Strona główna / / Wywiady / Dostajesz rolkę papieru na kwartał. Ale szminek miałam pięć

Nowości

Pocałunek pod jemiołą

Lisa Kleypas
Cena detaliczna: 34,00 zł

Dzienniki 1954-1955

Agnieszka Osiecka
Cena detaliczna: 59,90 zł

Ziemia przeklęta

Phillip Lewis
Cena detaliczna: 44,00 zł

Zapowiedzi

Masa. Od greckich atomów do pól kwantowych

Jim Baggott
Cena detaliczna: 45,00 zł

Reguła przetrwania. Jak zwierzęta radzą sobie z niebezpieczeństwami

Vitus B. Dröscher
Cena detaliczna: 39,90 zł

Mała zła książka

Magnus Myst
Cena detaliczna: 32,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Nora Katarzyna Puzyńska
  2. Nie zabijaj tej miłości Anna Karpińska
  3. Boso, ale w ostrogach Stanisław Grzesiuk
09.05.2018

Dostajesz rolkę papieru na kwartał. Ale szminek miałam pięć

Królowa mafii – Monika Banasiak „Słowikowa” – o kulisach więzienia dla kobiet.

Czy bycie "królową mafii", pomaga czy przeszkadza, kiedy trafia się do aresztu?

- Może to kogoś zdziwi, ale mnie przeszkadzało. Do aresztu na Grochowie, popularnie nazywanego Kamczatką, “wjechałam” na ksywie "Słowikowa". Z jednej strony zyskałam dzięki temu szacunek osadzonych dziewczyn, ale z drugiej, po jakimś czasie, zaczęto ode mnie oczekiwać, że będę reagować adekwatnie do sytuacji, gdy zajdzie taka potrzeba. Bo przecież "Słowikowa" nie może być grzeczną dziewczynką.

Trudno przypuszczać, że żona słynnego bossa, która sama została oskarżona o kierowanie grupą przestępczą, jest grzeczną dziewczynką.

- Brzydzę się przemocą. W świat poszła fama, że jestem ostrą, bezwzględną kobietą, która działa w strukturach przestępczych. Nie będę ukrywać, że były takie sytuacje, w których musiałam posłużyć się działaniami, które sama potępiam. No bo jeśli ktoś mnie szarpie, to nie będę stać i dawać się szarpać. Jeśli ktoś w areszcie był “niedobry”, to trzeba było zadziałać taką samą siłą, a nie perswazją i okrągłym ładnym zdaniem. To nie jest miejsce, w którym mówi się “przepraszam, czy byłabyś tak uprzejma nie robić czegoś, co mi przeszkadza”. W areszcie można stracić życie, a jeśli nie życie, to resztki ludzkiej godności. Sytuacje, w których mógł wybuchnąć konflikt, zdarzały się non stop. 

O co wybuchały konflikty?

- Trafiasz do miejsca, w którym po pewnym czasie postawienie krzywo szklanki powoduje, że dostajesz cholery. Areszt to nie jest normalny świat. Cela ma sześć metrów na cztery, a w niej sześć dziewczyn. Okno jest zakratowane, zamalowane i zabezpieczone z zewnątrz blendą, więc nie widać nieba, a cyrkulacja powietrza jest niemal zerowa i latem czujesz się jak w piekarniku. Do tego przez 23 godziny na dobę leżysz, bo jest za mało miejsca, żeby chodzić po celi i tylko przez godzinę możesz być na betonowym spacerniaku o wymiarach mniej więcej 11 kroków na 9, nad którym rozpościera się siatka. To wszystko powoduje, że trzeba mieć ogromnie dużo umiejętności panowania nad sobą, żeby dać sobie psychicznie radę. W takich warunkach nawet normalny człowiek traci kontakt z samym sobą, a do więzienia trafiają osoby, które niespecjalnie umieją panować nad emocjami, więc w więziennych warunkach ich cechy tylko się wyostrzają. To miejsce wydobywa z człowieka najgorsze cechy.

Np.?

- We mnie nic na gorsze się nie zmieniło. Jak mówi moja mama, “dobrego karczma nie zepsuje, a złego klasztor nie naprawi”. Trzeba mieć tylko kręgosłup moralny i odrobinę inteligencji emocjonalnej. Wtedy można wybrnąć z wielu sytuacji, choć też nie zawsze. Człowiek doprowadzony do granic wytrzymałości nerwowej i fizycznej, żeby przeżyć, przestaje w pewnym momencie zastanawiać się nad tym, co i jak robi, tylko działa tak, żeby jemu było najlepiej. Po trupach i za wszelką cenę. Ja tak nie robiłam.

Co jest najgorszego w więziennej codzienności?

- Powtarzalność. Jest nawet taka więzienna wyliczanka: „śniadanie, spacer, obiad, kima i dnia ni ma”. Codziennie budzisz się i wiesz, że dostaniesz te same bodźce słuchowe, węchowe, wzrokowe. Nie możesz ich sobie zamienić na inne. Na powierzchni 6 na 4 masz wszystko. Tam się śpi, tam się je, tam się myje, pierze i korzysta z ubikacji, która jest w kącie. Zapytasz jak można robić kupę przy wszystkich i wydawać wiążące się z tym odgłosy, ale to jest stały fragment gry.

Gry?

- Zasada jest taka, że jak któraś idzie do kącika, bo tak nazywa się kibelek, to odkręca się wodę, żeby zagłuszyć odgłosy. Można też pogłośnić muzykę w więziennym radiowęźle, który gra w celi non stop. Na desce trzeba było siedzieć okrakiem, bo inaczej kolana się nie mieściły, a głową  dotykało się drzwi. Choć i tak dobrze, że były, bo są więzienia, w których wisi jedynie szmata. W kąciku też się podmywasz, pod warunkiem, że masz miskę. Miska jest na talon, który zatwierdza i akceptuje koordynator. Jak już masz talon, wysyłasz go komuś na wolności albo wręczasz na widzeniu, czekasz na zakup i wysyłkę albo przyniesienie na następne widzenie i wtedy możesz używać.

Co jeszcze można zamówić na talon?

- Kosmetyki, byleby nie były w płynie albo sprayu. Czyli jeśli dezodorant, to w kulce, a mydło w kostce. Możesz też zamówić zeszyty, długopisy, kredki, czajnik, gazety. Ja miałam swój czajnik, ale dzieliłam się z innymi, bo trudno żeby w celi było sześć czajników. Faza by padła. Od państwa dostajesz tylko mydło, ręcznik, szampon i rolkę papieru toaletowego.

Raz na tydzień?

- No co ty, raz na kwartał! Choć ja i tak swój oddawałam, bo dostawałam papier z zewnątrz. Szampon akurat był w płynie i można go było kupić z tak zwanej „wypiski”. Wypiska to rodzaj sklepu, w którym były droższe artykuły. Każdy osadzony ma swoje konto, na które ktoś z wolności może wpłacić pieniądze i za nie można było nabyć produkty wymienione właśnie w „rozpisce”. Na przykład kosmetyki albo artykuły spożywcze.

Kupowałaś kosmetyki?

- Miałam doskonale wyposażoną kosmetyczkę. W tym z cztery albo pięć szminek. Codziennie się malowałam, bo musiałam zachować resztki godności. Zamawiałam też farbę do włosów, więc w ogóle nie miałam odrostów. Natomiast ograniczona było ilość odzieży ze względu na brak miejsca w celi.  Każdy ma jedną kuwetę pod łóżkiem i tam wszystko trzyma. Ale 12-centymetrowe Louboutiny miałam.

Rozmawiała Nina Harbuz.
Więcej na Gazeta.pl

wersja do druku