Strona główna / / Wywiady / Magdalena Kuydowicz: „Pochodzę z rodziny pożeraczy książek”

Nowości

Zaufanie

Henry James
Cena detaliczna: 37,00 zł

Beautiful Creatures of Kings - grafika (edycja limitowana)

Ryszard Wojtyński
Cena detaliczna: 229,00 zł

Dane wrażliwe

Ewa Nowak
Cena detaliczna: 32,00 zł

Zapowiedzi

Rozmowy

Wojciech Młynarski
Cena detaliczna: 39,90 zł

Wszystko, czego pragnę

Lucy Dillon
Cena detaliczna: 39,90 zł

Kompendium i Atlas Świata Dysku

Terry Pratchett
Cena detaliczna: 45,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Jerzy Dziewulski o terrorystach w Polsce Jerzy Dziewulski, Krzysztof Pyzia
  2. Śpiące królewny Owen King, Stephen King
  3. Koniec i początek Manula Kalicka
22.01.2018

Magdalena Kuydowicz: „Pochodzę z rodziny pożeraczy książek”

Magdalena Kuydowicz od wielu lat związana jest z telewizją. Obecnie, od dekady – z redakcją TVN Style. I chociaż opublikowała dwa poradniki i rozmowę rzekę z Magdaleną Witkiewicz, „Stało się” jest jej debiutem prozatorskim.


Tą powieścią składa hołd królowej kryminału, Joannie Chmielewskiej. W jakich okolicznościach poznała Chmielewską? Jak długo siedziała w niej ta powieść? Czy dziennikarce telewizyjnej było łatwiej zadebiutować niż osobie niezwiązanej z mediami? Z Magdaleną Kuydowicz rozmawia Magdalena Majcher.

„Stało się” to Pani debiut prozatorski. W opisie wydawniczym czytamy, że to „komedia kryminalna w duchu i pod wezwaniem Joanny Chmielewskiej”. Dowiadujemy się też, że spędziła Pani niegdyś z legendarną pisarką wiele wspaniałych chwil. Czy to właśnie Chmielewska była pierwszą osobą, która przeczytała pierwotną wersję tekstu?

Nie ośmieliłabym się jej pokazać wówczas moich szkiców z czasów podstawówki i liceum (śmiech). Spędziłam z Chmielewską intensywny miesiąc 10 lat temu. Przyjeżdżałam do niej co drugi dzień i rozmawiałyśmy, zajadając gotowany bób i popijając to zimnym piwem. Nie tylko o kryminałach, ale i o bursztynach, diamentach i złych kobietach w historii. Chciałam zrobić taki cykl dokumentalny z nią jako narratorką. Niestety, jej choroba przerwała nasze plany. Pisarka od 5 lat już nie pisze, bo biega po niebieskich pastwiskach ze swoją najbliższą przyjaciółką Alicją. Jej śmierć była dla mnie szokiem. Myślałam, że będzie żyła i pisała zawsze. Naiwne i szczere to było przekonanie. Na szczęście są jej książki i autobiografia. To była niesamowicie dzielna, fajna kobieta.
A wywiad z nią „W roli głównej” jest dostępny na Player.pl. Co za dowcip, elegancja i dystans! Zastrzyk pozytywnej energii. Polecam!

Pierwsze recenzje, które pojawiają się w sieci, są bardzo pozytywne. Powiedziała Pani „A” czy powie Pani też „B”? Ta książka to jednorazowy flirt czy związek na stałe?

Bardzo chętnie się zwiążę na dłużej z Matyldą Kwiatek i Ryszardem Kudełką. Teraz chciałabym ich wysłać na obóz jogi pod Warszawę, gdzie w pozornie spokojnej, sielskiej wsi dojdzie do kilku zbrodni. Dobre recenzje uskrzydlają oczywiście, ale najważniejszy głos należy do czytelników. Czy zechcą się pośmiać ze mną i moimi bohaterami? Marzę o tym. I nie wstydzę się tego wyznać. Publikacja „Stało się” to było moje wielkie marzenie. Teraz mój apetyt tylko rośnie.

Długo ta książka w Pani siedziała?

Oj, historia rodzenia się w bólach „Stało się” jest długa. Trzy lata temu spotkałam na swojej dziennikarskiej drodze Kasię Bondę i opowiedziałam jej o pomyśle na komedię kryminalną. Szybko wykryła u mnie braki warsztatowe. Tak trafiłam do szkoły twórczego pisania Maszyna do pisania, gdzie Bonda prowadziła kurs z literatury kryminalnej. A 10 lat temu poznałam samą Joannę Chmielewską, której składam hołd moją książką. Robiłam razem z Magdą Mołek wywiad rzekę do TVN Style z Królową kryminału w autorskim programie Magdy „W roli głównej”. Niezapomniana dziennikarska przygoda. I frajda. Poznać ulubioną pisarkę i dowiedzieć się, jak żyje. Zbiera materiały do książek. Kto by tego nie chciał! A tak w tajemnicy, „do szuflady” pisałam kryminały już od podstawówki . W zeszytach w kratkę. Wzorując się na kryminale Chmielewskiej „Wszystko czerwone” i  łącząc koncepcję bohaterki Joanny z moim ulubieńcem Philipem Marlowe z powieści Chandlera. Mam te zeszyty do dziś!  Jak mam chandrę, to do nich zaglądam i chichoczę. Od dziecka także dużo czytam. A półka z kryminałami mojej mamy to był pełen tajemnic świat,  do którego zaglądałam ukradkiem w nocy. Czytając pod kołdrą z latarką, czego rodzice taktownie nie dostrzegali. Pochodzę z rodziny pożeraczy książek.

Wcześniej wydała Pani z Magdaleną Witkiewicz „Selfie”, we współpracy z seksuologiem Wiesławem Sokolukiem „Zaklinaczy samotności” oraz  napisaną wspólnie z psycholożką, Katarzyną Korpolewską, publikację „W co grają matki i córki”, która jest swego rodzaju przewodnikiem po tych pięknych, ale jakże trudnych relacjach matek i córek. Teraz komedia kryminalna, stworzona już w pełni samodzielnie. Lepiej czuje się Pani, pracując solo czy w duecie?

Wywiady ze znanymi psychologami czy rozmowa z Magdą Witkiewicz  to były ciekawe przygody i taka bardziej dziennikarska robota. Z Kasią Korpolewską mam zresztą życzliwą  i bliską relację do dziś. To świetny fachowiec i wspaniała babka. Gdyby nie książka „Matka z córką, rozmowy intymne” wznowiona dwa lata temu pod tytułem „W co grają matki i córki”, nie byłabym obdarowana przez los takim fajnym kontaktem z człowiekiem wrażliwym na los innych. Taki dodatkowy bonus.
Powieść „Stało się” to mój trud, pot, krew i łzy. Zmaganie się ze sobą, brakiem czasu, oporną wyobraźnią. Pisanie to męka, serio.  Ale także arcyciekawa walka z bohaterami.
Kudełka mnie tak uwiódł, że musiałam się ciągle opanowywać, żeby nie wyskakiwał mi z każdej sceny. Strasznie polubiłam tego drania…
Więc nie to, że lubię czy wolę pracować solo. To twórcze i  rozwijające zajęcie dobrze mi robi na głowę. A rozwój wewnętrzny jest dla mnie najważniejszy w pracy. W ogóle. Nie tylko w pisaniu.

Czy znanej dziennikarce było łatwiej zadebiutować niż przeciętnemu Kowalskiemu? Wydawcy się o Panią zabijali?

Hah, może i jestem niezła w tym co robię, bo robię to długo. Od drugiego roku studiów pracuję w telewizji. Ale znana to jestem w pewnych kręgach, jak mawia sarkastycznie mój ojciec. I ma rację. Wcale nie było mi łatwo. Najpierw odezwał się Filip Modrzejewski z WAB i dokonał masakry na tekście, czyli wstępnej redakcji, ale potem mnie porzucił. Pisałam i dzwoniłam do kilku wydawnictw zaprzyjaźnionych ze mną przez pracę w telewizji. I nic.
Tylko Pascal chciał od razu drukować moją crime, od ręki! Odezwała się też Ania Derengowska z Prószyńskiego. Wzięła komputer, przyjechała do TVN-u, usiadła ze mną późnym popołudniem i pokazała, czego jej zdaniem w tej książce jeszcze brakuje. Podążyłam za Anią, bo czułam, że rozmawiam z fachowcem i życzliwym człowiekiem. Poza tym wydałam tam przed laty dwie książki z przepisami kulinarnymi gwiazd. Nieźle się wtedy sprzedały, mam sentyment do tego wydawcy. Robią fajną robotę.

Kto w ogóle wiedział, że pracuje Pani nad tekstem debiutanckiej powieści?

Kasia Bonda i kilkoro przyjaciół. Oraz znajomych pisarzy i przyszłych ludzi pióra z Maszyny do pisania. Męczyłam ich nawet o pomoc w napisaniu kilku scen.
Konsultowałam także pewne szczegóły z dwoma panami, Robertem Duchnowskim, policjantem i konsultantem chyba wszystkich seriali kryminalnych w Polsce, i dziennikarzem śledczym TVN Krzysztofem Śpiechowiczem. Poradziła mi ich sama Bonda.
Poza tym nie chwaliłam się nikomu, bo jestem przesądną i bardzo na co dzień zapracowaną dziennikarką telewizyjną. Może jeszcze właściciele mojego ulubionego „Kafelka” – śniadaniowni na Ursynowie – wiedzieli, co się święci. Bo całe weekendy przesiadywałam u nich z laptopem. Tam się bardzo dobrze pisze. Dobre pomysły same wskakują do głowy.

A koledzy z telewizji? Odnajdą na kartach powieści siebie?

Mam taką zasadę, że nikogo nie opisuję wprost. Zapożyczam to i owo z kilku bliskich mi postaci. A rzeczony Kudełka na przykład w ogóle nie istnieje w realu. Jeden kolega odnalazł się z niejaką przyjemnością w postaci Maćka, szefa Matyldy. Podobno miał niezły ubaw podczas tej lektury…

Nie da się ukryć, że w pewnym stopniu inspirowała się Pani swoimi doświadczeniami. Matylda, główna bohaterka książki, tak jak i Pani, pracuje jako dziennikarka telewizyjna. Ile w Matyldzie Kwiatek Magdy Kuydowicz, a w Magdzie Kuydowicz Matyldy Kwiatek?

Niewiele. Historia Soni i jej  adopcji jest prawdziwa. Ale Matylda to wariatka. Jestem bardzo emocjonalna, ale i racjonalna jednocześnie. Starałam się dać Matyldzie tylko wiarygodność poprzez jej doświadczenia dziennikarskie w pracy  dla firmy zewnętrznej, co i mnie się kiedyś zdarzyło. Ale nie umiałabym być Matyldą. To by było szalenie męczące…
Dla mnie i otoczenia. Rzadko się zwierzam i lubię być sama. Bywam niezwykle trudna i wybredna w przyjaźni. Że o miłości już nie wspomnę. Jestem więc raczej  taką kameralną nudziarą, rzekłabym. Trudną w kontakcie na co dzień, szczególnie przed dziewiątą rano.
Koc, kanapa, książka – Kobieta 3K, jak mawia Agata Kulesza o sobie – i ja ją rozumiem. 
A to co nas łączy z Matyldą, to pasja. Jeśli coś mnie zainteresuje, pójdę za tropem. Do końca.
Jak Matylda. No zgoda, parę toksycznych związków też by się  u mnie znalazło.
Ale która kobieta tego nie zna, drogie panie, ręka w górę!

A tło? Czy praca w telewizji rzeczywiście wygląda tak, jak przedstawiła Pani w powieści?

Trochę to wyostrzyłam. Bo na co dzień to my, redaktorki telewizyjne, głównie dzwonimy, gadamy, dokumentujemy i rwiemy sobie włosy z głowy z powodu grafiku nagrań.
Logistyka zabija, jak mawia moja przyjaciółka. I ma rację.

Dobrze zna Pani Mielenko, o którym pisze Pani w książce? Pociąga Panią klimat małego, nadmorskiego miasteczka pod koniec sezonu?

Kocham polskie morze. Mielenko znam słabo, akcja mojej książki została tam przeniesiona z innego miejsca, którego nie zdradzę. Bo chcę, żeby pozostało takie senne, odludne i z lekka zapomniane. Jeżdżę tam na wakacje od ponad 18 lat. Na wakacje sportowo-odchudzające. To mój raj na ziemi.

Co czyta Magda Kuydowicz prywatnie, poza Chmielewską, oczywiście?

Mnóstwo i kilka tytułów naraz, niestety. Obecnie pożeram całego Żulczyka, jego „Wzgórze psów” uważam za jedną z lepszych powieści 2017 roku, dziś dostałam najnowszy kryminał Chmielarza „Cienie” w wersji mobi i zaraz się na niego rzucę. Kupuję e-booki, bo książki nie mieszczą się już ze mną w moim małym mieszkanku. Wspaniały jest „Rejwach” Mikołaja Grynberga naszego strażnika pamięci, wciąż do niego wracam. Rozmowa rzeka z Magdaleną Tulli „Taka piękna iluzja” to piękna i mądra książka. Wielbię Kasię Puzyńską i jej cykl o Lipowie, „Florystka” Katarzyny Bondy to majstersztyk. Moim ukochanym autorem jest Robert Walser – austriacki pisarz. Z kryminałów mam kilka jeszcze nieprzeczytanych  Hakanów Nesserów, cenię bardzo Mankella. Zamówiłam ostatnio w Bonito „Zabójstwo Rogera Ackroyda” Aghaty Christie, bo konstrukcja tej powieści jest znakomita i chcę do niej wrócić. Mamy na FB taki dyskusyjny klub czytelniczy – Czytel-ni – dwie pisarki, jeden muzyk i ja spotykamy się co miesiąc i gadamy o książkach. Bierzemy teraz na warsztat biografie: Prusa autorstwa Moniki Piątkowskiej i „Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska” Remigiusza Grzeli. Jak widać, sporo tego. Lekka czytelnicza schizofrenia.

Dziękuję za rozmowę!
Rozmawiała Magdalena Majcher

wersja do druku