi je spełni. Po tej wizycie Ahmadinedżad znacznie zwiększył dofinansowanie na odnowienie tego meczetu. Mówi się także o planach wybudowania bezpośredniej linii kolejowej między nim a Teheranem.
W międzyczasie plan Mesbaha Jazdiego dotyczący infiltracji rządu był konsekwentnie realizowany. Ahmadinedżad wyznaczył Mostafę Pour-Mohhamediego i Gholama Hosejna Edżehiego, byłych studentów swojego mentora, na strategiczne urzędy ministra spraw wewnętrznych i ministra informacji. Obaj ministrowie zajmują dominujące pozycje w rządzie, parlamencie i Najwyższej Radzie Bezpieczeństwa Narodowego, mają więc duże możliwości pozyskiwania sojuszników i manipulowania informacjami wywiadowczymi dla swoich radykalnych celów.
Jednak najpotężniejszym sprzymierzeńcem Mesbaha Jazdiego w rządzie Ahmadinedżada jest osoba mało znana i unikająca rozgłosu. To Modżtaba Samarę Haszemi, tajny i najstarszy doradca prezydenta. Podziw, jakim Ahmadinedżad darzy Samarego, wyraża się między innymi w tym, że prezydent modli się, stojąc za nim. Prezydent Iranu niewielu ludziom okazuje szacunek w ten sposób. Samarę ma niespotykane kontrolę nad polityka Ahmadinedżada i jego nastrojami. Czasami wydaje się, że prezydent Iranu jest uzależniony od swego doradcy. Dwoma słowami i jednym skinięciem głowy Samarę był w stanie publicznie przekonać Ahmadinedżada do zmiany decyzji o 180 stopni. To niezwykłe wydarzenie miało miejsce w siedzibie ONZ we wrześniu 2006 roku. Gil Tamary, reporter izraelskiego kanału Chanel 10 News, odważnie wziął udział w konferencji prasowej prezydenta Iranu i zadał mu pytanie.
Ahmadinedżad - człowiek, który otwarcie deklarował swoją nienawiść do wszystkiego, co izraelskie i „syjonistyczne", a w szczególności do „mediów kontrolowanych przez syjonistów" - uśmiechnął się nerwowo, nie wiedząc, co robić. Izrael i jego obywatele uważani są za wrogów Iranu, więc dialog z nimi jest nie do przyjęcia. Ahmadinedżad postąpił więc zgodnie z dwudziestosiedmioletnią tradycją Islamskiej Republiki Iranu i nie odpowiedział Tamary'emu. Gdy przed wypełnioną po brzegi salą odmawiał odpowiedzi na zadane pytanie, zerknął w swoją lewą stronę, gdzie siedział Samarę. Ten skinął głową i szepnął: „Odpowiedz mu". Wtedy prezydent poświęcił całą minutę na udzielenie odpowiedzi izraelskiemu dziennikarzowi. Było to wydarzenie historyczne.
Samarę - lub Brat Samarę, jak lubi go nazywać Ahmadinedżad - także głęboko wierzy w potrzebę przyspieszenia powrotu Mahdiego. Jako były student Mesbaha Jazdiego, Samarę jest tak bardzo oddany swojemu mentorowi, że w swoim biurze, zamiast obowiązkowego zdjęcia ajatollaha Chomejniego lub Chamene'iego, powiesił portret Jazdiego. Było to posunięcie prowokacyjne i ryzykowne, jednak dla Jazdiego gotów był poświęcić swoją polityczną karierę.
Samarę jest radykalnym muzułmańskim ideologiem. Po raz pierwszy wyróżnił się jako agent wywiadu IRGC w irańskiej prowincji Kurdystan podczas wojny irańsko-irackiej. Wywiad IRGC był blisko związany z brygadami Al-Kuds, której członkiem był Ahmadinedżad. Tylko najbardziej ideologiczni i fanatyczni zwolennicy reżimu byli dopuszczani do oddziału wywiadowczego IRGC Po wojnie, dzięki swoim przekonaniom i znajomościom, Samarę dostał pracę w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Iranu, które w owym czasie kierowane było przez zwolennika Mesbaha Jazdiego - Alego Akbara Welajatiego. Tam znany był z wyjątkowo brutalnych metod nauczania młodych dyplomatów Mówiono, że zamykał swoich podopiecznych w piwnicy ministerstwa i uczył działać i myśleć zgodnie z wytycznymi Islamskiej Republiki. W innej grupie zasłynął ze szkolenia studentów w wymuszaniu informacji przez groźby i seks.
Uczył także dyplomatów, jak identyfikować potencjalnych zdrajców - kolegów, którzy mogą sprzyjać obcej ideologii. „Psychika niewiernych", mówił, jest rozpoznawalna po „paskach na spodniach dyplomaty, jego butach i uśmiechu". Jeśli, na przykład, dyplomata ma na sobie buty ze sznurówkami, świadczy to o tym, że nie jest oddany modlitwie: przecież wybrał buty, które trudno się zdejmuje. Według Samarego uśmiechanie się do obcych ludzi jest wymysłem Zachodu, oznakę słabości i ustępliwości. Jedne z jego bezwzględnych metod było wysyłanie za dyplomatami, do irańskich ambasad za granicę, członków swojej grupy, których zadaniem było szpiegowanie w celu upewnienia się, że nie „zbaczają oni z drogi". Jeśli stwierdzono, że czyjeś postępowanie jest niezgodne z linię partii, Samarę doprowadzał do tego, by osoba ta została zwolniona, bez względu na zajmowane przez nią stanowisko.
Pod koniec lat dziewięćdziesiątych Samarę zrezygnował ze stanowiska w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, żeby wspierać partię konserwatywne w wyborach na burmistrza stolicy. To właśnie wtedy Mesbah Jazdi poznał go z Ahmadinedżadem. W ten sposób rozpoczęła się ich współpraca. Następnie Samarę został doradcę burmistrza, który wkrótce znalazł się całkowicie pod jego wpływem. Według zeznań osób, które pracowały w tym środowisku, Ahmadinedżad był niecierpliwym i wybuchowym zarządcą. Gdy jednak przebywał w towarzystwie Samarego, radykalnie się zmieniał: nie krzyczał, nie kłócił się, nie podnosił nawet głosu. Tylko słuchał - tak jak uczeń słucha swojego mistrza.
Ich szczególna znajomość trwała nadal, nawet po ogłoszeniu Ahmadinedżada prezydentem. Ministrowie, których Samarę obserwuje tak, jak obserwował swoich uczniów, bardzo się go boję. Codziennie któryś z nich, bez względu na to, jak bardzo jest doświadczony czy leciwy, wzywany jest do biura Samarego na „rozmowę". W jej trakcie politycy krytykowani są za swoje pracę i pracę swoich podwładnych. Ministrowie szczerze nienawidzę tych sesji. Samarę tak bardzo ingerował w pracę ministra spraw wewnętrznych Pour-Mohammediego, że ten zagroził rezygnację. Kiedy kilku ministrów poskarżyło się na Samarego ajatollahowi Chamene'iemu, doradca nakazał Ahmadinedżadowi wydać rozporządzenie mówiące, że każdy minister przed spotkaniem z Chamene'im i po nim musi odmeldować się u Samarego.
Władza Samarego nad Ahmadinedżadem wynika również z dyrektyw Mesbaha Jazdiego. Jazdi zlecił Ahmadinedżadowi, by traktował go jako swojego osobistego przewodnika po ideologii mesjanistycznej. Samarę, który ma dużo bardziej radykalne poglądy niż Ahmadinedżad, odpowiedzialny jest za większość jego projektów mesjanistycznych, takich jak meczet w Dżamkaran. Według niego mesjanistyczna ideologia powinna mieć większy wpływ na politykę Iranu, między innymi na wybór kolejnego Najwyższego Przywódcy. Otwarte mówienie o zastąpieniu Chamene'iego nowym przywódcą jest niedopuszczalne, ale ponieważ jego rak prostaty jest tajemnicą poliszynela, stronnictwa polityczne szepczą już o jego następcy.
Kolejny Najwyższy Przywódca zostanie wybrany przez Zgromadzenie Ekspertów*, składające się z osiemdziesięciu sześciu duchownych, samych mężczyzn. W okresie przed wyborem ekspertów do Zgromadzenia w grudniu 2006 roku Ahmadinedżad wysłał Samarego do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych rzekomo po to, aby ten dopilnował, by wyboru dokonano zgodnie z zasadami. W rzeczywistości jednak Samarę miał zdyskwalifikować tak wielu kandydatów reformistycznych, jak to tylko możliwe, i dopilnować, żeby wybrani zostali tylko twardogłowi, a szczególnie mesjanistyczni zwolennicy Mesbaha Jazdiego. Przed wyborami do Zgromadzenia kandydatury omawiane są przez komitet starszych ekspertów ds. prawa i religii, zwany Radą Strażników Konstytucji, który ma ostatnie słowo w ich zatwierdzaniu.
Selekcja Samarego była tak surowa, że były prezydent Chatami, który miał nadzieję, że obóz reformistyczny odzyska część swojej władzy, przyznał się do porażki, jeszcze zanim doszło do wyborów. Nawet konserwatywni członkowie Rady Strażników obawiali się, że kolejne Zgromadzenie Ekspertów będzie się składać głównie z mesjanistycznych fanatyków. W odpowiedzi na kroki Samarego odrzucili oni wielu z jego kandydatów, w tym syna Mesbaha Jazdiego.
Ahmadinedżad i Samarę chcą także zwiększyć wpływ mesjanistycznych ugrupowań na program jądrowy. W 2006 roku prezydent wysłał Samarego za granicę, najpierw do Francji, a następnie, w tajemnicy, do Japonii, żeby poprowadził zakulisowe negocjacje dotyczące irańskiego programu nuklearnego. Takie postępowanie doprowadza do pasji Alego Laridżaniego, ponieważ to on jest szefem irańskiej Najwyższej Narodowej Rady Bezpieczeństwa i uważa siebie za jedynego negocjatora w rozmowach z zagranicą związanych z tematyką nuklearną. Z drugiej jednak strony obóz mesjanistyczny Ahmadinedżada i Samarego wspierany jest przez Gholama Rezę Aghazadego, szefa Irańskiej Organizacji Energii Atomowej (IOEA). Z zawodu naukowiec, Aghazade był ministrem ds. ropy naftowej po rewolucji i został przeniesiony do IOEA w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych. Okazał się dużo silniejszym administratorem niż Reza Amrollahi, którego zastąpił, i udało mu się zmienić tę prawie martwą organizację w strażnika irańskich ambicji nuklearnych. (…)