Strona główna / Fantastyka / Ziemia bez radości. Księga Eltary i Argnista

Aktualności

18.01.2023

TOPR. TATRZAŃSKA PRZYGODA ZOSI I FRANKA nominowana do Bestsellerów Empiku

Książka Beaty Sabały-Zielińskiej "TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka" otrzymała nominację do Bestsellerów Empiku 2022 w kategorii literatura polska dla dzieci. Gratulujemy!

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

11.01.2023

Rozmowa z Arturem Górskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Arturem Górskim, autorem książki "Za kratami".

Bestsellery

TOP 20

  1. Jestem jedną z żon Laila Shukri
  2. Ziobranoc, Europo Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  3. Sąpierz Katarzyna Puzyńska

Ziemia bez radości. Księga Eltary i Argnista

Nik Pierumow

Krasnolud Dwalin leżał na ławie ponury i strasznie zły. Nie wzięli go na wyprawę! Jego, od którego zaczęła się ta cała historia!
Uważał, że wszystkie jego rany ostatecznie się zagoiły. Oczywiście, nie do końca tak było, ale uparty krasnolud nie chciał o niczym słyszeć.
- Rozwiążcie mnie! - krzyczał, miotając się i omal nie przewracając przy tym ławy. - Rozwiążcie, bo będzie źle!
- Jeśli komuś będzie źle, to tylko tobie, durny - oznajmiła spokojnie Liisa, młoda, krzepka dziewucha, która niedawno przeszła do Argnista z rozgromionego chutoru. Dziś ona pełniła obowiązki niańki przy chorym. Saata zagroziła, że domiesza mu do piwa ziela nasennego, jeśli krasnolud się nie uspokoi. - Jeszcze ci się rany otworzą, potrzebne ci to?
- Nie otworzą, nie otworzą! - Wiercił się rozpaczliwie, żeby rozluźnić pęta.
- Jak się otworzą, będzie za późno - zauważyła roztropnie dziewczyna. - Gdyby nie czarownik z białym łukiem i jego czarodziejstwo, już byś odszedł do Hedina! Nasza Saata zielarka nijak by ci nie pomogła!
- Czarodziejstwo?! - wrzasnął krasnolud. - Powiedziałaś: czarodziejstwo?
- Owszem - przytaknęła Liisa prostodusznie. - Takie rany, jak u ciebie, tylko czarami można było wyleczyć.
- Przybysz Elstan nałożył na mnie swoje czary? - powiedział powoli krasnolud.
- Nałożył, nałożył! - Liisa kiwała radośnie głową, nie rozumiejąc, co się nie podoba krasnoludowi. - Mocne czary! To silny czarownik, miał prawdziwą laskę.
- Laskę... - Krasnolud zamknął oczy, opadł na poduszkę i znieruchomiał. Wyglądał, jakby stracił przytomność.
- Ej! - zaniepokojona młódka pochyliła się nad chorym. - Stało się co?
- Wszystko w porządku - odpowiedział przez zaciśnięte zęby. - Wszystko w absolutnym porządku.
Nie dowierzając, podeszła bliżej i tak jak ją uczyli, wymacała żyłę życia na lewym nadgarstku krasnoluda. Wyglądało na to, że naprawdę nic złego się nie dzieje, ale Dwalin leżał nieruchomo, z brodą zadartą do góry, twarz mu zbladła jak płótno - a bladość z trudem przebijała się przez czerwonobrązową skórę, pociemniałą od kowalskiego dymu i ogorzałą od żaru pieca. Po chwili Dwalin otworzył oczy, popatrzył na wystraszoną Liisę i rzekł:
- Wszystko w porządku, Rrrodgar... Tylko mi przykro, że mnie nie wzięli.
To było bezczelne, otwarte kłamstwo i każdy bardziej podejrzliwy słuchacz od razu usłyszałby fałsz. Ale Liisa nie miała zamiaru nabijać sobie głowy cudzymi problemami. Skoro krasnolud powiedział, że wszystko w porządku, to znaczy, że tak jest. Nie prosi, żeby go rozwiązać, nie woła, żeby go puścić, czyli nie ma się o co martwić.
Dwalin przestał się wprawdzie szarpać i szaleć, ale w jego oczach zagnieździł się przejmujący smutek i ból.
Stopniowo wracał do zdrowia. Poszarpane rany goiły się zdumiewająco szybko. Elstan naprawdę się postarał. Wkrótce Saata pozwoliła Dwalinowi wstać z łóżka - dokładnie wtedy, gdy Elstan, Argnist i jego synowie starli się z Ordą na Wzgórzu Demonów.
Najpierw Dwalin poszedł do kuchni.
- Widzę, że drwa się kończą? - zagadnął gospodynię.
Polan ciągle brakowało, mężczyźni na wszelkie sposoby wykręcali się od tego przykrego zajęcia - komu by się chciało cały dzień toporem machać, rąbać pniaki?
- Pewnie w brzuchu burczy? - uśmiechnęła się Dejera. - Rozumiem, rozumiem. Nakarmię bez zapłaty.
- Nie, nie! - oburzył się. - U nas to nie jest przyjęte!
- A u nas jest przyjęte, żeby najpierw robotnika nakarmić, a potem robotę dawać! - Nalała zupy do glinianej malowanej michy.
Krasnolud nie dał się dwa razy prosić. A gdy już wyczyścił miskę do blasku, siekierę zza pasa wyciągnął i przed drewutnią pokazał, jak się obchodzić z toporem. Polana latały we wszystkie strony i jakby same z siebie układały się w równe sterty. Potem wyszedł na podwórze, przeszedł się po wszystkich stajniach i stodołach... Ciągle się kręcił po obejściu, ciągle szukał jakiegoś zajęcia, jakby bał się zostać sam na sam z niewesołymi myślami. Niczym przeklęty, przez trzy dni nie wychodził z kuźni, nie bacząc na ostrzeżenia Saaty, że rany mogą dać o sobie znać.
Gdy dorwał się wreszcie do ulubionego zajęcia, pracował bez chwili wytchnienia. Giął stalowe łuki, dopasowywał dźwignie, sprężyny i kółka, konstruując jakiś zmyślny mechanizm. Do kuźni kilka razy przychodziła Liisa, wołać go do jedzenia, ale tylko się opędzał. Nie jadł prawie nic, pił jedynie wodę, ani razu nie tykając ulubionego napoju swojego narodu - ciemnego piwa. „Jakby go ktoś odmienił!” - powiedzieliby rodacy z Ar-an-Aszparangu.

*

Artaleg i Armiol mieli szczęście. Orda szła na północ, w drodze do domu tylko raz natrafili na grupkę ścianołomów. Armiol wsadził jednemu strzałę w oko, koń Artalega stratował drugiego i reszta osłabionych wiosną bestii wycofała się, rezygnując z walki.
Bardziej niż Ordy bracia się bali, że nie dowiozą ojca żywego do chutoru. Ale Hedin Dobroczyńca patrzył przychylnym okiem - wprawdzie Argnist nie odzyskiwał przytomności, lecz jego stan się nie pogarszał. Stary setnik oddychał wolno, ale równo, serce biło słabo, ale jednak biło. Rany przestały krwawić i synowie zaczęli mieć nadzieję, że Saacie uda się wyleczyć ojca.
O Elstanie nie mówili - obcy zawsze pozostanie obcym. I w dodatku czarownik, a czarowników Artaleg nie cierpiał. Armiol też za nimi nie przepadał, lecz nie czuł do nich takiej wrogości.
- Czarownicy, czarodzieje, magowie! - syczał Artaleg przez zęby. - Nienawidzę ich! To pewnie przez nich Orda się pojawiła!
- Coś ty, bracie! - protestował młodszy. - Ordę nasłał Ciemny Władca, każdy to wie!
- Nasłał, nasłał, a już ci - mruczał średni. - Żadnych władców na oczy nie widziałem, a czarodzieje ciągle się tu kręcą. Przeklęty kuglarz! Gdyby nie on, siedzielibyśmy w chutorze i ojciec byłby cały i zdrowy!