Strona główna / Literatura światowa / Głogowy gaj

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Głogowy gaj

Maeve Binchy

Przyjęcie w święto bankowe
Część 1 - Barbara

Zawsze byłam osobą, która da się lubić, i grałam w biurze pierwsze skrzypce, dlatego uznałam za oczywiste, że uczestniczę w przyjęciu urządzanym w święto bankowe. Zupełnie nie przyszło mi do głowy, że pojadą beze mnie. Bez Barbary, duszy towarzystwa. Przecież to ja pierwsza powiedziałam im o tym hotelu w miasteczku o nazwie Rossmore, kawał drogi stąd, na prowincji, gdzie był duży basen i patio, a gościom pozwalano piec na ruszcie własne steki albo drób. Znalazłam witrynę internetową, wydrukowałam wszystkie informacje i pokazałam ludziom w biurze.
Więc myślałam, naturalnie, że biorę w tym udział.
A później usłyszałam, jak rozmawiają na ten temat, kto z kim będzie mieszkał w pokoju i o której godzinie spotkają się na drinku przed wyruszeniem na miejsce pociągiem. W pobliskim lesie znajdowało się coś w rodzaju studni życzeń, przy której ukazywała się jakaś święta, i zamierzali sprawdzić, czy uda im się ją przyłapać w trakcie ukazywania.
I wtedy nagle dotarło do mnie, że w tym nie uczestniczę.
Na początku sądziłam, że to jakieś nieporozumienie, wiecie, czasami tak się zdarza. Każdy myśli, że ktoś inny już mi powiedział. Nie mogli przecież jechać beze mnie. Ale kiedy człowiek zostaje pominięty, wyczuwa to instynktownie i właśnie doznałam takiego uczucia.
W pierwszej chwili ogarnęła mnie przemożna wściekłość. Jak oni śmieli wykorzystać mój pomysł, nie uwzględniając mojej osoby? Potem zrobiło mi się przykro. Dlaczego mnie nie lubią? Z jakiego powodu mnie pominęli? Musiałam opanować łzy żalu nad samą sobą. A następnie znienawidziłam ich wszystkich. Myślałam, że są moimi przyjaciółmi. Tymczasem oni śmiali się ze mnie za plecami. Miałam nadzieję, że spędzą naprawdę okropny weekend, a hotel okaże się kompletnie do niczego. Życzyłam im ulewnego deszczu i żeby patio roiło się od paskudnych stworzeń, które powłażą im w ubrania i włosy.
Wyjeżdżali w piątek, w porze lunchu, pociągiem o drugiej. Wszyscy rano przyszli do biura z torbami podróżnymi. Co wydawało się naprawdę zdumiewające, to że rozmawiali zupełnie bez skrępowania w mojej obecności. Nie czuli nawet zakłopotania, choć ukradli mój pomysł i zostawili mnie z niczym. Nie zniżali głosów, nie odwracali się, po prostu omawiali wyjazd tak, jakbym wcześniej wiedziała, że mnie on nie dotyczy.
W piątek rano Rosie, jedna z sympatyczniejszych koleżanek, zwierzyła mi się ze swoich wielkich nadziei na zawarcie bliższej znajomości z Martinem z działu sprzedaży.
- Myślisz, że mam u niego jakieś szanse, Bar? - zapytała.
- Nie rozumiem, dlaczego mnie o to pytasz - odparłam zimno.
Rosie sprawiała wrażenie zaskoczonej.
- No bo jesteś super, wszystko wiesz - wyjaśniła. Widziałam, że nie natrząsa się ze mnie. Tym dziwniejszy wydawał się fakt, że nie chce, bym się do nich przyłączyła.
- Sądzę, że masz duże szanse spodobać się Martinowi - powiedziałam. - Tylko trzymaj go z daleka od Sandry, czasami postępuje jak modliszka.
- Och, Bar, jesteś po prostu cudowna, szkoda, że z nami nie jedziesz, mogłabyś udzielać mi rad. Dlaczego nie chcesz pojechać? Ten jeden raz?
- Nie zostałam zaproszona. - Wzruszyłam ramionami, starając się nie pokazać po sobie, ile to dla mnie znaczy.
Rosie wybuchnęła śmiechem.
- Jakbyś potrzebowała zaproszenia! Przecież nie chciałaś jechać, wiedzieliśmy od razu ze sposobu, w jaki mówiłaś o tym miejscu i drwiłaś z niego. Wiadomo, że masz w planach coś o wiele lepszego.
- Nigdy nie drwiłam z Rossmore, sama je zaproponowałam! - wykrzyknęłam oburzona.
- No, może nie drwiłaś, niezupełnie, ale wszyscy wiedzieli, że to nie w twoim guście. Trochę poniżej twojego poziomu, Bar. Nie w snobistycznym sensie, ale tak się rzeczy mają.
- Nie wierzę - powiedziałam.
- Więc zapytaj, kogo chcesz - doradziła Rosie.
Tak też zrobiłam. Zagadnęłam modliszkę Sandrę.
- Nie przypuszczam, żeby ci się tam podobało - stwierdziła. - To miejsce w sam raz dla nas, zwyczajnych ludzi, ale nie dla ciebie, Bar.
- Dlaczego nie dla mnie? - spytałam głosem jak stal.
- Ty masz więcej klasy, jesteś elegantsza niż my. Nikt nie wyobraża sobie ciebie spędzającej weekend w dżinsach, przy grillowaniu kiełbasek.
Osłupiałam.
Owszem, dobrze się ubieram, dbam o wygląd i uważam się za osobę zadbaną. Chodziłam na lekcje wymowy, żeby poprawić akcent. Ale zbyt elegancka, żeby pojechać na wycieczkę z kolegami z biura? Wolne żarty. Przecież oni wszyscy nie mogli patrzeć na mnie z tak nabożnym podziwem, by nie ośmielić się mnie włączyć? Nie mogli, prawda?
Nie zamierzałam jednak okazać, jak bardzo jestem zaskoczona i wytrącona z równowagi. Za nic.
- W każdym razie baw się dobrze, Sandro - powiedziałam pogodnie. - Masz kogoś konkretnego na oku?
- Właściwie nie. Ten Martin z działu sprzedaży jest dość przystojny. Ale zobaczymy.
Sandra mogła zdobyć każdego mężczyznę, jakiego zechciała, Rosie nie miała tyle szczęścia. Mimo własnego rozczarowania postanowiłam wyrównać ich szanse.
- Ja nie traciłabym na niego czasu, słyszałam, że jest nudny jak flaki z olejem, gdy się go bliżej pozna - oświadczyłam.
- Dzięki, Bar. - Sandra mocniej pociągnęła usta błyszczykiem. - Dobrze znać twoją opinię. A swoją drogą, co robisz w święto?
- Ja? Och, nic specjalnego - odparłam z zakłopotaniem.
- Nie wierzę.
- Urządzam proszony lunch - dobiegł mnie mój własny głos.
- Och, Barbaro, ty to jesteś nie z tej ziemi! Na ile osób?
- Dwanaście ze mną włącznie. - Czy ja oszalałam? Nawet nie znam dwunastu osób. A choćbym znała, nie umiałabym nic dla nich ugotować.
- Dwanaście! Jesteś niesamowita. Będziesz miała zdjęcia w przyszłym tygodniu?
- Bardzo możliwe - odrzekłam smętnie. Zawsze mogę powiedzieć, że aparat się zaciął. Byłam nie tylko żałosna i niemile widziana, lecz także stuknięta i nieuczciwa. Wspaniały początek świątecznego weekendu.
Pomachałam im na pożegnanie, gdy wychodzili z biura, żeby zdążyć na pociąg o drugiej. Ludzie, których uważałam za przyjaciół - seksowna Sandra, niewinna Rosie, ten miły, łagodny Martin z działu sprzedaży i kilkoro innych, przekonanych, że się wywyższam i zadzieram nosa. Przyjrzałam się sobie w lustrze w damskiej toalecie. Blada twarz okolona kosztowną fryzurą, dobrze skrojony żakiet, który co wieczór czyściłam gąbką i szczotką. Pod spodem nosiłam tanie T-shirty, codziennie w innym kolorze. Nie było we mnie nic arystokratycznego ani snobistycznego. Prawda?