Strona główna / / Wywiady / Izabela Pietrzyk: „Nic nie poradzę, że trafiło mi się wcielenie szydercy”

Nowości

Małe wielkie rzeczy

Jodi Picoult
Cena detaliczna: 39,90 zł

Masa o życiu świadka koronnego. Jarosław Sokołowski "Masa" w rozmowie z Arturem Górskim

Artur Górski
Cena detaliczna: 35,00 zł

Grzesiuk. Król życia

Bartosz Janiszewski
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zapowiedzi

Kobiety z ulicy Grodzkiej. Weronika

Lucyna Olejniczak
Cena detaliczna: 34,00 zł

Na krawędzi. Amerykański wywiad w epoce terroryzmu

Michael V. Hayden
Cena detaliczna: 55,00 zł

Speer. Architekt śmierci

Martin Kitchen
Cena detaliczna: 65,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Michalina Wisłocka. Sztuka kochania gorszycielki Violetta Ozminkowski
  2. Maria Skłodowska-Curie Magdalena Niedźwiedzka
  3. Grzesiuk. Król życia Bartosz Janiszewski

Fotogaleria

więcej »
05.10.2016

Izabela Pietrzyk: „Nic nie poradzę, że trafiło mi się wcielenie szydercy”

Nawet zwykły z pozoru wywiad zmienia się za jej sprawą w komedię w kilku aktach. Oto Izabela Pietrzyk w rozmowie o najnowszej powieści „Lepsza połowa”.

Pani Izabelo, rozmawiamy z okazji premiery Pani najnowszej powieści, „Lepszej połowy”. Przyznam, że kapitalny wręcz humor rozłożył mnie na łopatki. Książkę czytałam między innymi w poczekalni u dentysty i chyba nie najlepiej zostało odebrane moje chichotanie pod nosem w tym niecodziennym otoczeniu, ale cóż… Zastanawia mnie, czy autorka tak zabawnej i niepozbawionej ironicznego spojrzenia komedii jest równie wesołą i szaloną kobietą?
Wesoła i szalona? Iiii tam! Pięć dych na karku, więc już tylko wesoła jestem. Dobrze, że mi Pani przypomniała… Też muszę iść do dentysty – czas ściągnąć kamień. Jezu! Godzinę będę się mordować na fotelu, wyjdę opluta wodą i piaskiem, a zamiast odszkodowania za cierpienie, dostanę rachunek na dwie stówki. Da się to podciągnąć pod szaleństwo?   

Całkiem możliwe, warto spróbować. Teraz przejdźmy do tego drugiego członu, czyli komedii „niepozbawionej ironicznego spojrzenia”. Skąd ta ironia w opisach damsko-męskich relacji?
Jedni rodzą się słodkimi aniołami, inni złośliwymi diabłami – patrzą na to samo, lecz widzą inaczej. Nic nie poradzę, że trafiło mi się wcielenie szydercy. Poza tym, jak zachować dystans skoro na palcach jednej ręki wyliczę pary mające ze sobą fajne relacje? Uwielbiam z nimi przebywać i na krzywy ryj grzać się ciepełkiem ich miłości. Niestety, reszta znanych mi związków damsko-męskich wywołuje jedynie ironiczny uśmiech.  

Pani powieści, nie tylko ta najnowsza, są kopalnią cennych rad i mądrości życiowych. W lekki sposób łączy pani to, co przyjemne z tym, co pożyteczne. Czy to pani sposób na sukces?
Moje książki są częścią mnie, więc litości, Pani Magdo! Bez przesady z „kopalnią”, ok? Owszem, swoje lata mam, ale nie tyle co Wieliczka! Jeśli faktycznie zawarłam w powieściach coś mądrego, przysięgam – ani to zamierzone, ani, tym bardziej, obliczone na sukces. Z natury nie grzeszę rozumem. Przebłyski intelektu zdarzają mi się jak kichnięcia: same czasami wyskakują. Niechcący.

„Lepsza połowa” to nie tylko komedia, ale też powieść obyczajowa z niebłahym przesłaniem. Zastanawiam się, czy przemyślenia i obserwacje Marty oraz osób z jej otoczenia są w jakimś stopniu odzwierciedleniem pani poglądów na relacje międzyludzkie?
Częściowo są. Wszak obydwie jesteśmy kobietami. Jednak daleko mi do Marty – uważam, że każdego trzeba szanować i od każdego wymagać szacunku. Nigdy nie traktowałabym mężczyzny w sposób, w jaki Marta traktuje męża, ale też nie pozwoliłabym by on obchodził się ze mną jak z przygłupią służącą. Jeżeli nie umiemy już kochać, oszczędźmy sobie przynajmniej bezsensownych wyzłośliwiań. Postronnym osobom naprawdę przykro na to patrzeć i tego słuchać…   

Marta jest dość niestereotypową bohaterką. Nie ma trzydziestu lat, niekończącej się listy zawodowych sukcesów na koncie, nie jest też posiadaczką długich nóg i tlenionych włosów w kolorze blond. Czasem wydaje się być taką antybohaterką. Czy taka postać poradzi sobie na dzisiejszych rynku wydawniczym?
Być może sobie nie poradzi. Kto to wie? O gustach się nie dyskutuje, ale… Na mój gust antybohaterkami są właśnie te młode posiadaczki długich nóg i tlenionych włosów. Co napisać o jednakowych kobietach z twarzą pozbawioną mimiki i historii? Że pięć kalorii przeraża je bardziej niż Freddy Krueger?  Skupione na sobie, na doskonaleniu ciała i robieniu kariery, chociaż pachną Euforią Calvina Kleina, czuć je nudą. „Prostaczki” wydają mi się znacznie ciekawsze. A może, po prostu, jestem zazdrosna, że nie mam trzydziestu lat?

Ostatnio modne stało się określenie „literatura kobieca”. Wiele autorek broni się rękami i nogami przed zaklasyfikowaniem do tego właśnie gatunku. A pani?
Uwielbiam literaturę kobiecą i ani mi się śni od niej odżegnywać.

Jak traktuje pani swoje pisanie? Bardziej jako hobby, czy bardziej jako pracę?
Wyłącznie jako hobby. Z zawodu jestem rusycystką. To mi daje przysłowiowy chleb. 

Pani motto życiowe brzmi: „Dziękuję Ci Boże, że stworzyłeś mnie kobietą”. Kobietom jest łatwiej? Czyli rozumiem, że nie chciałaby Pani być mężczyzną?
Zakamuflowane pytanie o mój poziom feministycznego zaangażowania? Generalnie popieram Albercika z „Seksmisji”: likwidując męską połowę świata, likwidujemy połowę siebie.
Czy kobietom jest łatwiej? Chyba nie. Gubią nas wielowątkowe refleksje. Faceci prują niczym czołgi: co zmiażdżą, to zmiażdżą. Trudno! Trzeba było uciekać z drogi, zamiast pchać się pod gąsienice. My w tym czasie ostrożnie szuramy nogami, pochylając się nad każdą napotkaną duperelą. Dlatego prościej im żyć: awansować, założyć nową rodzinę, zapomnieć o „starych” dzieciach. Ale ma Pani rację, nie chciałabym być mężczyzną. Z dwojga złego wolę nadwrażliwość.

Pozwolę sobie zapytać o cele i plany na przyszłość. Jednocześnie ciekawi mnie, co jest dla pani ważniejsze: pochlebne recenzje, nagrody literackie czy może po prostu uznanie czytelników?
Cel na przyszłość? Nie dożyć emerytury – przysłana z ZUS-u kwota obaliła mnie na podłogę: starczy na kilka win i paczek papierosów. A gdzie leki na ciśnienie i rachunki za prąd? Że o kremie przeciwzmarszczkowym nie wspomnę.
Recenzjami się nie przejmuję – jeszcze się taki nie urodził, coby każdemu dogodził. Ja, na przykład, nie cierpię Dostojewskiego, chociaż wielkim pisarzem był.
Nagrody literackie? Jasne! I prawa autorskie na film w Hollywood. Kto bogatemu zabroni?
Ważne jest tylko uznanie czytelników. Uwielbiam biblioteczne spotkania: pogaduchy o wszystkim i o niczym, śmichy-chichy, wymiany anegdot – bezcenne! 

Co Izabela Pietrzyk czyta prywatnie?
Babską literaturę. Książka kojarzy mi się z relaksem, odmóżdżeniem, błogością – nie przepadam za pozycjami drapiącymi szare komórki i wytrącającymi ze snu. Ale niedawno odstąpiłam od tej zasady. Sięgnęłam po „Sedinum. Wiadomości z podziemi” Leszka Hermana. Polecam, polecam, polecam!

Dziękuję za rozmowę i jeszcze raz gratuluję wspaniałej powieści!
Pochwały zawsze mnie onieśmielają. To jedyny moment kiedy zapominam języka w gębie. Dziękuję, przepraszam, do widzenia…

Rozmawiała Magdalena Majcher

wersja do druku