Strona główna / Literatura faktu, historia / Janusz Kaczmarek. Cena władzy

Aktualności

20.02.2020

Nina Novak i Wiktor Krajewski w Warszawie

W czwartek 5 marca o godz. 18:00 zapraszamy do Empiku Junior w Warszawie (ul. Marszałkowska 116/122) na spotkanie z Niną Novak i Wiktorem Krajewskim, autorami książki "Taniec na gruzach. Nina Novak w rozmowie z Wiktorem Krajewskim".

Wywiady

23.01.2020

Wszyscy mamy w sobie czynnik diabła.

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Craigem Russellem, autorem książki "Czynnik diabła"

Posłuchaj i zobacz

22.01.2020

Wstrząsająca prawda o życiu arabskich księżniczek.

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Marcina Margielewskiego "Zaginione arabskie księżniczki".

Bestsellery

TOP 20

  1. Dymy nad Birkenau Seweryna Szmaglewska
  2. Króliki z Ravensbrück Anna Ellory
  3. Oleńka. Panienka z Białego Dworu Wioletta Sawicka

Fotogaleria

więcej »

Janusz Kaczmarek. Cena władzy

Marek Balawajder, Janusz Kaczmarek, Roman Osica

Było jedno takie spotkanie czy dwa? Bogdan Święczkowski, wówczas szef ABW, mówił też o pewnym spotkaniu, do którego doszło dwa miesiące przed tym zasadniczym.
Rzeczywiście zasadnicze dla sprawy, o jakiej rozmawiamy, było spotkanie u premiera dziesięć–dwanaście dni przed zatrzymaniem. To wcześniejsze, o którym mówił Bogdan Święczkowski, nie miało charakteru narady, na której omawiano zatrzymanie Barbary Blidy.

A u prezydenta nie rozmawialiście kiedyś panowie o przygotowywanym zatrzymaniu?
Tak, ale to także nie była żadna oficjalna narada, tylko takie półtowarzyskie spotkanie. Pan minister Ziobro poinformował wtedy prezydenta, że ma być taka realizacja. Okazało się, że prezydent już o tym wie. Powtórzył tylko słowa swojego brata, że muszą być w tej sprawie bardzo mocne dowody. Ale temat pojawił się na zasadzie jakby wtrącenia.

Ziobro nie chciał się nim pochwalić?
Mógł być w tym element chwalenia się. Ale pozwolą panowie, że wrócę do spotkania u premiera. Na tych naradach przedstawiano premierowi informacje dotyczące najważniejszych postępowań przygotowawczych, prowadzonych czy to przez policję, czy przez prokuraturę, czy w końcu służby specjalne, w tym również Centralne Biuro Antykorupcyjne. Zapraszani byli minister Ziobro, ja, jako prokurator krajowy, a następnie jako minister spraw wewnętrznych i administracji, dalej szef ABW, pan Święczkowski, oraz szef CBA, pan Mariusz Kamiński. Niekiedy, ale nie zawsze, brali udział w tych spotkaniach komendant główny policji pan Kornatowski, pan prokurator Jerzy Engelking i pan prokurator Tomasz Szałek. Ten pierwszy skład był jak gdyby trzonem, a trzy dalsze osoby uzupełniały go. W tym konkretnym spotkaniu uczestniczyli zarówno pan Kamiński, jak i minister Ziobro, ją, pan Kornatowski, pan Szałek i pan Święczkowski.

Czyli to spotkanie nie było poświęcone tylko Blidzie?
Polegało na omawianiu przez każdego z nas najważniejszych postępowań, które w danym momencie się toczyły, bądź spraw, które mogłyby w jakiś sposób dotyczyć bezpieczeństwa państwa. Nie zawsze zresztą były to spotkania poświęcone omówieniu postępowań przygotowawczych. Mogły to być kwestie związane z zagrożeniem terroryzmem czy z nasilającymi się strajkami.

Było to takie standardowe spotkanie, jedno z tych, jakie odbywały się raz na jakiś czas?
Odbywały się one raz na jakiś czas, z tym że nie było stałego ich terminu. Niejednokrotnie było tak, że mój sekretariat lub sekretariat premiera informował mnie, iż dzisiaj premier prosi o podobne spotkanie. Natomiast kiedy byłem prokuratorem krajowym, minister Ziobro przekazywał mi, że dzisiaj idziemy do premiera.

No i odbywa się kolejne takie spotkanie...
W jego trakcie pan minister Ziobro poinformował, że jest bardzo ciekawa sprawa, która dotyczy mafii węglowej. W ramach tej sprawy jeden ze świadków obciąża Barbarę Blidę, która miała się dopuścić szeregu przestępstw korupcyjnych na Śląsku.

Ziobro to mówił?
To mówił Ziobro, ale za chwilę oddał głos…
Ziobro w wywiadach zaprzecza, że mówił coś takiego.
…za chwilę oddał głos panu Bogdanowi Święczkowskiemu, żeby opowiedział w szczegółach o całej sprawie.

Czyli Ziobro najpierw jakby znów się pochwalił.
Lubił się chwalić. Ale lubił też skarżyć. Taki, powiedziałbym, szkolny skarżypyta. Wiele razy, kiedy coś działo się nie po jego myśli, skarżył się premierowi na mnie czy na ministra Wassermanna. W tamtym momencie na pewno szło o takie wykazanie się. Zostało to powiedziane z przejęciem i z przekonaniem, w postawie osoby, która oczekuje pochwały. Zresztą pochwała zaraz pojawiła się ze strony premiera. Premier stwierdził, że jeżeli ta sprawa faktycznie wygląda tak, jak pan minister Ziobro i minister Święczkowski relacjonują, to wystarczy ten jeden układ, żeby można było powiedzieć, iż PiS realizuje swoje zobowiązanie zwalczania układów. Bo to jest megaukład.

Zatem premier był zaskoczony, tak? Niczego wcześniej nie wiedział?
Tak bym tego nie ujął. Premier wyglądał na zadowolonego. Na podstawie moich doświadczeń, spotkań z premierem, mogę powiedzieć, że rzadko kiedy okazywał zaskoczenie. Z emocji, jakie pan premier na zewnątrz wyrażał, było to raczej tylko albo zadowolenie, albo niezadowolenie. To nie jest człowiek, o którym można powiedzieć, że coś go zaskoczyło. Na naradzie jako kolejna osoba zabrał głos pan Święczkowski. Dokładnie przedstawił, na czym ma polegać ów układ wokół pani Blidy. W tym procederze mieli brać udział najważniejsi politycy lewicy. Pan Szarawarski, pan Miller, nie pamiętam, czy padło nazwisko Szmajdzińskiego, ale wydaje mi się, że tak mogło być. W każdym razie chodziło generalnie o polityków lewicy. Na poparcie tych słów padło nazwisko świadka, który o tym wszystkim zeznał – świadkiem miał być pan poseł Zając, były poseł na Sejm, który te wszystkie rewelacje znał ze słyszenia.

Ze słyszenia…
Tak. Właśnie w tym momencie premier stwierdził, że muszą być zebrane żelazne dowody, muszą być tysiąckrotne dowody, bo w przeciwnym razie SLD, jak to ujął: „nas rozjedzie”. Potem zapytał mnie i komendanta Kornatowskiego, co o tym sądzimy. Powiedzieliśmy… czy raczej ja powiedziałem, że w moim przekonaniu to jest bardzo słaby materiał dowodowy.

Pamięta pan te słowa?
Jak najbardziej. Dokładnie pamiętam, ponieważ dalej były reperkusje tego mojego odezwania się.

Pan zaczął, czy to Kornatowski zaczął mówić, że to są słabe materiały?
Nie pamiętam, który z nas zaczął. Sądzę, że byłem to ja, ponieważ głos był przyznawany według jakby starszeństwa funkcji. Premier na pewno nie oddałby głosu najpierw komendantowi głównemu, tylko oddałby go ministrowi, czyli mnie. W każdym razie powiedziałem, że w mojej ocenie to są słabe dowody. Opieramy się na jednym świadku, a drugim świadkiem jest osoba, która mówi o sprawach znanych jej tylko ze słyszenia. Na podstawie mojego doświadczenia zawodowego wiem, że niejednokrotnie ten jedyny świadek wycofuje się, czy to zastraszony, czy z uwagi na to, że jego motywem było coś innego niż zeznawanie prawdy. Różne już sytuacje w zawodzie prokuratora obserwowałem.