Strona główna / Literatura światowa / Kołyska

Zaproszenia

07.02.2012

Każda mama jest superbohaterką!

Podziel się z nami historią o niezwykłym bohaterstwie Twoich bliskich i wygraj rodzinny wyjazd do Pensjonatu „Karkonoski” w Karpaczu oraz bestsellerową powieść „Ocal mnie”.

Wydarzenia

09.02.2012

Wyniki konkursu SMS - wygraj romantyczną kolację dla dwojga!

"Spakowałam do walizki urlopowe słowa  i na Wakacje w Italii już jestem gotowa!"  - oto zwycięskie hasło.

Wywiady

26.01.2012

W każdym z nas jest tęsknota za nowym początkiem

Rozmowa z Renatą L. Górską, autorką powieści "Błędne siostry"

Posłuchaj i zobacz

01.02.2012

Nowa powieść Małgorzaty Wardy

Zapraszamy do obejrzenia zwiastuna powieści "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele".

Bestsellery

TOP 20 - STYCZEŃ 2012

  1. Każdy szczyt ma swój Czubaszek Artur Andrus, Maria Czubaszek
  2. Tam gdzie ty Jodi Picoult
  3. Dallas '63 Stephen King

Fotogaleria

więcej »

Kołyska

Patrick Somerville

Renee była w życiu zakochana dwa razy i spała tylko z dwoma mężczyznami. Trafiły jej się bardzo różne miłości – zima i lato. Gdyby Jonathan nie zginął, miałaby tylko jedną miłość i jednego mężczyznę, jeden ślad w sercu. Jej życie byłoby proste i łatwe do ogarnięcia – jak płaska preria albo pola uprawne w Wisconsin.
Czasami się zastanawiała, jak wszystko by się potoczyło, gdyby Jonathan żył. Myślała o swoim sercu jako o popękanej i złożonej rzeczy, krainie pełnej głębokich kraterów, zdradliwych zboczy i lejów, o czymś dalekim od prostoty i łatwości. Gdzieś w oddali znajdowała się płaska preria, otwarta przestrzeń, Jonathan. Po drugiej stronie, za olbrzymią przepaścią, stał luksusowy hotel, a w nim żył Bill, stabilny i bezpieczny, choć tutaj zawsze panowała zima. Pomiędzy tymi skrajnościami rozciągała się postrzępiona, jałowa kraina.
Pomyślała o płonącej fabryce, którą widziała tamtego wieczoru w telewizji. To było coś, co idealnie pasowało do owego pasa ziemi pośrodku; coś, do czego można było trafić, podróżując z jednego krańca na drugi. Ta pierwsza miłość zdarzyła się tak dawno temu, tysiące lat, a jednak on wciąż tkwił w jej umyśle, wciąż go widziała, wciąż go czuła. Pewnego wieczoru, kiedy już zasypiała, usłyszała, jak wołał ją z dołu, i poderwała się z łóżka. Bill spojrzał na nią, uspokoiła go jednak, powiedziała, że to nic takiego, a potem poszła do łazienki i płakała. Wciąż go widziała. Na przykład pewnego słonecznego dnia 1968 roku na plaży Foster Avenue Beach, kiedy wyszedł z wody w swoich niebieskich kąpielówkach i położył się obok niej, by ogrzać się w słońcu, szczupły, muskularny i opalony. Był taki młody. W wieku Adama. Czy to możliwe? Dwie długie, błękitne żyły biegły w górę jego przedramienia i spotykały się pod łokciami. Potem znów pojawiały się na bicepsach i na ramionach, by zniknąć w końcu pod skórą na piersiach. Ten obraz, widok Jonathana idącego w jej stronę, wydawał się jednocześnie prawdziwy i fałszywy. Widywała go wiele razy, przez całe lato, czyż więc nie mogło stać się tak, że jej umysł poskładał po prostu różne fragmenty w jedną idealną całość? W gruncie rzeczy to nie miało znaczenia. To było tylko wejście w jej myślenie. Pierwsza strona księgi Jonathana. Na ostatniej leżał samotny w dżungli, umierający.

Poznali się na przyjęciu. Ona była studentką pierwszego roku uniwersytetu Northwestern, on czyimś kuzynem. Wcale nie przejmował się tym, że nikogo nie zna, że nie jest studentem. Pamiętała, jak opierała się z zamkniętymi oczami o stół i kołysała, do przodu i do tyłu, w rytm dziwnej muzyki wypełniającej ten dom. Obca melodia opierała się na nieznanych skalach i jednostajnym rytmie, niezmiennym bum bum bum bum bum bum, bum bum bum bum buum. Kiedy Renee otworzyła oczy, zobaczyła go po drugiej stronie pokoju. Trzymał w dłoni jointa i z kimś rozmawiał, gestykulował energicznie prawą ręką, podnosząc jednocześnie skręta do ust. Pijana i odurzona tabletkami, które wcześniej połknęły z jakąś dziewczyną w toalecie, wpatrywała się w niego przez całe pięć minut. Jakaś część mózgu, mówiąca jej zawsze, żeby nie patrzyła bez ustanku na tę samą osobę, albo przestała działać, albo zrobiła wyjątek dla tego jednego człowieka.
W końcu to zauważył. Jak mógłby nie zauważyć? Kiedy przeszedł przez pokój i zatrzymał się przy niej, wstała z krzesła.
Wydawało jej się, że z trudem unosi powieki.
– Cześć – powiedział. – Wyglądasz tak, jakbyś miała za chwilę umrzeć.
Muzyka grała bardzo głośno, musiał więc się pochylić, by Renee go usłyszała. Mimo to raczej krzyczał, niż mówił.
– Po prostu nie rozumiem, co to za muzyka! – wrzasnęła.
– Jest taka dziwna.
– Jak się nazywasz?
– Jestem Renee – krzyczała. – Tam jest mój przyjaciel.
– Wskazała głową. – A tam moja przyjaciółka Sheila – dodała, wskazując w inną stronę. – Czym ty jesteś?
– Czym jestem?
– To znaczy, kim jesteś?
– Kim jesteśmy? – odpowiedział pytaniem. – Wygląda na to, że ty jesteś Renee, a ja Jonathan. Cześć. Przedstawiła mu się ponownie.
– Już mi się przedstawiłaś – wrzasnął. – Jestem Jonathan. Cześć. Pytam poważnie; dobrze się czujesz?
– Nic mi nie jest, Jonathanie – odrzekła, przekrzywiając głowę. – Patrzyłam tylko na ciebie. Widziałeś, jak na ciebie patrzyłam?
– Dlatego tu przyszedłem.
– Chcesz wiedzieć, dlaczego na ciebie patrzyłam?
– Co? – ryknął.
– SPYTAŁAM, CZY CHCESZ WIEDZIEĆ, DLACZEGO NA CIEBIE PATRZYŁAM?
– Tak. – Skinął głową. – Chcę.
– POMYŚLAŁAM – wrzeszczała – ŻE WYGLĄDASZ JAK KSIĄŻĘ!
– Jak książę? – krzyknął. – To miłe. Zdaje się, że moi przodkowie byli chłopami.
– Nie, nie, nie, nie. – Pokręciła energicznie głową, uśmiechając się do niego. Poklepała go po ramieniu. – Promieniejesz – powiedziała. Spojrzała na sufit, zastanawiając się, a potem popatrzyła ponownie na mężczyznę i oświadczyła: – Wiem dokładnie, kim jesteś.
– Kim jestem? – zaciekawił się.
– Dlaczego? – spytała.
– Eee… Nie wiem?
– Kim jesteś?
– Nie chodzę do twojej szkoły. Jestem tu przypadkiem, mieszkam u swojego wuja i kuzyna…
– Jesteś Charles Martel.
Jonathan odchylił się do tyłu i wstał.
– Dziękuję ci bardzo, Renee.
Tuż za nim tańczyła jakaś jasnowłosa dziewczyna. Potrząsała głową. W pobliżu był też inny student, chłopak z grupy Renee. Spojrzała na jego usta i zrozumiała, że mówi: Tet Offensive. Zbliżał się rok 1968, na zewnątrz było zimno, jednak w tym mieszkaniu panował nieznośny upał. Muzyka była głośna. Odwróciła się od znajomego i spojrzała ponownie na Jonathana.

– Nie jestem śpiąca, Bill – powiedziała.
Pewnie jeszcze nie zaczęły działać.
Minęło już czterdzieści pięć minut – odparła. – A mnie wcale nie chce się spać. – Nie czuła się tak, jakby wielka ręka Boga sięgnęła w dół i wyłączyła jej mózg. Właściwie czuła się tak, jakby uderzył w nią piorun. – Wcale a wcale.
– Gdzie są te pigułki?
– Co?
– Gdzie są twoje tabletki nasenne?
– W torebce. – Sięgnęła do środka i zaczęła szukać foliowego woreczka. – Zabrałam kilka.
– Pokaż mi je.
Odszukała worek, spojrzała na niego i podała Billowi. Ten poprawił lampkę na górze i przyjrzał się uważnie żółtym pigułkom. Podsunął je pod sam nos.
– Mamy problem – powiedział.
– Co?
– To nie są pigułki nasenne.
– A co?
– To tabletki Adama – odparł, przechylając dłoń i pokazując jej lekarstwo. – Na ADHD. Właśnie zażyłaś amfetaminę, moja droga.
– To niemożliwe – żachnęła się, wyrywając mu woreczek.
– Ja przecież… on przestał zażywać te leki dwa lata temu. – Przyjrzała się uważniej kapsułkom. Widniał na nich maleńki biały napis: adderall.
– Mieliśmy jeszcze jedną butelkę w szafce – powiedział Bill. – Wciąż tam stoi. Przestał je zażywać, ale trzymaliśmy je na wszelki wypadek, gdyby musiał do nich wrócić.
– O Boże…
– Musiałaś wziąć rano niewłaściwe opakowanie.
Renee patrzyła prosto przed siebie, na oparcie następnego fotela. Bill się uśmiechał.