Strona główna / Literatura światowa / Druga żona

Aktualności

29.07.2022

Spotkanie z Dagmarą Andryką w Warszawie

W czwartek 25 sierpnia o godz. 19:00 zapraszamy do PROM-u Kultury Saska Kępa (ul. Brukselska 23, Warszawa) na spotkanie z Dagmarą Andryką, autorką książki "As".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

01.08.2022

Rozmowa z Błażejem Torańskim

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Marcina Cichońskiego z Błażejem Torańskim, autorem książki "Kat polskich dzieci. Opowieść o Eugenii Pol".

Bestsellery

TOP 20

  1. Żadanica Katarzyna Puzyńska
  2. Perska wytrwałość Laila Shukri
  3. TOPR. Tatrzańska przygoda Zosi i Franka Beata Sabała-Zielińska

Druga żona

Elizabeth Buchan

W dniu mojego ślubu włożyłam czarny żakiet i suto marszczoną spódnicę z czerwonego jedwabiu, żeby ukryć dziesięciotygodniową ciążę. Przez dłuższy czas paradowałam przed lustrem w swojej ciasnej sypialni, wygładzając fałdy spódnicy, poprawiałam makijaż i żałowałam, że nie mogę nosić szpilek, bo teraz odczuwałam ból stóp. Chyba próbowałam się oswoić z nową sytuacją, która wkrótce nieuchronnie mnie czekała. „Pani Lloyd”. Odbicie pokazywało moje usta ułożone w kształt tych dwóch słów, ale tak naprawdę widziałam w lustrze „drugą panią Lloyd”.

Wezwaną przez Nathana taksówką pojechaliśmy do urzędu stanu cywilnego. Nathan ubrany był w ciemnoszary garnitur i miał zbyt krótko obcięte włosy, co mi się nie podobało. Wyglądał jakoś niekompletnie i wcale nie przypominał tego wyrafinowanego światowca, który zawrócił mi w głowie; w dodatku odkąd schudł, sprawiał też wrażenie niedożywionego. Nie miał zbyt szczęśliwej miny.

- Mógłbyś okazać choć odrobinę zadowolenia - rzuciłam z kąta taksówki.
Muszę przyznać, że twarz mu się rozpogodziła.
- Wybacz, kochanie, myślałem o czymś innym.
Patrzyłam na rowerzystę, wykonującego samobójcze manewry w ulicznym ruchu.
- Jesteśmy w drodze na nasz ślub, a ty myślisz o czymś innym.
- Hej. - Nathan wziął mnie za rękę; od czasu zajścia w ciążę miałam zawsze gorące dłonie. - Nie ma się o co martwić, daję słowo.
Wierzyłam Nathanowi, ale chciałam, żeby wszystko było jasne.
- To nasz szczególny dzień.
Uśmiechnął się do mnie, w swoim przekonaniu krzepiąco.
- Wszystko jest jak trzeba. I naprawdę o tobie myślę.
- Można zemdleć z wrażenia: pan młody myśli o pannie młodej. - Skubnęłam go we wnętrze dłoni.
Nathan zawczasu wyjaśnił gościom, których było w sumie ośmioro, co rozumie przez „cichy ślub”. Oznajmił, że nie chce zamieszania. Żadnych fajerwerków. Zależało mu, żeby ten dzień specjalnie nie różnił się od innych. „Chyba rozumiesz?” - pytał kilka razy, wzbudzając tym moją irytację. W ciąży i do tego, jak się okazało, bez pracy, nie miałam najlepszej pozycji do negocjacji.
Kiedy przyjechaliśmy na miejsce, Nathan osłupiał porażony brzydotą kamiennego bloku, w którym się mieścił urząd stanu cywilnego. Wewnątrz znajdowała się poczekalnia ozdobiona imitacją boazerii, prymitywnymi złoceniami i bukietem zakurzonych sztucznych kwiatów w odcieniach paskudnego różu i błękitu.
Tam dołączyła do nas Paige. Pracowała wówczas jeszcze w banku i ubrana była w służbową beżową garsonkę i białą bluzkę. Klapę żakietu miała poplamioną tłuszczem.
- Świetnie wyglądasz, Minty. - Przełożyła z ręki do ręki aktówkę wypchaną papierami. - Mówiliście, żeby się nie stroić, więc wypadłam tak, jak stałam, prosto z zebrania.
- Tak...
- O Boże, jednak chciałaś, żebym się wystroiła. - bąknęła spłoszona.
W odpowiedzi popatrzyłam na nią bez słowa. Rzeczywiście, chciałam, żeby Paige włożyła ciuchy od Alexandra McQueena i wyzywający kapelusz. Marzyły mi się jedwabie i tiule, błysk brylantowych kolczyków, bąbelki szampana, aromat drogich kwiatów, atmosfera ogólnego rozczulenia, kiedy goście do tego stopnia poddają się nastrojowi chwili, że sami mają ochotę zacząć wszystko od nowa.
- Gdzie masz bukiet, Minty? - spytała Paige z groźną miną.
- Nie mam.
- No właśnie. Potrzymaj. - Wcisnęła mi do ręki aktówkę i gdzieś zniknęła.
Nathan gestem przywołał mnie do stojących w grupie gości; Poppy, Richard, Sam i jego żona Jilly rozmawiali z Peterem i Carolyne Shakerami. Poppy była ubrana na czarno, a Jilly, z wyraźnie zaznaczoną ciążą, miała na sobie płócienną bluzę, która aż się prosiła o żelazko. Jedynie Carolyne wysiliła się na tyle, by założyć jaskrawoczerwoną sukienkę i biały żakiet.
- Cześć, Minty - bąknął Sam, nie patrząc mi w oczy.
Jilly dotknęła mojego policzka. Jej długie, jedwabiste włosy załaskotały mnie po twarzy; pachniały szamponem i jakąś odżywką.
- Jak się czujesz? - zagadnęła znaczącym szeptem, jak to ciężarna do ciężarnej.
- Dobrze. Właściwie nie ma specjalnej różnicy. Poza bardzo ciepłymi dłońmi i bólem stóp.
Zmierzyła mnie uważnym spojrzeniem.
- Prawie nic po tobie nie widać, szczęściaro. - Jilly miała na myśli coś dokładnie przeciwnego. Sama obnosiła wydęty brzuch, zachwycona tym oczywistym dowodem własnej płodności. Oparła się o Sama. - Tylko poczekaj. Bolące stopy to dopiero początek - powiedziała z wyraźnym zadowoleniem.
Paige zamaszyście wkroczyła do poczekalni.
- Masz tu bukiet, Minty. Jest okropny, ale trudno. - Wepchnęła mi do ręki wiązankę czerwonych róż, takich, jakie sprzedają drobni handlarze na ulicach. Kwiaty były ciasno owinięte i na wpół zwiędłe.
Urzędnik stanu cywilnego odchrząknął wymownie.
- Czy jesteśmy gotowi.?
- Celofan - syknęła Paige. - Ściągnij.
Zdjęłam celofan z róż, zgniotłam w kulę i zostawiłam na stole.
- Och, Minty. - Nathan westchnął. - Zupełnie zapomniałem, że powinnaś mieć kwiaty.
Później, w restauracji, w której zarezerwował lunch, dołączyła do nas ciotka Ann, ostatnia żyjąca krewna Nathana. Nastąpiło zamieszanie, bo trzeba było przestawiać krzesła, by przy stole zmieścił się jej wózek inwalidzki.
Przyglądałam się zebranym wokół stołu gościom. Większość miała zacięte miny, jakby wspólnie starali się przetrwać to trudne doświadczenie. Jilly ostentacyjnie piła wodę. Sam troskliwie obejmował żonę. Poppy mówiła z ożywieniem; jedwabny tajski szal na jej szyi połyskiwał czerwienią i złotem. Co chwila dotykała ramienia lub barku Richarda. Raz cmoknęła go w policzek. Żadne z nich nawet nie spojrzało w moją stronę. Padła uwaga na temat tego, że na pierwsze imię mam Susan, co ujawnił urzędnik udzielający nam ślubu. Przez większą część życia nienawidziłam tego imienia, przestałam go używać w wieku piętnastu lat, ale stanęłam w jego obronie.
- Co takiego dziwnego jest w imieniu Susan?
Jilly i Poppy patrzyły na mnie z dezaprobatą.
- Ty po prostu jesteś miętowa jak Minty - skwitowała Jilly.
- Przykro mi, że nie ma tu nikogo z twojej rodziny - odezwał się Sam, gdy jedliśmy solę i przegrzebki.
- Ojciec odszedł w siną dal, kiedy byłam mała, matka nie żyje, a nie mam kuzynostwa.
- Przykro mi.
- Nie brak mi tego, czego nie mam - dodałam z uporem. - To nie takie straszne.
Sam mógł powiedzieć, że teraz oni są moją rodziną. Ale nie powiedział.
Po skończonym posiłku, patrząc, jak Nathan podaje swoją platynową kartę kredytową, żeby zapłacić rachunek, pomyślałam z ulgą, że odtąd nie będę musiała się martwić o pieniądze. Potem poszłam się pożegnać z ciotką Ann. Nachyliłam się nad wózkiem, wdychając zapach pudru i kurzu z jej kapelusza z czarnym piórem.
- Do widzenia. Bardzo dziękuję, że przyjechałaś.
Uniosła zadziwiająco chudą, pokrytą wątrobowymi plamami rękę, na której platynowa obrączka grzechotała o pierścionek z pojedynczym brylantem, i dotknęła mojego policzka.
- Urocza - mruknęła, a ja niespodziewanie miałam ochotę się rozpłakać. Mówi się, że cynicy są jedynymi prawdziwymi romantykami. Wychodziłam za Nathana bez całej tej zwyczajowej pompy i parady, ale to w końcu był mój ślub. Czuły gest ciotki Ann znaczył dla mnie więcej, niż mogłam wyrazić.
Poppy zawisła nad wózkiem staruszki.
- Ciociu Ann, musimy cię zabrać do domu. Obiecałam, że nie pozwolę ci się przeforsować.
Ciotka Ann, wyraźnie zmęczona i skołowana, zwróciła się do mnie z wysiłkiem:
- Do widzenia, Rose.