Strona główna / Fantastyka / Szklane smoki

Aktualności

22.05.2020

Premiera online nowej książki Piotra Borlika

We wtorek 2 czerwca o godz. 19.30 zapraszamy na premierę online najnowszej książki Piotra Borlika "Zapłacz dla mnie".

Wywiady

26.02.2020

"Uwielbiam móc pisać w piżamie"

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Kelly Irvin, autorką serii "W krainie amiszów"

Posłuchaj i zobacz

10.04.2020

Krzysztof Gosztyła czyta MAŁY WIELKI TYDZIEŃ

Zapraszamy do wysłuchania fragmentu audiobooka "Mały wielki tydzień" autorstwa Darka Milewskiego w znakomitej interpretacji Krzysztofa Gosztyły.

Bestsellery

TOP 20

  1. Jest krew... Stephen King
  2. Zaginione arabskie księżniczki Marcin Margielewski
  3. Jestem nieletnią żoną Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »

Szklane smoki

Sean McMullen

Ulewny deszcz strugami smagał ulice Alberinu, porywisty wiatr miotał przechodniami, lecz dwaj mężczyźni, którzy wyszli z pałacu, czuli ulgę, że są już na zewnątrz. Nie oglądając się za siebie, pospieszyli do bramy, ignorując strażnika, który jowialnie machnął w ich stronę butelką.
- Chciałbym zaznaczyć, że zwerbowanie jej do naszego przedsięwzięcia było twoim pomysłem, Talberanie - powiedział wyższy.
- Słyszałem, że jest ekscentryczna, ale to było już zbyt wiele - odparł ten drugi.
- Służący w stringach z króliczego futerka, służące przebrane za satyry... A jak ona i jej goście byli ubrani! Gdybym tego nie zobaczył, nigdy bym nie uwierzył.
- Jesteś pewien, że jest najpotężniejszą czarodziejką w Scalticarze Północnym, Lavoltenie?
- Nie mam co do tego wątpliwości. Pani Wensomer Callientor jest także jedyną osobą w dziejach, która odmówiła poddania się rytuałowi wtajemniczenia trzynastego stopnia. Powiedziała, że „dwunasty stopień” brzmi elegancko, a „czternasty stopień” szlachetnie, ale „trzynasty stopień” nie ma w ogóle stylu, i odmówiła.
Burza nie zaszkodziła nocnemu życiu Alberinu, jedynie przeniosła je pod dachy. Muzyka, dym z fajek i śmiechy wylewały się z ciepłych, jasnych tawern, które mijali, a wiatr od czasu do czasu przynosił zapach świeżego pieczywa i pieczonego mięsa. Pijany młodzieniec szedł chwiejnie ulicą, z butelką w jednej ręce i cienkim fletem w drugiej. Talberan i Lavolten rozdzielili się, aby go wyminąć.

Chciałbym być w Alberinie,
Ilekroć wiatr wieje mi w twarz.
Chłopcy są mile witani w Alberinie...
Skręcali już, gdy śpiew nagle się urwał. Zauważyli, że chłopak wpadł na stojący nieopodal wóz i runął do pełnego wody rynsztoka.
- Przecież już jest w Alberinie, dlaczego śpiewa, że chciałby tu być? - zapytał Lavolten.
- Pijacki bełkot, taki sam, jakim uraczyła nas ta czarodziejka. Daliśmy jej szansę rozkazywania wiatrom!
- A ona odrzekła, że woli raczej rozkazywać swoim gościom, aby wymieniali się partnerami co pół godziny!
- Mogłaby rządzić światem.
- A ona na to, że była już na zbyt wielu ucztach urządzanych przez władców, ale żadna nie była tak huczna jak te, które sama wydaje.
- Mogłaby być nieśmiertelna.
- A ona, że znała wielu nieśmiertelnych i wszyscy byli śmiertelnie nudni.
- Zastanawiam się, czego chce ta kobieta - rzucił w miotającą deszczem ciemność Lavolten, podnosząc z irytacją ręce do góry.
- Powiedziała nam, Lavoltenie. Pragnie poznać sekret, jak schudnąć, nie stosując gimnastyki ani diety.
- Czy ona nie rozumie, że daliśmy jej szansę zostania boginią?
- Powiedziała, że wszyscy bogowie mają piękne ciała i wąskie talie, więc podejrzewa, że wtedy trzeba stosować dietę i gimnastykę.
Skręcili w aleję. Kiedy zaczęli się wspinać po ceglanym murze, szpony przeświecały delikatną niebieską poświatą przez czubki ich butów i palce rękawiczek.
- Do kogo spróbujemy zwrócić się teraz? - zapytał Talberan w trakcie wspinaczki.
- Do kogoś starszego, kogoś, kto nie oczekuje już niczego od życia, chociaż zachował jeszcze ideały.
- Astential?
- Tak, wtajemniczony czternastego stopnia. Ma osiemdziesiąt jeden lat i nie interesują go rozkosze cielesne. Powinien szybko ulec pokusie.
- W przeciwieństwie do tej rozpasanej czarodziejki. Nadal nie mogę uwierzyć! Odrzuciła naszą ofertę, bo, jak powiedziała, nie znajduje w niej nic interesującego!
Wdrapali się na krawędź muru, a potem na dach, i to był ostatni moment ich ostatniego pobytu w Alberinie. Następnego dnia dekarz, który sprawdzał, co zatkało rynnę, znalazł dwa płaszcze wepchnięte w odpływ na dachu. Były zupełnie nowe i nosiły znak miejscowego krawca. W pobliżu leżały dwie sakiewki, a w każdej było po dwadzieścia srebrnych monet. Będąc praktycznym i rozsądnym człowiekiem, który nie ma w zwyczaju zaprzątać sobie głowy drobiazgami, zatrzymał srebro, zapakował płaszcze i sakiewki, aby później sprzedać je na targu, i pobrał od właściciela budynku opłatę za przeczyszczenie rynny. Ale do tego czasu Talberan i Lavolten byli już na innym kontynencie i odbywali owocne spotkanie z mądrym, potężnym i powściągliwym czarodziejem, który w godny podziwu sposób był pewien, że absolutnie nadaje się do sprawowania boskiej władzy.