Strona główna / Literatura faktu, historia / Wojna pokoleń

Aktualności

30.01.2023

Spotkanie z Mikołajem Milcke w Warszawie

W środę 15 lutego o godz. 18:00 zapraszamy do Kawiarnia-Księgarnia Radio Telewizja (ul. gen. Andersa 29, Warszawa) na spotkanie z Mikołajem Milcke, autorem książki "Chłopak z drugiego planu".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

30.01.2023

Rozmowa z Evą Minge

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Evą Minge, autorką książki "Furtka do piekła".

Bestsellery

TOP 20

  1. Cieszę się, że moja mama umarła Jennette McCurdy
  2. Zaginiony arabski książę Marcin Margielewski
  3. Furtka do piekła Eva Minge

Wojna pokoleń

Praca zbiorowa

Przyszłość należy do nas, starych, przeszłość zostawmy młodym1.
The younger rises when the old doth fall2.

1 Chciałbym, aby pytanie wyjściowe brzmiało mniej więcej tak: czy Leara da się zagrać? W swojej pracy o Shakespearze Thomasi di Lampedusa twierdzi, że nie: „Niewielu aktorów odważyło się wcielić w tę postać, która ma format postaci Michała Anioła”3. Tymczasem John Bayley w klasycznej pracy Shakespeare and Tragedy pisze, iż „nie w tym rzecz, że Leara nie powinno się grać z uwagi na jego wzniosłość. Chodzi o co innego. Dramat ten podważa sam¹ istote grania (the quality of acting)”4. Również Leslie Dunton i Alan Riding, autorzy popularnego Essential Shakespeare Handbook, uważają, że Król Lear nie jest przeznaczony dla teatru, ponieważ każda adaptacja tej sztuki prowadzi nieuchronnie do jej zubożenia. Jestem przeciwnego zdania: tragedia ta musi być zagrana, nie wolno brać pod literaturoznawczą czy filologiczną lupę samej treści - należy przyjrzeć się działaniu postaci, przejąć akcją, w jaką zostały uwikłane. Inne sztuki Shakespeare'a dobrze jest oglądać lub czytać, bez różnicy - tę jedną trzeba widzieć. Albo inaczej: nawet gdyby uznać argument di Lampedusy'ego, Bayleya i innych, że dobrze zagrać jej się nie da, i tak każdy przeczuwa, że tragedia Leara dzieje się na co dzień, na widoku, za naszym (bądź nie) przyzwoleniem; jest, jak żadna tragedia szekspirowska, rzeczywista i żywa zarazem, osadzona między stale rywalizującymi ze sobą, skonfliktowanymi stronami. Kto bierze w niej udział? Oraz co stara się wygrać? Każda postać w tej tragedii ukazana jest poprzez pryzmat swojego pokolenia. Lear, Kent, Gloucester to wpływowi starcy posługujący się zetlałą, staroświecką etyką, która podsuwa gotowy projekt życia, a więc mówi im jak żyć, bez względu na dynamikę następujących po sobie sytuacji. Kroczą przez swoje długie życie niby pielgrzymi, uczepieni pozaczasowych ideałów, takich jak wierność, sprawiedliwość czy po prostu przyzwoitość. Idą prosto, nie zmieniają kroku ani kierunku nawet wówczas, kiedy jeden z nich - stary Gloucester - odkrywa niespodzianie, że przecież żadnej drogi nie ma (IV, i, 18; S, 135). Z kolei Edmund, córki Leara oraz ich mężowie to moje pokolenie - pokolenie ludzi nowoczesnych, kształtujących ramy nowego świata, bezwzględnie pilnujących, by żaden, choćby i nobliwy kaprys ich nie popsuł. Edgar, starszy syn hrabiego Gloucestera, podobnie jak błazen królewski, stanowią przypadek osobny. Obaj nie mają nazwiska i wieku, obaj - jeden z wyboru, drugi z musu - żyją poza sferą polityczności, a więc obszarem, w którym przejawia się to, co ludzkie.

O czym więc mówi nam tutaj Shakespeare, co sprawia, że tragedia ta jest nam tak bliska, że potrąca w nas czułe struny i działa na nerwy? Sądzę, że jej temat - wojna pokoleń.

2 Przyjrzyjmy się wpierw samej treści utworu, głównie temu, co potocznie nazywamy akcją. Już w pierwszym akcie, na samym jego początku, zostaje wydobyta istota tragedii. Stetryczały władca usiłuje przekazać swój urząd, nie ma jednak pojęcia, jak się do tego zabrać. „(.) dzieli więc państwo jak tort urodzinowy”5. Jego najsmakowitsze porcje mają przypaść w udziale tym spadkobierczyniom, które go najbardziej kochają. Zmęczony władzą oraz narastającą sklerozą stary król nie chce dłużej być uznawany - on chce, aby go kochano6. Kiedy okazuje się, że z trzech córek jedna nie umie swego uczucia ująć w słowa, więcej nawet - część swej miłości chce zachować dla męża, stary wpada we wściekłość, dosłownie: szaleje. Przeklina ją, pozbawia należnego jej wiana, przepędza. Jego klątwy nadal posiadają sprawczą moc. Lear jest władcą przemożnym, nie patyczkuje się nawet z tymi, których, jak twierdzi, kocha. Pacyfikuje najmniejsze przejawy nieposłuszeństwa, niszczy opór.

Zgadzam się z Johnem Bayleyem, że już w atmosferze domu rodzinnego zawarta jest pewna wrogość wobec uczuciowości i otwartości - o pewnych sprawach po prostu się nie mówi, nad innymi przechodzi do porządku dziennego. Lear narusza tę niepisaną regułę, wymuszając na córkach deklarację miłości. I rzeczywiście - wkrótce Goneril i Regan dają mu to, na co sobie zasłużył.

Dyrektor jednego z niemieckich teatrów w czasach Goethego, niejaki Friedrich Ludwig Schröder, inscenizując Leara w ogóle usunął pierwszą scenę z uwagi na jej niedorzeczność. „(.) miał jednak rację - pisze Goethe - w scenie tej bowiem postępowanie Leara okazuje się tak absurdalne, że trudno później odmówić jego córkom pewnej dozy słuszności”7. Ja nie mam wyboru. Ufam w realność sytuacji nieprawdopodobnej, która wstrząsnęła pospołu Goethem i Schröderem. Otóż w oczach starca jedno słowo, niekiedy fałszywie przez niego odebrane, niezrozumiane albo wypowiedziane przez płochą młodość nazbyt śmiało, pochopnie, może przekreślić całe dotychczasowe życie, przekreślić nieodwołalnie. Lear dzieli więc państwo na dwie połowy pomiędzy, rzekłbym, retorycznie wymowniejsze córki. Wprawdzie najmłodsza ma taki stosunek do innych, jakby mijała nie ludzi, a słupy telegraficzne, mimo to jednak dobrze wie, kim są jej siostry, jakiego to imają się sposobu, by przejąć władzę. Ale wzdraga się o tym mówić.

(.) I know you what you are
And like a sister am most loath to call
Your faults as they are nam'd. Use well our
father;

8 (I,ii,271-275)

(...) Ja wiem, kim jesteście,
Lecz jako siostra wzdrygam się nazwać
Przywary wasze po imieniu. Ojca
Kochajcie (.) -

(Si, 215)

Cytowany fragment kończą słowa use well our father. Cordelia sugeruje w nich, by obie szanowały ojca i kochały go. Ale mogą one znaczyć także coś innego: by postępowały z nim właściwie, a więc by były czujne i uważały na to, co robią, ponieważ stary jest szalony i niebezpieczny, skoro przepędza tam, gdzie pieprz rośnie (do Francji!), swoje umiłowane dziecko. Tak oto mamy do czynienia z pierwszym przejawem międzypokoleniowej solidarności: Cordelia, odtrącona, zepchnięta na dno rozpaczy, w nieznane, przestrzega rówieśne siostry przed obłędem starczej pychy i niesprawiedliwości.

Zresztą Goneril i Regan mają dostateczną wiedzę na temat usposobienia swojego ojca, który okazał się „zmienny na starość”, „zdziwaczały”, „popędliwy”, „swarliwy”, „zgorzkniały”, który „nigdy dobrze nie znał siebie samego” (tedy całe życie żył głupio; I, i, 291-303, Si, 216). Ta bezlitosna charakterystyka starego władcy następuje w chwilę po oratorskim konkursie, gdzie Goneril i Regan, jedna przez drugą, sławiły cnoty swojego rodzica. Byłyżby nieszczere, zakłamane? Ależ skąd. Ich słowa to skutek życiowej pragmatyki. W końcu to nie one zorganizowały pożałowania godne widowisko, na którym król wymuszał miłosne wyznania w zamian za cesję władzy.

Wkrótce potem snop światła przenosi się w inne miejsce sceny i ogarnia kolejną niezwykłą postać - Edmunda. On także czuje się w swoim życiu niepewnie z uwagi na swoje „nieprawe”, więc lewe pochodzenie; jego przyszłość wisi na włosku starczego kaprysu. „Czemuż miałbym znosić/ Klątwę zwyczaju i pozwalać, żeby/ Wydziedziczyły mnie wścibskie rygory/ Za to, żem spóźnił się jakieś dwanaście,/ Czy też czternaście miesięcy po bracie./ Dlaczego bękart, czemu poniżony?” - boleje nad sobą. Edmund to postać okropnie skrzywdzona, nie mniej niż Cordelia. Odrzucony przez ojca (I, i, 8-26, Si, 201-202), nie ma praw do sukcesji po nim. Ale czas mu sprzyja, a „ludzie są tacy jak czasy” (V, iii, 31-32, Si, 372). Przecież żyje w epoce renesansu, gdzie powszechnie asymilowano rady Księcia - prędzej przeboleje utratę ojca, aniżeli stratę ojcowizny. Szykuje więc spisek na jego życie. W sposób niezwykle sugestywny sporządza pismo, w którym winą za zdradę obarcza swego starszego o parę miesięcy brata, Edgara. Głównym wątkiem tego listu, co przyciąga uwagę starego earla i z miejsca go przekonuje, jest walka pokoleń. Myślę, że nie można zarzucić mu łatwowierności, jak to czynią niektórzy krytycy8. Przeciwnie - Gloucester jest tutaj czułym barometrem nastrojów ludzi władzy. Doskonale wie, że młodzi myślą głównie o tym, jak starych wysiudać z fotela. „. ten sposób rządzenia”, czyta fałszywkę, „i poszanowanie dla wieku zaprawia nam świat goryczą w najlepszych naszych latach, nie daje nam przystępu do bogactw, w których nasza starość nie będzie już mogła smakować. Zaczynam uważać za niepotrzebną i niedorzeczną niewolę tyranii starszeństwa, która panuje nie dlatego, że jest silna, ale dlatego, że się ją znosi” (I, ii, 50-55, Si, 219-220). Gloucester zaczyna się bać. Wyrzeka na słabe więzi między synem a ojcem, szuka pomocy. Podobnie jak Lear, który powierzył swój los w ręce córek, tak i on zwraca się do Edmunda, prosząc go o radę i dobre rozwiązanie. Obaj, Lear i Gloucester, postępują, jak się wkrótce okaże, mało roztropnie, licząc na tolerancję oraz rodzaj pobłażania ze strony przedstawicieli młodego pokolenia. Na darmo - tam, gdzie w grę wchodzi sukcesja władzy, żadnego zmiłowania i tolerancji nie będzie. Historia magistra vitae.

Scenę trzecią aktu pierwszego otwiera niczym nieosłonięte zniecierpliwienie Goneril. Ma już dość swego zramolałego ojca, rozpanoszonego uzurpatora praw, które był przedtem scedował między innymi właśnie na nią.

(.) Szalony ten starzec
Jeszcze chce rządzić, chociaż zrzekł się władzy!
Stare półgłówki stają się naprawdę
Z powrotem dziećmi, karać ich wypada.

(I, iii, 17-21, Si, 227)

Wiele razy zastanawiałem się nad tymi słowami, ponieważ tkwi w nich coś dokuczliwego. Wypowiedziane przez córkę są bez wątpienia impertynentne, to fakt. Tak nie wolno mówić o swym ojcu ani tym bardziej zwracać się do niego w ten sposób. Ale rzecz nie dzieje się w prywatnym mieszkaniu podczas domowej sprzeczki, lecz między ludźmi władzy. To prawda, Goneril jest córką Leara. Ale nade wszystko jest Panią Albionu, która musi znosić chimery wszczynającego co rusz burdy starego człowieka, dysponującego - bagatela - setką zbrojnych. Otóż Pani Albionu nic nie musi, inaczej przestałaby być Panią.

Czy politycznie, bezpiecznie by było

Dać trzymać setkę rycerzy pod bokiem?
Aby za lada plotką czy fantazją,
Skargą, urazą - ich siłą popierał
Swe niedołęstwo, a życie nas samych
Miał w swej władzy?

(I, iv, 348-352, Si, 245)

I dalej:

Gdyż wolę zniszczyć zło, które mnie trwoży
Niźli się trwożyć, że to zło mnie zniszczy.

(I, iv, 354-355, S, 51)

Władza, jej sens są całkowicie po stronie Goneril, która postępuje roztropnie, jak ktoś, kto chce rządzić i ma do tego tytuł. Kent, dawny sługa Leara, musi się więc ukrywać nie tylko dlatego, że tak chciał jego pan, ale dlatego, że pod przebraniem zamierza służyć mu nadal. Albowiem on także zdaje się nie przyjmować do poznania faktu, że jedynym, jeśli można się tak wyrazić, podmiotem władzy w państwie nie jest już więcej żaden Lear, lecz jego córki. Lear, są to słowa Błazna, jest an O without a figure, „zerem bez żadnej cyfry” (I, iv, 214, Si, 238). Stary król rozumie wreszcie, że padł ofiarą naturalnej walki pokoleń. Dlatego wpierw życzy Goneril, by poroniła, dopiero potem jego klątwa obiera właściwy cel i charakter:

Niechaj przeklęte jej ciało
Nie wyda dziecka, by cześć jej przyniosło!
Jeśli zaś musi już rodzić, to stwórz jej
To dziecko z samej nienawiści, aby
Zawadą było jej i srogą męką!
(.) by czuła,
Że gorzej boli niżeli ząb węża,
Gdy się ma dziecko niewdzięczne.

(I, iv, 304-307; 311-313, Si, 243)

Kiedy rozżalony i jeszcze bardziej zacięty niż poprzednio udaje się po pomoc do drugiej córki, efektów jego wizyty jesteśmy już pewni. Teraz Regan, jak przedtem jej „bliźniacza” siostra, cierpliwie tłumaczy ojcu, by abdykował wreszcie ze swej władczej pozycji, by opuścił szańce i zmniejszył swój poczt przynajmniej o połowę. Koalicja starszych córek wytrzymuje próbę lojalności. Czasy się zmieniły, tato, musisz odejść - zdaje się powtarzać słowa siostry Regan:

O panie, starzy jesteście i wasze
Władze na samym już brzegu granicy
Swojej. Powinien wami pokierować
I urządzić umysł znający was lepiej
Niźli wy sami.

(II, iv, 148-152, Si, 276)

Stary nie chce o tym nic słyszeć, nie umie bowiem dostrzec w swoich córkach tego, co widać gołym okiem - ich władzy. Żąda bezwzględnego posłuchu i to najlepiej od zaraz - kochasz, więc musisz się bać. Regan przytomnie mu odpowiada, żeby się nie wygłupiał i nie udawał siły, skoro jest słaby. Moc jakiś czas temu przeszła na stronę młodych i wpływanie na rzeczywistość oraz kształtowanie przyszłości przestało być jego zadaniem. To powołanie nowych władców.

Król Lear:
Dałem wam wszystko.
Regan:
I to w samą porę.

(II, iv, 253, Si, 282)