|
Marek Hołyński |
Komu to służy i do czego się przyda?
Jaki szalony postęp dokonał się w mojej dziedzinie; cóż za szczęśliwy przypadek, że miałem okazję śledzić go niemal od kolebki! Na początku nikt nam nie proponował kręcenia filmów o dinozaurach. Grafikę komputerową traktowano wtedy niczym fanaberię. I dawano nam to odczuć przy każdej okazji.W połowie lat siedemdziesiątych kraje socjalistyczne borykały się ze stworzeniem „jednolitego systemu maszyn cyfrowych”, czyli domorosłej kopii IBM-owskiej serii 360. Aby skoordynować wysiłki, powołano przy RWPG międzynarodową komisję, która objeżdżała zaangażowane w tę pracę ośrodki badawcze.
Instytut, w którym byłem zatrudniony, utrzymywał, dzięki osobistym znajomościom pracowników, ożywione kontakty z Zachodem i prowadził badania niewiele odstające od światowej czołówki. Mieliśmy się czym szczycić. Pewni pozytywnego wyniku inspekcji, z dumą oprowadzaliśmy gości po pracowniach.
Na sam koniec zostawiliśmy asa atutowego: laboratorium grafiki komputerowej. Ale kino! Geometryczne figury poruszające się na czarnym ekranie. Bryły składały się z białych, nieco koślawych linii symbolizujących krawędzie (bez wypełniania ścianek), ich ruchy były nieco ospałe, bo komputer nie potrafił liczyć szybciej. Nasz pokaz zrobił jednak wrażenie.
Tylko przewodniczący komisji, członek korespondent radzieckiej Akademii Nauk, w podsumowaniu nie był zbyt skory do pochwał. „Macie zdolną kadrę, gospoda - powiedział z niesmakiem („gospoda”, a nie „towarzysze”; niewątpliwie uprzedzono go, że wśród zgromadzonych kierowników zakładów nie ma ani jednego członka bliskiej mu organizacji). - Czemu zatem pozwalacie sobie bawić się jakimiś obrazkami? Komu to służy i do czego się przyda? Tymczasem wiele ważnych zagadnień czeka na rozwiązanie. Ot, choćby takie komputerowe sterowanie obrabiarkami - iluż to ludzi tego potrzebuje!”
Jeśli ów profesor jest teraz członkiem jakiejś akademii, to chyba z nią koresponduje w innym duchu. W ostatnim dwudziestoleciu żaden z działów informatyki nie rozwijał się równie szybko jak grafika komputerowa. Mało tego, dzięki niej wprowadzono komputery do sztuki, chirurgii plastycznej i projektowania mody - dziedzin, które nigdy nie zaakceptowałyby maszyn w innej roli.
@
W naukowym dodatku do popularnej codziennej gazety przeczytałem niedawno, że nie wiadomo dokładnie, jakie były początki grafiki komputerowej. Tak, jakby minęły stulecia i jej historia zatarła się w mroku dziejów. A przecież dziedzina jest w miarę nowa - wielu jej pionierów jest jeszcze ciągle aktywnych zawodowo.Grafika komputerowa narodziła się w końcu lat pięćdziesiątych z dokonań pokutujących do dziś pod nazwą „sztuka ASCII” (od przyjętego standardu kodu alfanumerycznego - American Standard Code for Information Interchange). Za pierwszą zarejestrowaną kompozycję uchodzi popularna wówczas sylwetka człowieczka zbudowanego z litery „o” oraz paru symboli /,,









1
2
4