Strona główna / Literatura polska / Złote nietoperze

Aktualności

08.10.2020

Ogłoszono finalistów National Book Awards

Powieść "LEAVE THE WORLD BEHIND" Rumaana Alama, która ukaże się nakładem naszego wydawnictwa w przyszłym roku, została właśnie finalistką prestiżowej nagrody literackiej National Book Awards.

Wywiady

10.09.2020

W "Postscriptum” Małgorzata spotka nadawcę listu, ale nie zdradzę..."

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Anną Karpińską autorką książki "Postscriptum".

Posłuchaj i zobacz

05.10.2020

Lara Gessler gościem Dzień Dobry TVN

Zapraszamy do wysłuchania wywiadu z Larą Gessler, autorką książki "Orzechy i pestki. Przewodnik mistyczno-kulinarny".

Bestsellery

TOP 20

  1. Nareszcie w Dudapeszcie Aleksander Daukszewicz, Krzysztof Daukszewicz
  2. Urodziłam dziecko szejka Marcin Margielewski
  3. To nie jest mój mąż Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Złote nietoperze

Grażyna Jeromin-Gałuszka

Matylda w pierwszej chwili westchnęła na jej widok. Na widok Lory można było tylko westchnąć. Mogła być w jej wieku (potem okazało się, że jest o całe pięć lat starsza) i choć trochę wyzywająco, jak na gust Matyldy, ubrana, była z całą pewnością najbardziej uroczym stworzeniem, jakie kiedykolwiek w życiu widziała. W dodatku pachniała jak jedna klientka, która od czasu do czasu odwiedzała sklep Lewickiej w poszukiwaniu osobliwości i o której Lewicka mówiła, że to jedyna kobieta z klasą w tym miasteczku. Lora, w swych nieprawdopodobnie obcisłych dżinsach i błyszczącej bluzeczce zaczynającej się powyżej pępka, a kończącej w połowie piersi i żująca bezceremonialnie gumę, nie wyglądała z całą pewnością na kobietę z klasą. Miała w sobie jednak wiele uroku i ten zapach sprawił, że Matylda uśmiechnęła się do niej ciepło.
Potem wiele razy zastanawiała się nad pierwszym wrażeniem, jakie ta kobieta na niej wywarła i uczciwie musiała przyznać - nawet wtedy, gdy już chciała ją zabić - że to wrażenie było bardzo pozytywne. I nie mogła wyjść z podziwu, jak to się stało. Zresztą sama Lora się dziwiła, mówiąc, że ludzie z miejsca mylnie ją oceniają i potem, żeby nawet stawała na głowie, trudno swój wizerunek poprawić. Matylda twierdziła, że pewnych rzeczy nie da się poprawić.
W tamtej jednak chwili poczuła do niej głęboką sympatię. Lora, miętosząc gumę między zębami, zmierzyła Matyldę wzrokiem i powiedziała:
- Jestem żoną Mateusza. Gdzie ten sukinsyn się podziewa?
Matylda, ciągle jeszcze pełna niezrozumiałej sympatii dla nieznajomej, zaprotestowała nieśmiało:
- Ja... ja jestem żoną Mateusza.
Guma w ustach Lory zamarła na moment w bezruchu, po czym Lora parsknęła krótkim śmiechem i po raz drugi - teraz już z pobłażliwym uśmieszkiem - zmierzyła Matyldę wzrokiem.
- Ty? Dobre sobie! Wołaj go, pora porozmawiać o forsie.
Czar prysł. W jednej chwili słodko pachnąca nieznajoma stała się realną kobietą, która przybyła tu w jakimś konkretnym, choć na razie bardzo niezrozumiałym, celu. Matylda przestała się uśmiechać, zacisnęła usta.
- On... śpi - powiedziała.
- To go obudź!
Teraz Matylda parsknęła śmiechem, choć zaraz zrobiło jej się głupio z tego powodu i zastawiła sobą drzwi, kiedy Lora chciała wejść do domu. Pokazując ręką w stronę szosy, powiedziała:
- Tam!
- Co tam?
- Jakieś dwa kilometry w prawo i ze trzysta metrów w bok od szosy... Sama go obudź.
O ile Lora dobrze pamiętała, do samego miasteczka, tej zapyziałej dziury, nic prócz cmentarza nie ma. Matylda spojrzała jej bez wyrazu w oczy.
- Tylko mi nie mów, że sukinsyn kopnął w kalendarz...
- Tak właśnie zrobił.
- A to drań.
Matyldzie nigdy nie przyszło do głowy nazywać Mateusza lub kogokolwiek innego w ten sposób, więc teraz już otwarcie patrzyła na Lorę z niechęcią i nie zamierzała tej niechęci ukrywać. Mimo wszystko jednak była ciekawa, jakie podstawy ma ta kobieta, żeby opowiadać takie rzeczy o Mateuszu, który całe życie wyplatał kosze i nic nikomu nie był winien, więc pokazała jej krzesło na werandzie i wtedy zorientowała się, że Tenor w ogóle nie szczekał na Lorę. Wręcz przeciwnie, patrzył na nią, głupi pies, przyjaźnie. Czy Michał Duszny nie mówił jej, że psy, jak nikt, znają się na ludziach?
- Napiłabym się czegoś - przerwała jej medytacje na temat psiej psychiki Lora.
Matylda przyniosła dzbanek osłodzonej wody z cytryną, usiadła na drugim krześle i z zachmurzonym czołem popatrzyła przed siebie.
- A nie masz coli?
Matylda zmierzyła ją wzrokiem.
- Jakiej coli?
- Normalnej. Dobrze, dobrze... Po co się zaraz złościć... - Wypiła jednym tchem dwie szklanki i zamruczała: - Żona Mateusza! Gdybym go nie znała i nie mieszkała z nim na tym odludziu, to może bym uwierzyła...
- Mieszkałaś tu? - W głosie Matyldy zadźwięczała lekka nutka strachu. Dopiero teraz tak naprawdę zdała sobie sprawę z obecności Lory na Wzgórzu. Do tej pory była czymś tak nierealnym, że wystarczyło zamknąć oczy, by znikła. Matylda zamknęła oczy, ale z innego powodu. - Naprawdę tu mieszkałaś...
- Sama czasem zachodzę w głowę, jak to się stało. Zdaje się, że byłam w sukinsynu - niech mu ziemia lekką będzie - naprawdę zakochana. Potrafił zbajerować tym swoim martwym spojrzeniem...
- Martwym spojrzeniem?
- ... i cholernie olewającym stosunkiem do wszystkiego. Wtedy oczywiście nie wiedziałam, że to po prostu zimny sukinsyn...
- Mateusz nie był taki...
- Nie bądź głupia! Kiedy braliśmy ślub, nie było nikogo. Wtedy myślałam, że to takie oryginalne. Drań zwyczajnie nie miał przyjaciół, nikogo, kto by widział potrzebę uczestniczenia w tej jedynej w życiu uroczystości... Co ci jest?
Matylda pobladła i skuliła się na krześle. Lora łyknęła jeszcze dwie szklanki wody z cytryną, zerkając na nią kątem oka.
- Chodzi ci o ten ślub? Myślałaś, że przyjechałam stroić tu sobie żarty? - To mówiąc, pogrzebała chwilę w torebce i wyciągnęła z niej dokumenty w małym etui. Rzuciła je w stronę Matyldy. - Masz, zobacz sobie. Mówi ci coś to nazwisko? Ciągle jeszcze jestem jego żoną... Raczej może wdową... O kurna, to całkiem wszystko zmienia. No co, nie chcesz zobaczyć? Nie patrz. O co ci chodzi? Kim ty właściwie byłaś dla niego?
- Żoną...
- Żoną? - Lora chwyciła dokumenty, przewertowała i podsunęła Matyldzie pod nos. - Jeśli byłaś jego żoną, musisz nosić jego nazwisko. To nazwisko! Jeśli tak, to oznacza, że drań dopuścił się bigamii. Więc jak to z tobą jest?
Matylda pokręciła głową.
- Właściwie to jakoś tak się złożyło... - Nie kończąc, podniosła nagle wzrok na Lorę i rzuciła wrogo: - Ale jakie to ma znaczenie, jeśli przez siedem lat żyliśmy jak mąż z żoną...
- Jak mąż z żoną? - podchwyciła Lora.
- To znaczy nie w tym sensie... - Matylda spłonęła rumieńcem. - Ale razem to wszystko ciągnęliśmy i każdy w okolicy może poświadczyć, że tak było.
- Chciałabym to widzieć - prychnęła z pogardą Lora. - Jakbym nie znała tych ludzi. Zresztą, kto wie... - dodała po błyskawicznym namyśle. - Żeby mi zrobić na złość, być może są gotowi poświadczyć wszystko. Tylko co mnie to obchodzi. Byłam jego żoną i tego nic nie zmieni.
- Ale ja... Ja przez tyle lat... - zaczęła Matylda bezradnie i nagle spuściła głowę, nie wiedząc, jak skończyć.