Strona główna / / Wywiady / „Malownicze to miasteczko, którego nie zamierzam szybko opuszczać”

Nowości

Była arabską stewardesą

Marcin Margielewski
Cena detaliczna: 36,00 zł

Ludzkie oblicze zwierząt

Vitus B. Dröscher
Cena detaliczna: 39,99 zł

Uroda życia

Stefan Żeromski
Cena detaliczna: 38,00 zł

Zapowiedzi

Franka. W obcym domu

Wioletta Sawicka
Cena detaliczna: 38,00 zł

Zapowiada się piękny dzień

Seweryna Szmaglewska
Cena detaliczna: 42,00 zł

Kaprys milionera

Izabella Frączyk, Jagna Rolska
Cena detaliczna: 39,99 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Jest krew... Stephen King
  2. Zaginione arabskie księżniczki Marcin Margielewski
  3. Jestem nieletnią żoną Laila Shukri

Fotogaleria

więcej »
20.10.2010

„Malownicze to miasteczko, którego nie zamierzam szybko opuszczać”

Zapraszamy do przeczytania wywiadu z Magdaleną Kordel, autorką bestsellerowego „Uroczyska”  i właśnie wydanego „Sezonu na cuda”.

Jaką rolę odgrywały książki w Pani domu? Jak bardzo były ważne?
Magdalena Kordel: Odpowiadając na to pytanie śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że mój dom pod względem liczby książek był domem Borejkowskim. Podobnie jak w powieściach Małgorzaty Musierowicz książki były u nas wszędzie. Rodzice dbali żebyśmy z siostrą nie cierpiały na brak lektury i kupowali nam nowości wydawnicze (wtedy było łatwiej nadążyć za tym, co się właśnie ukazuje, bo najzwyczajniej w świecie książek było mniej), poza tym mama, gdy tylko skończyłyśmy trzy lata (każda własne trzy, bo nie jesteśmy bliźniaczkami), zapisała nas do biblioteki i wtedy dla mnie otworzyły się drzwi książkowego raju:) Mówiąc wprost, od najmłodszych lat uczono nas miłości do czytania. Zresztą uczono też nieświadomie, bo każdy w domu czytał. W tej chwili pasja do czytania i posiadania bogatej biblioteki tylko się u mnie rozwinęła. Zresztą dzielnie mi w tym sekunduje cała rodzina. A że każde z nas gustuje w innych tematykach, książek ci u nas prawdziwy dostatek. Doszło do tego, że w kredensie, gdzie kiedyś porządne gospodynie trzymały równo poskładane ręczniki, ja trzymam książki, bo już się nigdzie nie mieszczą. Myślę, że nie muszę nikogo przekonywać, że książki były i są dla mnie bardzo ważne. Po prostu jestem książkowym maniakiem.

Od lektury jakich książek Pani zaczynała?
Magdalena Kordel: Ba, od Tuwima, Brzechwy, Konopnickiej, czyli po prostu klasyka. Ale moim ulubionym dziecięcym pisarzem był Grabowski. Ten od „Puca, Bursztyna i gości”. Szczególnie ukochałam sobie jego książkę „Puch, kot nad koty”. Bynajmniej nie przeszkadzało mi, że znam ją na pamięć i tak kazałam ją sobie czytać wszystkim domownikom. No i książka stała się prawdziwą zmorą dla nieszczęśników, na których wypadło wieczorne czytanie. Dopiero parę lat temu moja ulubiona pani bibliotekarka przyznała się do tego, że gdy wchodziłyśmy z mamą do biblioteki, a ja pytałam o „Pucha” to mama za moimi plecami kręciła z przerażeniem głową, a pani Ela mówiła ze smutkiem, że niestety „Puch” jest wypożyczony. Po prostu niecny podstęp! Pamiętam jeszcze taką książeczkę o piracie Rabarbarze, przy którym zaśmiewałam się do łez i razem ze mną zaśmiewał się tata. Do dziś zastanawiam się, czy śmiał się widząc mnie, prawie że kwiczącą, czy też bawiła go treść. To tak ogólnie o pierwszych lekturach, bo trudno wymienić wszystko. Potem były Muminki, Dzieci z Bullerbyn i wszystko Astrid Lindgren, Mary Poppins, Montgomery i moja ukochana do dziś Ania, seria o Tomku („Tomek w krainie kangurów” itd.), Dumas ojciec, Sienkiewicz, oczywiście Musierowicz i Siesicka i im dalej w las, tym więcej drzew. Nie sposób wymienić wszystkich autorów i tytułów.

Które książki były dla Pani najbardziej inspirujące, które kształtowały Pani sposób widzenia świata, a które miały wpływ na pisarstwo?
Magdalena Kordel: Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Większość rzeczy, które się przeczyta, skłania czytelnika do refleksji. Tak samo jest ze mną. Czytając coś, co mi się bardzo podoba myślę, że chciałabym tak umieć. Że warto to i owo zmienić, popracować nad warsztatem. Gdy coś mi się u innych autorów nie podoba, to też pozwala na wyciągnięcie wniosków, czego w przyszłości podczas pracy unikać. Jedyne co mogę bardziej konkretnie powiedzieć, to to, że są takie książki, które z żalem się odkłada i po skończeniu lektury nijak nie można sięgnąć od razu po następną. Trudno się z nimi po prostu rozstać. Ostatnio czegoś takiego doświadczyłam czytając „Dom” Małgorzaty Ewy Kujawskiej i „Roztrzaskane życie” Stephanie Kallos. To takie książki przyjaciółki, do których się wraca i za każdym razem odnajduje się w nich coś innego.

A jakie wartości w świecie literackim i rzeczywistym są dla Pani najważniejsze?
Magdalena Kordel: Obawiam się, że nie będę oryginalna. Lubię czytać dobre, ładne książki, takie, które ugruntowują we mnie poczucie, że można liczyć na bliźnich. Nie chodzi mi o to, żeby w treści nic złego się nie działo, ale raczej o to, by umocnić w sobie przekonanie, że nigdy nie zostajemy sami, ani z radościami i szczęściem, ani ze smutkami i problemami. To samo jest w świecie rzeczywistym. Lojalność, przyjaźń, ciepłe związki międzyludzkie. To coś, o co staram się dbać w codziennym życiu i nijak nie mogę się powstrzymać od przenoszenia tych wartości na karty moich książek.

Z jakimi autorami chciałaby Pani być porównywana?
Magdalena Kordel: Jeżeli chodzi o liczbę wydrukowanych i sprzedanych książek, to może być na przykład King :), chociaż tematyka naszych książek jest skrajnie różna. A tak na prawdę najbardziej chciałabym pozostać sobą :)

Jaki w Pani oczach jest obraz czytelnika Pani książek?
Magdalena Kordel: Są to ludzie z poczuciem humoru, bo książki są miejscami zabawne i ci bez poczucia humoru, żeby jednak mimo wszystko mogli się pośmiać. Kobiety i mężczyźni, bo nie wydaje mi się, żeby rozgraniczanie literatury na męską i kobiecą było dobre. Starsi i młodsi, bo książki są dla wszystkich, powyżej 16 roku życia. Mój najstarszy czytelnik ma powyżej osiemdziesiątki! Czyli, krótko mówiąc, obraz czytelnika jest nie do końca sprecyzowany, ale zapewne są to ludzie interesujący, bo czyż ktoś, kto czyta, może być inny?

Skąd wziął się pomysł na historię opowiedzianą w "Uroczysku" i "Sezonie na cuda"? Czy należy w niej szukać prawdy?
Magdalena Kordel: Pomysł na książki wziął się po części z naszych – moich i męża – marzeń, by wyprowadzić się w Sudety i założyć pensjonat. Stąd moja bohaterka wyjeżdża w góry i robi to, co robi. A poza tym w moim otoczeniu jest sporo samotnych kobiet i patrząc na ich zmagania, siłę i umiejętność zaczynania życia od nowa stwierdziłam, że warto o tym napisać. A czy należy w powieściach szukać prawdy? Myślę, że w każdej książce jest jej trochę. W końcu piszemy gromadząc doświadczenia z życia.

W jaki sposób stwarza Pani swoich bohaterów? Na ile są to realne postacie?
Magdalena Kordel: Są w większości fikcyjne, chociaż niektóre mają częściowe odpowiedniki w życiu. Z postaciami to jest zabawna sprawa, bo one bardzo często żyją własnym życiem, pojawiają się znienacka podczas pisania książki i mieszają nieźle w treści. Nagle okazuje się, że trzeba dużo pozmieniać, żeby ten czy inny bohater mógł zaistnieć i występować w dalszej części powieści. Ale jednocześnie nie jestem w stanie się go pozbyć, no bo jak to tak, skoro on już jest, kogoś tam lubi i ma wyraźnie zarysowany charakter. Wyrzucenie go z książki to prawie morderstwo!

Czy bohaterowie znani z "Uroczyska" i "Sezonu" pojawią się jeszcze w Pani książkach?
Magdalena Kordel: Na pewno. Malownicze to miasteczko, którego nie zamierzam szybko opuszczać.

Jakie są Pani plany na przyszłość? Czy ma Pani już nowe pomysły na kolejne powieści?
Magdalena Kordel: Pomysły są. W najbliższych planach, które są już częściowo w trakcie realizacji jest jeszcze jedna opowieść o Majce i Uroczysku oraz opowiadania, których akcja będzie się toczyć w Malowniczym.

wersja do druku