Strona główna / Literatura światowa / Dzieci Eve

Aktualności

30.01.2023

Spotkanie z Mikołajem Milcke w Warszawie

W środę 15 lutego o godz. 18:00 zapraszamy do Kawiarnia-Księgarnia Radio Telewizja (ul. gen. Andersa 29, Warszawa) na spotkanie z Mikołajem Milcke, autorem książki "Chłopak z drugiego planu".

Wywiady

04.07.2022

"Gdy ją odnajdą". Wywiad z Lią Middleton

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Lią Middleton. Z autorką książki "Gdy ją odnajdą" rozmawiał Bartosz Soczówka.

Posłuchaj i zobacz

30.01.2023

Rozmowa z Evą Minge

Nowy odcinek naszego podcastu to rozmowa Justyny Dżbik-Kluge z Evą Minge, autorką książki "Furtka do piekła".

Bestsellery

TOP 20

  1. Cieszę się, że moja mama umarła Jennette McCurdy
  2. Zaginiony arabski książę Marcin Margielewski
  3. Furtka do piekła Eva Minge

Dzieci Eve

Deirdre Purcell

Rozdział pierwszy

Siedzę w małpiarni dublińskiego zoo. Szympansy robią taki jazgot, że szału można dostać. Koszmar.
Niech to szlag, jednak nie jestem w zoo. Leżę w łóżku, a ten łomot powoduje budzik, którego młoteczek jak opętany wali w cynowy dzwonek. Zegarek stoi w drugim końcu pokoju. Specjalnie go tam zostawiam, żeby zmusić się do wygrzebania z betów.
- Przymknij się!
Naciągam kołdrę na głowę. W tę sobotę pracuję na zmianie śniadaniowej i piętnaście po szóstej muszę zameldować się w hotelu - niech to podwójny szlag. Ale nie chcę otwierać oczu. Jeszcze chwilę. (...)
Jazgot budzika działa mi na nerwy, więc niechętnie podnoszę się z ciepłego dołka w materacu, by uciszyć przeklętego wyjca.
Staję na środku pokoju. Kretynka. Jest dopiero piąta. To wcale nie budzik.
Telefon? O tej porze? To muszą być złe wiadomości.
Rowan. Znowu go zapuszkowali. Super, tym razem niech sobie posiedzi. Ile razy można, do ciężkiej Anielki, jeździć na komisariat i wyciągać go z aresztu? Łapię słuchawkę z takim impetem, że omal nie rozwalam sobie czaszki.
- Halo?
- Rozmawiam z Arabellą Moraghan?
Ejrebellą Morragajn? Nie, nie znam takiej. Facet ma głos zupełnie jak z filmu "W samo południe". Pewnie to jakiś cholerny gość hotelowy. Zostawił portfel w jadalni. Jakimś cudem zdobył mój numer i wyobraża sobie, że może dzwonić, o której chce.
- Tak? - Włączam lampkę przy łóżku i nadaję głosowi ton pełen oburzenia. - Tu Arabella Moraghan. Kto mówi? Nie wiem, czy pan zdaje sobie sprawę, że jest piąta rano.
- Przepraszam, że niepokoję o tak wczesnej porze, ale...
- Zgubił pan coś? - przerwałam.
- Co proszę? Nie rozumiem.
- Zostawił pan coś?
Prymityw, a do tego tępak.
- Zdaje się, że... zaszło tu małe nieporozumienie, Arabello. Nazywam się Dale Genscher, nie znasz mnie. Dzwonię ze Stanów.
Z tym akcentem? Głuchy by usłyszał. Ale przebiegają mnie ciarki, jakby ktoś wysypał mi piasek na skórę. Nie chodzi o Rowana. To nikła pociecha, bo wiadomość na pewno nie będzie dobra.
- Tak?
- Arabello, wybacz, nie będę owijał w bawełnę - mówi tamten gość. - Jesteś przygotowana na szok?
Przyciskam słuchawkę do piersi tak mocno, że boli mnie ręka. Ten Amerykanin nie musi nic więcej dodawać. Wiem, dlaczego zadzwonił. Całe życie spodziewałam się tego telefonu. Eve nie żyje.
Słyszę, jak mężczyzna powtarza moje imię.
- Ejrebello? Jesteś tam?
Jeszcze mocniej zaciskam rękę na słuchawce i padam na poduszkę. Niech diabli porwą Eve. Tak długo żyłam wyidealizowanymi wspomnieniami o niej, a teraz nawet to mi odebrała. Odnalazłam ją w Ameryce, tylko za późno, już po jej śmierci. Nigdy jej tego nie wybaczę. Przenigdy. Jak śmiała?
- Ejrebello? - Przytłumione wołanie.
- Jestem. - Z powrotem przykładam słuchawkę do ucha. - Chodzi o moją matkę, tak? Nie żyje? Jest pan z policji? Jak zdobyliście mój numer?
- Zaraz, zaraz, nie tak szybko. Dobra wiadomość jest taka, że twoja matka żyje. Niestety, pozostałe informacje są nieco gorsze. Miała wypadek, Arabello. Dlatego dzwonię. I nie jestem gliną...
- Nie mogła sama zatelefonować? Stchórzyła? Zwaliła na kogoś brudną robotę?
Niewiarygodne, ale dobiega mnie cichy chichot.
- Co w tym takiego zabawnego?
Zrywam się z łóżka. Mam ochotę wepchnąć temu facetowi słuchawkę w gardło. Komukolwiek.
- Można jej zarzucić wszystko prócz tchórzostwa. - Mój rozmówca nie daje się zbić z pantałyku. - Chociaż bała się sama do ciebie zadzwonić. Teraz rozumiem dlaczego.
- Dobra - zalewam go potokiem słów - miała wypadek. Też mi coś! I co niby mamy zrobić z tym fantem? A co z nami? Trochę za późno, aby dzwonić, bo naszła ją taka chętka. Przez te lata mogliśmy mieć setki wypadków, a Rowan równie dobrze mógłby już dawno nie żyć. - Chwytam powietrze, mój chaotyczny bełkot odbija mi się w uszach niczym bębnienie w rozstrojony fortepian. - Była łaskawa o tym pomyśleć, panie... jak tam panu dali na chrzcie?
- Genscher. Dale Genscher.
Połączenie jest tak idealne, że słyszę jego wolny, spokojny oddech. W końcu to nie jego wina. "Nie zabija się posłańca", ulubiona maksyma Grety. Greta to moja najlepsza przyjaciółka. Razem zaliczałyśmy kolejne hotelowe restauracje, aż wreszcie parę lat temu wylądowałyśmy w hotelu Leicester.
- Przepraszam, nie powinnam była na pana naskakiwać. To nie pańska wina. Choć musi pan przyznać, że po czterdziestoletnim milczeniu...
- Każdy tydzień rozstania dźwigała jak krzyż.
- Doprawdy?
Milczenie po drugiej stronie jest jak szkło. Nie, jak kryształ. Niemal świdruje w uszach. Biorę się w garść, nakazuję sobie spokój i wtedy odkrywam, że czuję coś jeszcze. Coś dziwnego. Lęk? Podniecenie?
- Słuchaj, Dale, nie chciałam się na ciebie wydzierać. Przepraszam. Bez urazy.
- Nic się nie stało.
Znowu oddechy. Po obu stronach. Wreszcie ja pytam:
- Co to był za wypadek? Jest ciężko ranna?
- Samochodowy. Przechodziła przez ulicę i potrącił ją suv.
- Umrze?
Dale parska śmiechem, a potem mówi:
- Nie, nie sądzę. Nie Eve.
- W takim razie niech tu przyjedzie. Zakładam, że macie tam samoloty. Wiesz, takie duże, srebrzyste, ze skrzydłami.
- Niestety, to niemożliwe. Sprawdzaliśmy, ale z Arizony do Irlandii można lecieć tylko z mnóstwem przesiadek. A choć na lotniskach jest wiele ułatwień dla osób na wózkach, to dla niej zbyt wyczerpujące.
- Arizona?
Dale znowu milknie. Cisza pulsuje mi w uszach, gdy próbuję to wszystko ogarnąć. Eve przez te wszystkie lata o nas myślała! To już coś. Ale jak trafiła do Arizony? Kiedy? Czy od razu? Ilekroć wyobrażałam sobie Eve albo rozmawiałam o niej z Willow, nie wiedzieć czemu, zawsze widziałam ją na północy Anglii. Willow zaś była przekonana, że nasza matka nie żyje albo beztrosko włóczy się po Australii.
Nie potrafię tego ogarnąć. Potrzebuję czasu.
Ilekroć ktoś mnie przyciska do muru albo gdy zapada niezręczna cisza, zaczynam gadać jak najęta. Teraz jak tonący brzytwy chwytam się tematu niemożności wyrwania się z pracy.
- Przykro mi, chętnie bym pomogła, ale, niestety, to nie wchodzi w rachubę. Jestem kelnerką, mamy strasznie mało ludzi, to bolączka wszystkich naszych barów i restauracji, panie Genscher...
- Dale.
- Dobrze, Dale. Otóż, w tym momencie w naszym lokalu pracują tylko dwie Irlandki: ja i Greta. I tylko my mamy doświadczenie, jesteśmy starymi wyjadaczkami, a reszta to dzieciaki z Australii, Stanów i Europy Wschodniej. My dwie, Greta i ja, musimy wszystkiego ich nauczyć. Nie tylko obsługi klientów, nie tylko sztuki nalewania mleka do dzbanka, ale tego, jak prawidłowo powiedzieć "boczek", "kapusta", "gulasz", "koktajl krewetkowy". Sam widzisz, Dale, nie mogę ot, tak sobie wyjechać. Mój kierownik by mnie rozszarpał.
I dalej tak nawijam bez sensu, aż w końcu nie mogę znieść dźwięku swojego głosu i urywam bezradnie. Przecież tego faceta guzik obchodzą problemy nowej Irlandii.
- A w ogóle, skąd ten pośpiech? Naprawdę musiałeś dzwonić o piątej rano? - Staram się mówić energicznie i z dużą pewnością siebie. Jak moja siostra Willow. - Jeśli dobrze zrozumiałam, Eve nie umiera. Parę godzin by cię nie zbawiło.
- Prosiła, żebym zadzwonił. Najwyraźniej uważa to za pilne. Nie mogła spać. Zasnęła dopiero, gdy się zgodziłem.
Mam lód w oczach. Eve nie mogła spać? Eve nie dawała Dale'owi spokoju, prosiła, aby zadzwonił? Ze zjawy, która żyła tylko w mojej wyobraźni, tworzy się człowiek z krwi i kości.
- Słuchaj, Dale, jestem półprzytomna. Daj mi swój numer, przekręcę do ciebie później.
- Przepraszam, że zafundowałem ci taki szok, ale Eve potrafi być niezwykle przekonująca, a ja sam nie jestem zwolennikiem owijania rzeczy w bawełnę. Przemyśl sobie wszystko na spokojnie, skarbie, ale nie zwlekaj, dobrze? Mam nadzieję, że niedługo się odezwiesz.
Skarbie? Skarbie?!
- Odezwę się, słowo. Bez względu na to, jaką decyzję podejmę. (...)
Jestem ugotowana. Bardziej niż kiedykolwiek.
Buntuję się. Kto powiedział, że mam skakać na dwóch łapkach, bo Eve raczyła skinąć ręką? To ona jest winna.
A poszkodowanymi jesteśmy my: mój brat, siostra i ja.
Do diabła z nią. Czekaliśmy tyle lat, teraz niech ona sobie poczeka. Nie ma prawa tak nas załatwić.
Ale...
Oczywiście - ale.
A jeśli umrze? Ten - jak mu było? - Dale zapewniał, że największy problem to złamana noga, ale wspominał też o obrażeniach wewnętrznych. O infekcji. Może nie mówi całej prawdy. Woli dozować złe wiadomości.
Być może to jedyna szansa, by poznać matkę. I dowiedzieć się czegoś o sobie, do diaska.
Nagle braknie mi sił, opuszczam ramiona i opieram się o zlew. Sądziłam, że z tego wyrosłam, a tu, proszę - wracają wszystkie wątpliwości, tęsknoty, lęki i wściekłość. Syczą mi w głowie niczym kłębowisko węży.
Zrobię sobie herbatę i wracam do łóżka. Dwadzieścia po piątej. Jeśli będę wolno piła, może uda mi się wypełnić tym czas do za dwadzieścia pięć szósta. Potem jeszcze dziesięć minut do zagospodarowania i wreszcie będę mogła szykować się do pracy i przestać myśleć.