Strona główna / Literatura polska / Tata, one i ja

Aktualności

03.07.2021

5. Zlot w Lipowie 2021: edycja jubileuszowa online

W sobotę 3 lipca o godz. 20:00 zapraszamy na piąty, jubileuszowy Zlot w Lipowie 2021, czyli spotkanie wszystkich czytelniczek i czytelników twórczości Katarzyny Puzyńskiej!

Wywiady

11.03.2021

Między losem a przeznaczeniem - wywiad z Jodi Picoult

Zapraszamy do przeczytania wyjątkowego wywiadu z Jodi Picoult. Z autorką "Księgi Dwóch Dróg" rozmawiała Ewa Cieślik z Lubimyczytac.pl.

Posłuchaj i zobacz

06.06.2021

Rozmowa z Marcinem Margielewskim

Zapraszamy do wysłuchania podcastu z Marcinem Margielewskim, autorem książki "Koszmar arabskich służących".

Bestsellery

TOP 20

  1. Arabska Żydówka Tanya Valko
  2. Meneliki nowe, czyli wina Tuska i logika białoruska Krzysztof Daukszewicz
  3. Rączka rączkę myje Olga Rudnicka

Fotogaleria

więcej »

Tata, one i ja

Manula Kalicka

Tatko wpadł do mieszkania jak burza. Spojrzał na mnie dzikim wzrokiem i wykrzyknął:
- Gdzie jest matka?
- Pojechała dwadzieścia minut temu na lotnisko. Taksówką - odpowiedziałam przerażona.
Tata skrzywił się, zaklął szpetnie. Odwrócił się na pięcie i wybiegł. Jego kroki głucho dudniły na schodach.
Wrócił po niecałych dwóch godzinach. Wszedł do mieszkania, usiadł na krześle i zamyślił się. Potem potarł nos, popatrzył na mnie i Paulę siedzące cichutko na kanapie, wykonał ruch, jakby sobie o czymś przypomniał, podszedł do Pauli, przytulił ją, a mnie poklepał po ramieniu. Wymamrotał coś w rodzaju:
- Wszystko będzie dobrze - i usiadł z powrotem.
Potem zapadł się w sobie i znieruchomiał.
Wczesny zmierzch kładł się cieniem na przedmiotach w mieszkaniu. Pogrążaliśmy się w mroku. Panowała przeraźliwa cisza. Ile to trwało, nie wiem. Potem tata się ożywił. Zapalił lampę i złapał notatnik telefoniczny. My siedziałyśmy nadal w bezruchu na kanapie. Trzymałyśmy się za ręce. Tata zadzwonił.
- To ty, Fryderyko? - powiedział nienaturalnie dziarskim i wesołym tonem. Dzwonił do naszej babci Fredki. - Wiesz, Frytko, Kasia wyjechała dzisiaj do Afryki.
- Nie wiem, na jak długo - odpowiedział na zadane pytanie, a potem dodał wyjaśniającym tonem: - No, opuściła nas, znaczy się dziewczynki - poprawił. - Wyjechała z panem Abdullahem Tongo del Abdizem Bongo.
- ...
- Nie, nie żartuję. Gdzież bym śmiał. Zadzwoniła do mnie godzinę przed odlotem, żebym się nimi zajął.
- ...
- Fryderyko! Fryderyko! - zaczął nagle krzyczeć tatuś. Potem odłożył słuchawkę. - Coś musiało przerwać połączenie - poinformował nas dziwnie radosnym głosem.
Ponownie wystukał numer. Nikt nie odbierał. Próbował jeszcze kilkakrotnie. Wreszcie w słuchawce odezwał się głos.
- To ty, Arturze?
Artur to nowy mąż naszej babci.
- Co? Zasłabła? Przykro mi, Arturze.
- ...
- Tak, to prawda.
- ...
- Nie wiem, nie mówiła mi o takich rzeczach. Wiesz, rzadko się widywaliśmy. Dobrze, dobrze, spytam dziewczynki. Może będą wiedziały.
Odłożył telefon i popatrzył na mnie:
- Kto to jest ten Abdul Tongo Bongo? - spytał tatuś, przyglądając mi się uważnie.
- To narzeczony mamy, jest architektem.
- A skąd pochodzi, ten pan Kongo Bongo?
- No... z Afryki - wystękałam spanikowana.
- Dokładniej, proszę?
- No... nie wiem.
Tata był zły. Moja odpowiedź wyraźnie wyprowadziła go z równowagi.
- Dawno się znali? Co mama powiedziała, jak wyjeżdżała? - zaczęło się przesłuchanie.
Paula otworzyła buzię i słuchała z przerażeniem w oczach. Sześć lat to za mało, żeby zrozumieć, co się dzieje. Może nawet i sto byłoby nie dosyć. Ja jestem już prawie dorosła, ma się te piętnaście lat, ale groza tego, co się wydarzyło, długo do mnie nie docierała. Cały czas wydawało mi się, że zaraz otworzą się drzwi, wejdzie mama i powie:
- Cześć, dziewczynki. - I wszystko wróci do normy.
Kiedy nas opuszczała, kiedy odchodziła, to nie mówiła dużo. Spakowała walizki, wzięła mnie za rękę i powiedziała:
- Pamiętaj, że mamusia zawsze będzie was kochać. Zawsze. Ale mamusia też chce być szczęśliwa i chce ułożyć sobie życie. Abdul nie może tu zostać. Tam ma dom, rodzinę i pracę. Musi odpracować stypendium. Jadę z nim. Wami zajmie się ojciec. Niech i on trochę się pomęczy. Pamiętajcie, że zawsze będę was kochać. Karola, zaopiekuj się Paulą. Pa, pa, dajcie buzi.
I pojechała. Nie powiedziała, że wróci wkrótce ani że w ogóle wróci. Tylko pa, pa.

Kiedy tata skończył przesłuchanie, na dworze panowała czarna noc, a Paula drzemała na kanapie, ssąc kciuk. Tatuś popatrzył na mnie z nadzieją i zapytał:
- Jesteście głodne? Chcecie jakąś kolację? - Zgodnie odparłyśmy, że nie, dziękujemy, i pomaszerowałyśmy do sypialni. Odwróciłam się. Tatuś siedział przy stole, czoło oparł na ręce. Wyglądał bardzo samotnie i nieszczęśliwie.
Paula wsunęła się do mnie pod kołdrę i przytuliła mocno. Przygarnęłam ją i sama dzięki temu poczułam się lepiej. Byłam strasznie głodna i cały czas myślałam: Co to będzie?