Strona główna / Literatura światowa / Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Zasłyszane w kiciu i gdzie indziej

Jeffrey Archer

Piękno jest w oku patrzącego

Poza tym, że chodzili razem do szkoły, nie mieli z sobą wiele wspólnego. Gian Lorenzo Venici był pilnym dzieckiem, już kiedy jako pięcioletni brzdąc pierwszy raz pojawił się w szkole, natomiast Paolo Castelli zawsze się spóźniał, nawet wtedy gdy pierwszy raz sprawdzano listę obecności.
Gian Lorenzo czuł się na miejscu w klasie, z książkami, wypracowaniami i egzaminami, gdzie przyćmiewał swoich rówieśników. Paolo osiągał takie same sukcesy na boisku piłkarskim; zmieniał tempo, zwodził obrońców i strzelał gole, zaskakując zarówno własną drużynę, jak i przeciwników. Obaj chłopcy przeszli do gimnazjum Świętej Cecylii, najbardziej prestiżowego w Rzymie, gdzie mogli się pochwalić swoimi talentami przed szerszym audytorium.
Kiedy skończyli szkołę, obaj dostali się do instytucji o tej samej nazwie Roma: Gian Lorenzo do najstarszego w kraju uniwersytetu jako stypendysta, Paolo do najstarszego klubu piłki nożnej jako napastnik. Chociaż obracali się w różnych kręgach, wiedzieli o swoich osiągnięciach. Podczas gdy Gian Lorenzo zbierał wyróżnienia na jednym polu, Paolo zdobywał je na drugim, a obaj osiągali swój cel.
Ukończywszy uniwersytet, Gian Lorenzo zaczął pracować u swojego ojca w Galerii Venici. Z miejsca przystąpił do przełożenia teorii z lat studiów w praktykę, bo pragnął dorównać ojcu i stać się najbardziej szanowanym marszandem we Włoszech.
W czasie kiedy Gian Lorenzo terminował w galerii, Paolo został kapitanem zespołu Roma. Przy dopingu i uwielbieniu swoich kibiców doprowadził drużynę do mistrzostwa i europejskiej chwały. Wystarczyło, żeby Gian Lorenzo zajrzał na ostatnie strony jakiejkolwiek gazety, a niemal dzień w dzień mógł śledzić wyczyny dawnego kolegi z klasy i dowiedzieć się z kronik towarzyskich, jaką piękność ostatnio widziano uwieszoną u jego ramienia – oto jeszcze jedno, co ich różniło.
Gian Lorenzo prędko odkrył, że w jego profesji trwałą reputację buduje się nie dzięki sporadycznym, błyskotliwym sukcesom, ale dzięki godzinom strawionym na wnikliwych badaniach i umiejętności trafnej oceny. Po ojcu odziedziczył dwa talenty najważniejsze w arsenale każdego marszanda – dobre oko i nieomylny nos. Antonio Venici nauczył też syna nie tylko jak szukać, ale gdzie szukać, kiedy chce się trafić na arcydzieło. Starszy pan zajmował się wyłącznie najwspanialszymi okazami renesansowego malarstwa i rzeźby, które nigdy nie pojawiały się na wolnym rynku. Jeżeli obiekt nie był unikatem, Antonio nie ruszał się z galerii. Syn poszedł w jego ślady. Galeria kupowała i sprzedawała tylko trzy, może cztery obrazy w ciągu roku, ale ci mistrzowie zmieniali właścicieli za mniej więcej takie ceny, jak któryś z napastników klubu Roma. Po czterdziestu latach w biznesie ojciec Gian Lorenza nie tylko wiedział, kto ma świetną kolekcję, ale, co ważniejsze, kto chce albo, lepiej, kto od czasu do czasu musi się rozstać z arcydziełem.
Gian Lorenzo był tak pochłonięty swoją pracą, że umknęła jego uwagi kontuzja, jakiej nabawił się Paolo Castelli, kiedy walczył w barwach Włoch przeciwko Hiszpanii w rozgrywkach o Puchar Europy. To niepowodzenie wykluczyło Paola zarówno z boiska, jak i z wiadomości prasowych, zwłaszcza kiedy stało się jasne, że okres jego świetności już się skończył.
Paolo opuścił światową scenę, kiedy Gian Lorenzo na nią wstąpił. Objeżdżał Europę, poszukując bez końca jedynie rzadkich kreacji geniuszu, a potem, gdy nabył jakieś arcydzieło, usiłując znaleźć kogoś, kto mógłby sobie na nie pozwolić.
Gian Lorenzo często się zastanawiał, co się dzieje z Paolem, odkąd przestał grać w piłkę nożną i prasa nie pisała już o każdym jego kroku. Dowiedział się niespodziewanie, kiedy Paolo ogłosił swoje zaręczyny.
Wybór narzeczonej sprawił, że Paolo stał się bohaterem nie ostatnich, lecz pierwszych stron gazet.
Angelina Porcelli była jedyną córką Massima Porcelliego, prezesa klubu piłkarskiego Roma i przewodniczącego zarządu Ulitoksu, największej we Włoszech firmy farmaceutycznej. „Małżeństwo dwojga ciężarowców” – głosił wielki nagłówek w jednym z brukowców.
Gian Lorenzo otworzył gazetę na stronie trzeciej, żeby się dowiedzieć, skąd ten tytuł. Narzeczona Paola miała sto osiemdziesiąt pięć centymetrów wzrostu – słyszę, jak mówicie, że to zaleta dla modelki – ale tu porównania się kończyły, ponieważ tym, czego dziennikarze się uczepili, była niesłychana waga Angeliny. Wahała się ona od stu pięćdziesięciu do stu siedemdziesięciu pięciu kilogramów, zależnie od tego, czy podawała ją gazeta dużego formatu czy tabloid.
Fotografia jest warta tysiąca słów. Gian Lorenzo obejrzał kilka zdjęć Angeliny i doszedł do wniosku, że tylko Rubens mógłby ją uznać za modelkę. Na każdym zdjęciu narzeczona Paola, niezależnie od kunsztu wielkich krawców Mediolanu, stylistów Paryża, jubilerów Londynu, nie wspominając o wysiłku legionu instruktorów, dietetyków i masażystów, wyglądała jak Cukrowa Wieszczka, a nie zwiewna balerina. Niezależnie od ujęcia, niezależnie od starań – a nie wszyscy byli uprzejmi – fotografowie tylko uwydatniali oczywistą różnicę między Angeliną a narzeczonym – różnicę, która zaznaczała się szczególnie wtedy, kiedy dziewczyna stała obok dawnej gwiazdy klubu Roma. Włoska prasa, najwyraźniej mająca obsesję na punkcie rozmiarów Angeliny, poza tym nic ciekawego o niej nie pisała.
Gian Lorenzo otworzył gazetę na stronach poświęconych sztuce i całkiem zapomniał o Paolo i jego narzeczonej, ale tylko do chwili, gdy wkroczył do galerii. Powitała go sekretarka, która wręczyła mu wielką kartę z wytłaczanymi złotymi literami. Gian Lorenzo rzucił okiem na zaproszenie.

Signor Massimo Porcelli ma zaszczyt zaprosić
Gian Lorenza Venici
na ślub swojej córki Angeliny
z signorem Paolem Castellim
w Villa Borghese.

Sześć miesięcy później Gian Lorenzo dołączył do tysiąca gości w Villa Borghese. Prędko okazało, że signor Porcelli postanowił wyprawić jedynaczce wesele, którego nie tylko ona, ale i wszyscy goście nigdy nie zapomną.