Strona główna / Literatura światowa / Trudna miłość

Aktualności

12.07.2019

Spotkanie z Manuelą Gretkowską w Łodzi

W sobotę 27 lipca o godz. 17.00 zapraszamy do Domu Literatury w Łodzi (ul. Roosevelta 17) na spotkanie z Manuelą Gretkowską, autorką książki "Trudno z miłości się podnieść".

Wywiady

11.07.2019

"Mówimy o trylogii, na którą należy patrzeć całościowo"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Piotrem Borlikiem, autorem książek "Boska proporcja" i "Materiał ludzki".

Posłuchaj i zobacz

18.06.2019

Jak kochali powstańcy?

Zapraszamy do obejrzenia nagrania zapowiadającego najnowszą książkę Agnieszki Cubały "Miłość '44. 44 prawdziwe historie powstańczej miłości".

Bestsellery

TOP 20

  1. Trump pod ostrzałem Michael Wolff
  2. Niebieska sukienka Grażyna Jeromin-Gałuszka
  3. Materiał ludzki Piotr Borlik

Fotogaleria

więcej »

Trudna miłość

Anita Shreve

W czasie, jaki zajmuje przejście z kabiny kąpielowej przy falochronie w Fortune's Rocks, gdzie Olimpia zdejmuje sandały i dyskretnie zsuwa pończochy, do linii wody, czyli miejsca w którym morze bez ustanku obmywa różowo-srebrzysty piasek, poznaje smak pożądania. Pożądania, które spowalnia oddech, wywołuje przerwę w samym środku wypowiadanej kwestii i uporczywie prowadzi wzrok ku nagim stopom podążającym w stronę wody. Pierwszą, krótkotrwałą świadomość pożądania - i bycia obiektem pożądania, stanie, o którym nie miała nigdy przedtem pojęcia - odczuwa jako coś w rodzaju leniwie postępującej blokady, jakby powietrze wokół niej sprężyło się nagle i wywołało pierwszy, słaby dreszcz dorosłego życia.
Dotyka lnianego otoku kapelusza, czego nie zrobiłaby jeszcze poprzedniego lata, a nawet poprzedniego dnia. Może nawet muska palcami długą, tiulową szarfę.
Zdejmuje kapelusz i zaczyna rozbryzgiwać wodę małymi fontannami. Wciąga w płuca duży haust morskiego powietrza, które ją otrzeźwia. Być może wpatrujący się w dziewczynę mężczyźni widzą, jak nagle ogarnia ją zachwyt i przeczucie czegoś radosnego. I są tak samo zaskoczeni jak ona, która akceptuje swoje przeznaczenie. Bowiem w czasie, jaki zajęło jej przejście od kamiennego falochronu do brzegu morza, pokonując odległość około stu metrów, przemieniła się z dziewczynki, z pilnowanego na każdym kroku dziecka, opanowanego szaloną potrzebą wysprzątania pokoi i wymiecenia pajęczyn swojej zimy, w kobietę.
Jest dwudziesty dzień czerwca roku kończącego stulecie, a ona ma piętnaście lat.
Tego dnia rano Olimpia przyjechała z rodzicami pociągiem z Bostonu, a dom, do którego weszli, był w środku całkiem biały i dziwnie pozbawiony kurzu, bo wszystkie meble zasłonięto pokrowcami. Kiedy Olimpia zobaczyła białe przykrycia, zapragnęła, aby matka nie kazała Josiahowi, służącemu ojca, zdejmować ich z mebli - tworzyły fantastycznie abstrakcyjne kształty na tle sześciu par okien, biegnących od podłogi do sufitu wzdłuż długiej, frontowej ściany budynku. Za szybami i cienką warstwą naniesionej na nie soli znajduje się Atlantyk, nakryty czapą cudownej mgły. W oddali widać niewielkie wysepki, które wyglądają tak, jakby unosiły się nad linią horyzontu.
Z góry ponownie dobiega wołanie ojca.
- Olimpio, wołałem cię - mówi nieco zirytowany, kiedy wreszcie córka, ze zmoczonym dołem sukni, wspina się na skały.
Olimpia spodziewała się, że ojciec będzie niezadowolony. Nie mogąc się już doczekać, kiedy poczuje na swoich stopach morską wodę, nierozważnie poszła na brzeg w czasie, kiedy kąpali się mężczyźni, co można by jeszcze wybaczyć dziewczynce, ale z pewnością nie młodej kobiecie. Stara się teraz możliwie przekonująco zapewnić papę, jak bardzo jej przykro z tego powodu; po prostu zapomniała o godzinach przeznaczonych dla mężczyzn, a ponieważ wieje silny wiatr, nie słyszała wołania. Jednak wyraz jego twarzy i sposób, w jaki szybko odwraca wzrok, nie patrząc na córkę - co do niego niepodobne - nie pozostawia wątpliwości, że obserwował ją, gdy szła z gołymi nogami od falochronu na brzeg oceanu. Od wiatru oczy ojca łzawią, a on sam wydaje się zaskoczony, nawet zakłopotany jej fizyczną obecnością.
proszę, do mojego gabinetu - mówi ojciec w sposób, w jaki zwykle się do niej zwraca, chociaż nawet ona wyczuwa, że coś się zmieniło w ich relacjach.
Słońce wydobywa mankamenty jego skóry i w bezlitosnym świetle widać drobne refleksy srebra i rudości na obrysie linii podbródka. Odwrócił oczy.
- Chciałbym porozmawiać z tobą o kilku sprawach. Chodzi mi o wakacyjną naukę i tak dalej - dodaje.
Wzmianka o wakacyjnej edukacji wywołuje u Olimpii szybsze bicie serca, miała bowiem nadzieję na przerwę od indywidualnej, ale intensywnej nauki. Ojciec, który stracił wiarę w szkolnictwo, sam zajął się kształceniem córki. Jest jego jedyną uczennicą, a on jej jedynym nauczycielem. Ojciec wierzy, że jej edukacja odbywa się w tempie nieosiągalnym na uczelniach czy w seminariach, a zakres zdobywanej wiedzy jest większy niż gdziekolwiek w Nowej Anglii i co za tym idzie, w całych Stanach Zjednoczonych. Olimpia w zasadzie podziela to przekonanie, chociaż trudno jej znaleźć punkt odniesienie: minęły już cztery lata, odkąd przestała chodzić do szkoły z innymi dziewczętami.
- Oczywiście - odpowiada.
Ojciec patrzy na nią przez chwilę, a następnie kieruje spojrzenie ponad jej prawe ramię w stronę morza. Potem odwraca się i idzie do domu. Olimpia obserwuje jego lekko zgarbioną sylwetkę, dziwiąc się, że wcześniej nie zwróciła uwagi na ten drobny mankament postawy i nagle ogarnia ją smutek na myśl o ojcu, który traci coś, co mogłaby nazwać kontrolą nad jej dzieciństwem.
Ojciec spogląda na brzeg jej sukni, która wciąż jest wilgotna. Olimpia chce wiedzieć, jaka będzie jej pierwsza lektura tego lata. Ojciec zdejmuje okulary i kładzie je na zielonym, marmurowym blacie stolika, znajdującego się obok krzesła, który jest dokładną repliką stolika z jego biblioteki w Bostonie. Okna są otwarte i pokój wypełnia charakterystyczny, słony zapach nadchodzącego przypływu.
- Chciałbym, abyś przeczytała eseje Johna Warrena Haskella - mówi, sięgając po książkę i podając ją córce. - Później przedyskutujemy ich treść, ponieważ autor jest w Fortune's Rocks i spędzi z nami weekend.
Wtedy po raz pierwszy Olimpia słyszy o Johnie Haskellu.