Strona główna / / Wywiady / Katarzyna Puzyńska: Kryminały pokochałam w dzieciństwie. Moja babcia była prokuratorem

Nowości

Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika

Lucyna Olejniczak
Cena detaliczna: 34,00 zł

Druga strona miasta

Karolina Szewczykowska
Cena detaliczna: 39,90 zł

Comanche. Tom 5. Mroczna pustynia

Greg , Hermann Huppen
Cena detaliczna: 39,90 zł

Zapowiedzi

Nienachalna z urody (audiobook CD)

Maria Czubaszek
Cena detaliczna: 34,90 zł

Ciekawostki matematyczne. Skarbnica zadziwiających rozrywek

Ingmar Lehmann, Alfred S. Posamentier
Cena detaliczna: 42,00 zł

Kameleon

Victor Gorsky
Cena detaliczna: 42,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Odzyskać utracone Katarzyna Kołczewska
  2. Czarne narcyzy Katarzyna Puzyńska
  3. Spalone mosty Izabella Frączyk

Fotogaleria

więcej »
19.07.2017

Katarzyna Puzyńska: Kryminały pokochałam w dzieciństwie. Moja babcia była prokuratorem

Moja babcia była prokuratorem, zajmowała się sprawami kryminalnymi i opowiadała mi różne, przerażające nieraz historie. A potem się dziwiła, że wymyślam bajki o kościach - wspomina Katarzyna Puzyńska, autorka sagi kryminalnej o Lipowie.


z22088544IH_Katarzyna_Puzynska__autorka_sagi_kryminalnej_o_Lip.jpg
Katarzyna Puzyńska, autorka sagi kryminalnej o Lipowie / TATIANA JACHYRA

Właśnie ukazał się ósmy tom kryminalnej sagi autorstwa Katarzyny Puzyńskiej - "Czarne narcyzy". Akcja rozgrywa się się w okolicach Brodnicy, głównie w fikcyjnej miejscowości Lipowo. W najprawdziwszych okolicach Brodnicy fani pisarki zorganizowali niedawno swój zlot.

Fanpage Katarzyny Puzyńskiej na Facebooku lubi ponad 25 tys.osób.

Rozmowa z Katarzyną Puzyńską

Magdalena Dubrowska: Jest pani czyjąś psychofanką?

„Psychofanka” brzmi bardzo kryminalnie! Kiedyś wyznałam to Zygmuntowi Miłoszewskiemu! To jeden z moich ulubionych autorów, jeżeli chodzi o polskie kryminały. Skoro już tak to nazywamy, to można powiedzieć, że jestem psychofanką wielu pisarzy. Uwielbiam Agathę Christie, bo od niej się wszystko zaczęło. Bardzo lubię Camillę Läckberg, Håkana Nessera, Åke Edwardsona i oczywiście Stiega Larssona. Z autorów anglojęzycznych - Simona Becketta, Kathy Reichs i Tess Gerritsen.

Lubię książki pisane przez specjalistów w jakiejś dziedzinie, zwłaszcza antropologii sądowej i medycynie sądowej, choć sama w swoich książkach skupiam się na psychologii.

Jestem też fanką zespołów muzycznych. Od wczesnej szkoły podstawowej uwielbiam na przykład Aerosmith. Moje koleżanki kochały się w Leonardo DiCaprio, a ja w Stevenie Tylerze. Zostało mi do dziś.

Niedawno Aerosmith grali w Krakowie.

Byłam na tym koncercie! Jestem osobą, która, jak coś lubi, to lubi bardzo. Muzyka jest dla mnie bardzo ważna, chociaż piszę w ciszy. Potrzebuję maksymalnego skupienia. Ulubione piosenki za bardzo na mnie oddziałują i mnie rozpraszają.

A jak to jest mieć swoich fanów?

Niesamowite uczucie! Kiedy sama byłam fanką znanych pisarzy, nie przypuszczałam, że ktoś będzie kiedyś moim fanem. To niezwykle miłe, że ludzie jadą czasami wiele kilometrów tylko po to, żeby się ze mną spotkać. Interesują się moim profilem na Facebooku czy Instagramie.

Zorganizowali ogólnopolski zlot fanów sagi o Lipowie śladem pani powieści.

Czytelnicy sami wyszli z tą inicjatywą. Skontaktowali się ze mną, byłam zachwycona.

Kiedy sama czytam książkę, lubię zobaczyć, jak wyglądają opisane w niej miejsca. Podczas zlotu będzie można zobaczyć miejsca z moich powieści w Brodnicy czy Lipowie. Lipowo to wprawdzie miejscowość fikcyjna, ale wzorowana na prawdziwej, która nazywa się Pokrzydowo.

Tam są np. remiza strażacka czy sklep Wiery, który oczywiście wygląda i nazywa się inaczej.

Będzie można wybrać się trasą pieszą lub rowerową, wejść do bunkra. Mam nadzieję, że trupa w środku nie będzie, przynajmniej prawdziwego. Chociaż to byłby dopiero materiał na książkę - trup na zlocie!

Baza to ośrodek nad jeziorem Bachotek, który w książkach nazywa się Słoneczna Dolina, a naprawdę PTTK. Oczywiście naprawdę nikt tam nikogo nie morduje!.


Wspomniała pani o Zygmuncie Miłoszewskim, a mnie się przypomniało, jak kiedyś opowiadał w programie telewizyjnym, że nie jest mile widzianym gościem w miastach, które opisuje, np. Sandomierzu czy Olsztynie. Tymczasem mieszkańcy okolic Brodnicy są raczej dumni i traktują pani kryminały jako promocję swojego regionu.

Na początku się obawiałam, czy jak umieszczę w Pokrzydowie tych wszystkich morderców, to nie skończy się to dla mnie zakazem wjazdu. Ponieważ uwielbiam tę miejscowość, zmieniłam nazwę. Niepotrzebnie się bałam. Mieszkańcom się spodobało, nawet zaczęli się doszukiwać, kto jest kim, ale bohaterowie moich książek to zupełnie fikcyjne postaci.
 
Na spotkaniach autorskich w innych miastach najczęściej pada pytanie, czy nie mogłabym przenieść akcji do nich.

W pani książkach pojawiają się lokalne legendy, podania, jak choćby o żonie drwala i czarnych narcyzach w Diabelcu z najnowszej części. Na ile to kwestia researchu, na ile wytwór wyobraźni?

Bardzo lubię słuchać takich historii. Kiedy usłyszałam tę o Diabelcu, oczywiście musiałam jej użyć w książce. Lepszej nazwy bym nie wymyśliła. Legendę troszeczkę zmieniłam, dodałam tytułowe czarne narcyzy i piosenkę o nich, którą napisałam sama. Ciekawe doświadczenie, tym bardziej że zaprzyjaźniony zespół No More Jokes stworzył do tego tekstu muzykę - intrygującą, trochę mroczną.



Wierzenia w leśne duchy, motywy z mitologii Słowian - to jest wciąż żywe, zwłaszcza na terenach położonych przy lasach, blisko natury.

Lubię realizm magiczny, lubię zabawę konwencją, choć moje książki to wciąż kryminały, nie fantasy.

Oczywiście przed rozpoczęciem pisania trzeba porozmawiać ze specjalistami, przeczytać dokumentację. Policjanci odpowiadają na moje pytania, ale potem i tak zdarza się, że coś zmyślam.

Najważniejsza jest dla mnie historia i fabuła. Bo przecież to powieść, fikcja, a nie dokument. Ale policjanci - nie tylko z Brodnicy - czytają moje książki i kiedy mówią, że im się podoba, to dla mnie największy komplement.

Trzeba dodać, że taki research nie zawsze jest tylko stricte kryminalny. Ja jestem najgorszą na świecie kucharką, ale wymarzyłam sobie, że będę miała postać, która piecze fantastyczne ciasta - Marię Podgórską. Doszłam do wniosku, że nie mogę opisywać pieczenia ciasta, jeżeli nie wiem, jak to się robi. Więc upiekłam kilka. Robiąc research na dany temat, można się bardzo wiele dowiedzieć. To też bardzo ciekawy element pracy pisarza.
 

z22088541IH_Katarzyna_Puzynska__autorka_sagi_kryminalnej_o_Lip.jpg
Katarzyna Puzyńska, autorka sagi kryminalnej o Lipowie / ALBERT ZAWADA

Jak to się stało, że pani psycholog zaczęła nagle pisać kryminały?

Psychologia łączy się z pisaniem, bo żeby pisać, trzeba być dobrym psychologiem, dobrym obserwatorem. Trzeba cały czas patrzeć na ludzi i słuchać ich historii.

Może to jest zboczenie zawodowe, ale dla mnie centrum każdej historii stanowią relacje między ludźmi. Bo to przecież właśnie z nich wynika morderstwo.

Kryminały pokochałam w dzieciństwie. Moja babcia była prokuratorem, zajmowała się sprawami kryminalnymi i opowiadała mi różne, przerażające nieraz historie. A potem się dziwiła, że wymyślam bajki o kościach (śmiech). A na poważnie, wtedy zaczęła się moja miłość do Agathy Christie, bo babcia miała całą biblioteczkę z jej książkami i już w podstawówce zaczęłam jej podkradać.

Pisać chciałam, od kiedy pamiętam. Mama i tata czytali mi zawsze przed snem, a ja marzyłam, że na okładce jest moje imię i nazwisko. Ale im bardziej dorastałam, tym bardziej wydawało się to niemożliwe. Zaczęłam myśleć, że pisanie nie jest dla zwykłych osób, jak ja, tylko dla kogoś obdarzonego jakimiś bliżej nieokreślonymi supermocami. A już na pewno nie da się z tego utrzymać.


Ale pewnego razu przeczytałam wywiad z Camillą Läckberg, która przyznała, że na początku odczuwała podobne lęki co ja. Pomyślałam, że skoro osoba, która osiągnęła w dziedzinie kryminałów wszystko, miała takie obawy, to może warto je na chwilę porzucić i przynajmniej spróbować.

Wtedy zaczęłam pisać pierwszą książkę. W tajemnicy przed wszystkimi, nawet przed mężem, któremu mówiłam, że przygotowuję zajęcia dla studentów. Bałam się, że nic z tego nie wyjdzie. Przyznałam się dopiero, kiedy powstała książka. Potem trzeba było znaleźć wydawcę. Oczywiście nie wiedziałam, jak się do tego zabrać, nie miałam żadnych kontaktów, nic nie wiedziałam o rynku wydawniczym w Polsce. Przejrzałam książki na półkach, spisałam wydawców, wybrałam dziesięciu, wysłałam. I odezwali się.

Kiedy opowiadam o tym podczas kursów dla adeptów pisania, wszyscy myślą, że to nieprawda. Oczekują magicznych rozwiązań. Ale takich nie ma.


Od początku planowała pani sagę?

Miałam nadzieję, że tak się to potoczy, bo sama uwielbiam czytać serie. Dla pisarza to też jest fajne, bo wraca się do bohaterów jak do starych znajomych. Seria pozwala zbudować pełniejszy świat. W każdej części dodajemy kolejne elementy, na które w jednej powieści byłoby za mało miejsca.

Ciekawe jest też to, jak zmienia się bohater. U mnie najbardziej widoczne jest to na przykładzie Daniela Podgórskiego, który od pierwszego do ostatniego tomu staje się zupełnie inną osobą.


Podobno powstanie serial oparty o pani książki?

Nie mogę o tym mówić. Tylko tyle, że zostały sprzedane prawa do ekranizacji.

A czysto hipotetycznie, jakich aktorów widziałaby pani w rolach swoich postaci?

Jeżeli chodzi o Daniela, odpowiedź jest dla mnie prosta: Leszek Lichota. Przeżyłam szok, oglądając serial „Wataha”, bo nagle patrzę, a tam mój Daniel biega po górach.

Leszek Lichota zgodził się zresztą zagrać w filmowej zapowiedzi mojej czwartej książki. Ja zagrałam trupa.

Trudno mi było zachować kamienną twarz, kiedy podchodził do mnie Podgórski.




Z kolei Klementyna Kopp jest bardzo charakterystyczna. Nie wiem, czy Krystyna Janda miałaby ochotę golić głowę i pokrywać się sztucznymi tatuażami, ale fajnie by było.

Bohaterowie pani sagi są bardzo niejednoznaczni.

Nikt z nas nie jest tylko dobry albo tylko zły. Staram się pokazywać bohaterów ze wszystkich stron, szukać odcieni szarości, unikać stereotypów. To się tyczy również sprawców, pokazuję w książkach także ich historie, przemyślenia. Nie po to, żeby ich wybielać, ale żeby każdy sam mógł ocenić.

W „Motylku” na przykład pojawiła się postać złego księdza i trochę się bałam, jak to zostanie odebrane, ale niedawno napisał do mnie prawdziwy ksiądz, który pochwalił tę książkę. To było bardzo miłe.


Ma pani fanpage na Facebooku, profil na Instagramie. Czy to są dziś narzędzia potrzebne pisarzom i pisarkom?

Dla mnie najfajniejszy w tym jest kontakt z czytelnikami. Nie dam rady dojechać na spotkania we wszystkich miastach w Polsce. A na Facebooku każdy może bezpośrednio zadać autorowi pytanie. Dlatego sama prowadzę te profile. Jak ktoś jest aktywny, mam wrażenie, jakbym znała tę osobę.


A co pani wrzuca na Insta?

Np. zdjęcia swoich zwierzaków, bo mam ich dużo. Czasem zdjęcia jedzenia, bo jestem wegetarianką i choć nie staram się nikomu tego narzucać, to mam nadzieję, że może to kogoś zainspiruje.

Z Instagrama można się też dowiedzieć, jakie książki czytam.

Ostatnio zamieściłam zdjęcie ze ślubu koleżanki, bo akurat para młoda jechała samochodem marki subaru impreza, a to jest auto, którym jeździ Daniel Podgórski. Zresztą za każdym razem, kiedy widzę ten samochód na ulicy, myślę: „O, Daniel jedzie!”.

Wrzuciłam też niedawno swoje zdjęcia z siekierą, które potem krążyły po sieci. Ale tak naprawdę nie jestem szczególnie mroczna. Mam wrażenie, że autorzy kryminałów są raczej spokojni i weseli, przynajmniej ci, których znam. Być może te negatywne emocje znajdują ujście w książkach.

wersja do druku