Strona główna / Popularnonaukowe / Ewolucja jest faktem

Zaproszenia

07.02.2012

Każda mama jest superbohaterką!

Podziel się z nami historią o niezwykłym bohaterstwie Twoich bliskich i wygraj rodzinny wyjazd do Pensjonatu „Karkonoski” w Karpaczu oraz bestsellerową powieść „Ocal mnie”.

Wydarzenia

09.02.2012

Wyniki konkursu SMS - wygraj romantyczną kolację dla dwojga!

"Spakowałam do walizki urlopowe słowa  i na Wakacje w Italii już jestem gotowa!"  - oto zwycięskie hasło.

Wywiady

26.01.2012

W każdym z nas jest tęsknota za nowym początkiem

Rozmowa z Renatą L. Górską, autorką powieści "Błędne siostry"

Posłuchaj i zobacz

01.02.2012

Nowa powieść Małgorzaty Wardy

Zapraszamy do obejrzenia zwiastuna powieści "Dziewczynka, która widziała zbyt wiele".

Bestsellery

TOP 20 - STYCZEŃ 2012

  1. Każdy szczyt ma swój Czubaszek Artur Andrus, Maria Czubaszek
  2. Tam gdzie ty Jodi Picoult
  3. Dallas '63 Stephen King

Fotogaleria

więcej »

Ewolucja jest faktem

Jerry A. Coyne

Przedmowa

Był dzień 20 grudnia 2005 roku. Podobnie jak wielu Amerykanów, obudziłem się z uczuciem niepokoju. Tego dnia John Jones III, sędzia federalny z Harrisburga w Pensylwanii, powinien wydać wyrok w sprawie Kitzmiller i in. przeciwko Dover Area School District i in. Proces miał charakter precedensowy: od wyroku sędziego Jonesa zależało to, w jaki sposób dzieci amerykańskie będą uzyskiwać wiedzę na temat ewolucji.
Ów oświatowy i naukowy kryzys zaczął się niewinnie, gdy urzędnicy pensylwańskich władz oświatowych w Dover zebrali się na naradę mającą wyłonić zalecane podręczniki biologii dla miejscowych szkół. Niektórzy członkowie rady szkolnej, nastawieni religijnie i niechętni darwinowskiej wykładni obowiązujących podręczników, zaproponowali alternatywne książki, zawierające biblijną wersję aktu stworzenia. Po burzliwej debacie rada podjęła uchwałę wzywającą nauczycieli biologii w Dover do odczytywania na lekcjach następującego oświadczenia:

Zgodnie z obowiązującymi w Pensylwanii standardami uczniowie obowiązani są zapoznać się z darwinowską teorią ewolucji, której znajomość wymagana jest podczas egzaminów. Ponieważ teoria Darwina jest tylko teorią, nowe odkrycia mogą zmieniać jej charakter. Teoria to nie fakt naukowy. Są w niej pewne luki, niewypełnione naukowymi dowodami. [...] Inteligentny projekt tłumaczy powstanie życia w sposób odbiegający od darwinowskiego. Uczniowie pragnący zapoznać się z tymi zagadnieniami mogą skorzystać z książki Of Pandas and People, z której dowiedzą się o założeniach inteligentnego projektu. Tak jak w przypadku każdej teorii, zaleca się uczniom zachowanie zdrowego rozsądku i sceptycyzmu.
Wywołało to burzę w środowisku oświatowym. Dwoje spośród dziewięciorga członków rady szkolnej zrezygnowało ze stanowisk, a wszyscy nauczyciele biologii odmówili odczytywania oświadczenia na lekcjach, uznając „inteligentny projekt” za przejaw myślenia religijnego, a nie naukowego. Ponieważ nauka religii w państwowych szkołach narusza konstytucję Stanów Zjednoczonych, jedenastu rozgniewanych rodziców skierowało sprawę do sądu.
Proces rozpoczął się 26 września 2005 roku i trwał sześć tygodni. Było to wydarzenie barwne, słusznie przyrównywane do tak zwanego małpiego procesu z 1925 roku, kiedy to nauczyciel licealny z Dayton (Tennessee) John Scopes został skazany za nauczanie, że człowiek pochodzi od małpy. Do sennego miasteczka Dover, podobnie jak osiemdziesiąt lat wcześniej do jeszcze bardziej sennego Dayton, ściągnęły tłumy dziennikarzy. Pojawił się nawet praprawnuk Darwina, Matthew Chapman, przygotowujący książkę na temat tego procesu.
Dla kreacjonistów nastał dosłownie sądny dzień. Oskarżyciele byli dobrze przygotowani i przebojowi, obrona słaba i mało wyrazista. Jedyny naukowiec, który zdecydował się wystąpić po stronie obrony, przyznał, że jego definicja terminu „nauka” jest na tyle pojemna, że mogłaby obejmować astrologię. Gwoździem do trumny oskarżonych było wykazanie, że Of Pandas and People to książka nierzetelna i kryptokreacjonistyczna, w której „akt stworzenia” przemianowano na „inteligentny projekt”.
Ale na tym sprawa się nie zakończyła. Sędzia Jones był nominatem George’a W. Busha, praktykującym chrześcijaninem i konserwatywnym republikaninem – nie bardzo nadawał się na obrońcę darwinizmu. Wszyscy wstrzymali oddech i czekali, co się wydarzy.
Wreszcie, na pięć dni przed Bożym Narodzeniem, sędzia Jones wydał orzeczenie – na korzyść teorii ewolucji. W swojej mowie nie przebierał w słowach, stwierdzając, że postępowanie rady szkolnej nacechowane było „niepojętą głupotą”, że obrona kłamała, mówiąc o braku religijnej motywacji, i że inteligentny projekt jest po prostu przefarbowanym kreacjonizmem:

Wedle naszej oceny racjonalny i bezstronny obserwator, zapoznawszy się szczegółowo z obszernymi wyjaśnieniami stron, musi dojść do nieuchronnego przekonania, że inteligentny projekt jest wprawdzie ciekawą koncepcją teologiczną, ale nie należy do sfery nauki. […] Krótko mówiąc, stanowisko [rady szkolnej] zniekształca przesłanie teorii ewolucji, przedstawia fałszywie jej status w środowisku naukowym, zaszczepia wątpliwości w umysłach młodzieży bez przekonujących dowodów naukowych, przedstawia uczniom religijną alternatywę przebraną w szaty teorii naukowej, zachęca ich do studiowania literatury kreacjonistycznej [Of Pandas and People], jakby chodziło o źródło naukowe, i może skłaniać do porzucenia dociekań naukowych w klasie na rzecz poszukiwania religijnej interpretacji gdzie indziej.
Jones odrzucił także stanowisko obrony, głoszące, że teoria ewolucji wykazuje fatalne błędy:

Darwinowska teoria ewolucji z pewnością nie jest doskonała. Jednakże z faktu, że teoria naukowa nie potrafi jeszcze wytłumaczyć wszystkiego, nie wynika, byśmy mieli lansować w szkole niepopartą dowodami, alternatywną hipotezę opartą na religii i zniekształcać ugruntowane przekonania naukowe.
O prawdzie naukowej rozstrzygać powinni jednak naukowcy, nie sędziowie. To, co uczynił Jones, sprowadzało się jedynie do obrony nauki przed zakusami jej przeciwników, nastawionych tendencyjnie i myślących w sposób dogmatyczny. Niemniej jego orzeczenie było wspaniałym zwycięstwem amerykańskiego szkolnictwa, ewolucji i samej nauki.
Nie pora jednak na świętowanie. Przed nami wiele bitew, które musimy wygrać, by zapobiec cenzurowaniu ewolucjonizmu w szkołach. W ciągu ponad 25 lat moich walk w obronie biologii ewolucyjnej nauczyłem się, że kreacjonizm jest jak wańka-wstańka: możesz go obalić, lecz zaraz potem wstanie, gotów do działania. Chociaż proces w Dover dotyczył tylko Amerykanów, kreacjonizm to problem, który nie ogranicza się do Ameryki. Kreacjoniści – a wśród nich nie tylko chrześcijanie – zapuścili też korzenie w innych regionach globu, w szczególności w Wielkiej Brytanii, Australii i Turcji. Wygląda na to, że bitwa o ewolucję będzie trwała bez końca. A bitwa ta jest częścią większej wojny – między racjonalizmem a przesądami. Stawką jest los nauki – i wszelkich dobrodziejstw, które może nam zaoferować.
Krytycy ewolucji – w Ameryce i gdzie indziej – powtarzają jak mantrę: „Teoria ewolucji znalazła się w kryzysie”. W podtekście: darwinizm napotkał na bariery, których nie potrafi przezwyciężyć. Tyle że ewolucja to nie „tylko teoria”, a tym bardziej teoria w kryzysie. Ewolucja jest faktem. Ostatnie 150 lat to nie kolejne bariery do przezwyciężenia, ale rosnąca góra dowodów potwierdzających jej istnienie. Dziś wiemy już nie tylko, że proces ewolucji zachodził, ale że przebiegał zgodnie z przepowiedniami Darwina – drogą doboru naturalnego.
Ta książka przedstawia najważniejsze dowody na rzecz ewolucji. Wiem, że żadna liczba dowodów nie wywrze wrażenia na tych, którzy przeciwstawiają się darwinizmowi z przyczyn religijnych – ich wiara nie opiera się na dowodach. Ale wątpiącym, albo tym, którzy akceptują ewolucję, lecz nie potrafią jej bronić, jej lektura dostarczy przekonujących argumentów. Przedstawiam je w poczuciu, że wielu ludzi na świecie dzieli ze mną fascynację siłą darwinowskiej argumentacji i przyjmuje bez lęku wszystkie jej implikacje. (…)


Rozdział 8. A co z nami?

Człowiek darwinowski, grzeczny i chwalony,
To wszak co najwyżej szympans wygolony.
– William S. Gilbert, Arthur Sullivan, Princess Ida

Gdy w 1924 roku Raymond Dart sposobił się do ślubu przyjaciela, wpadło mu w rękę – dosłownie! – coś, co stało się najsłynniejszym znaleziskiem kopalnym XX wieku. Dart był nie tylko młodym profesorem anatomii w University of Witwatersrand w Afryce Południowej, ale także antropologiem amatorem, i rozgłaszał, że poszukuje „ciekawych znalezisk”, by wzbogacić nowe muzeum anatomiczne. W momencie, gdy Dart zakładał smoking, listonosz przyniósł mu dwie skrzynki skał zawierających fragmenty kości wydobytych w kamieniołomie wapienia niedaleko Taungs, w Transvaalu. W swoich wspomnieniach, zatytułowanych Na tropach brakującego ogniwa, Dart tak opisuje ów moment:

Zaraz po zdjęciu pokrywy zadrżałem z emocji. Na samym wierzchu skalnego rumowiska zauważyłem coś, co było niewątpliwie odlewem wnętrza czaszki lub skamieniałym wnętrzem czaszki. Nawet jeżeli był to kopalny mózg jakiegoś gatunku małpy człekokształtnej, dokonywałem wielkiego odkrycia, niczego bowiem podobnego dotąd nie znaleziono. Ale już na pierwszy rzut oka zorientowałem się, że przedmiot, który trzymałem w swych dłoniach, nie był zwykłym antropoidalnym mózgiem. Tu oto w spojonym wapnem piasku spoczywał okaz mózgu trzy razy większego od mózgu pawiana i znacznie większego od mózgu każdego dorosłego szympansa. Rewelacyjny obraz zwojów i bruzd mózgowych oraz naczyń krwionośnych czaszki był zupełnie wyraźny.
Mózg ten nie był na tyle duży, aby mógł być mózgiem człowieka pierwotnego, ale jak na małpę człekokształtną był pokaźny, a przy tym wypukły i, co najważniejsze, przodomózgowie było tak duże i rozwinięte do tyłu, że kompletnie pokrywało tyłomózgowie.
Czy znajdę jeszcze wśród mego stosu skał część twarzową pasującą do tego mózgu? Gorączkowo przerzucałem zawartość pak. Zostałem nagrodzony, znalazłem bowiem wielki kamień z wgłębieniem, do którego dokładnie pasował odnaleziony odlew. Na głazie tym można było dojrzeć lekki zarys złamanej części czaszki, a nawet tylną część żuchwy i zębodołu, co wskazywało, że część twarzowa mogła się jeszcze znajdować gdzieś w tym kamiennym bloku. […]
Stałem w cieniu, obejmując dłońmi mózg z chciwością sknery, pieszczącego złoto i pełen podniecenia rozmyślałem, że jest to z pewnością jedno z najważniejszych znalezisk w dziejach antropologii.
Przyszła mi na myśl ogólnie zdyskredytowana wówczas teoria Darwina, że praprzodkowie człowieka żyli prawdopodobnie w Afryce. Czyżby to mnie właśnie udało się odnaleźć „brakujące ogniwo”?
Czarowne sny na jawie przerwał mi sam oblubieniec, szarpiąc mnie za rękaw.
„Ray, na miłość boską – powiedział, starając się pohamować zdenerwowanie. – Musisz natychmiast się ubrać, albo poszukam sobie innego drużby. W każdej chwili może nadjechać samochód i ruszamy do ślubu”.

Wzburzenie pana młodego jest zupełnie zrozumiałe. Nikt nie lubi skonstatować w dniu ślubu, że uwagę jego drużby bardziej przykuwa skrzynka zakurzonych kamieni niż zbliżający się moment zawarcia związku małżeńskiego. Trudno jednakże nie czuć sympatii i do Darta. W książce O pochodzeniu człowieka Darwin wyraził przypuszczenie, że nasz gatunek miał swe początki w Afryce, tam bowiem właśnie żyją nasi najbliżsi krewni – szympansy i goryle. Było to jednak zaledwie przeczucie. Nie potwierdzały go żadne skamieniałości. Istniała natomiast oczywista ewolucyjna przepaść pomiędzy nami a wspólnym przodkiem, który musiał nas łączyć z innymi wielkimi małpami – przodkiem, który z pewnością bardziej przypominał małpę niż człowieka. Owego dnia 1924 roku natrafiono na pierwszy ślad wskazujący, że uda się w końcu przerzucić most nad tą przepaścią: tkwił on właśnie tam, w drżących rękach Darta, wyraźny zwiastun tego, co przez długi czas nazywano dla uproszczenia „brakującym ogniwem”. Ciekawe, jak Dart mógł skupić się na obowiązkach drużby. (…)