Strona główna / / Wywiady / Danuta Noszczyńska: Nie znam pojęcia nudy, ale znam pojęcie niemocy

Nowości

Żony, kochanki, damy, intrygantki. Niezwykłe kobiety u boku naszych władców.

Andrzej Zieliński
Cena detaliczna: 36,00 zł

Latarnia z Kiss River

Diane Chamberlain
Cena detaliczna: 39,90 zł

Tytus, Romek i A'Tomek - Księga XXIV. Tytus w NATO

Henryk Jerzy Chmielewski
Cena detaliczna: 6,99 zł

Zapowiedzi

24 godziny. Coś się dzieje na budowie

Britta Teckentrup
Cena detaliczna: 35,00 zł

Zmarszczki czasoprzestrzeni. Einstein, fale grawitacyjne i przyszłość astronomii

Govert Schilling
Cena detaliczna: 49,90 zł

Jerzy Dziewulski o terrorystach w Polsce

Jerzy Dziewulski, Krzysztof Pyzia
Cena detaliczna: 36,00 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Splątane korzenie Virginia C. Andrews
  2. Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska Remigiusz Grzela
  3. Dwie rodziny Joanna Miszczuk
09.06.2017

Danuta Noszczyńska: Nie znam pojęcia nudy, ale znam pojęcie niemocy

Danuta Noszczyńska ma wiele ról – pisarka, reżyserka, scenarzystka – i w każdej sprawdza się rewelacyjnie. Właśnie ukazała się jej nowa książka pt. Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie, w której opisuje konsekwencje ludzkiej chciwości.


Pani Danuto, przygotowując się do tego wywiadu, odniosłam wrażenie, że jest pani człowiekiem orkiestrą. Pisarka, reżyserka teatralna, autorka scenariuszy, a także prowadząca warsztaty plastyczne dla dzieci i wiele innych inicjatyw kulturalnych. Przypuszczam, że nie zna pani pojęcia nudy?
Rzeczywiście, nie wiem, co to nuda, ale znam pojęcie niemocy. Nachodzi mnie ona wówczas, gdy podejmę się zbyt wielu rzeczy naraz i miewam trudności z organizacją czasu. Ostatecznie jakoś sobie z tym radzę, ale bywa i tak, że czasem opadają mi ręce.

Spełnia się pani, żyjąc na wysokich obrotach?
Tak, ale nie jestem pracoholiczką. Znajduję chwile równowagi między pracą a odpoczynkiem, a nawet, powiedziałbym, lenistwem. Z reguły robię sobie pauzy pomiędzy napisaniem jednej książki a kolejnej, podobnie jest z moimi autorskimi spektaklami oraz wszystkimi innymi przedsięwzięciami. Po prostu muszę po każdym intensywnym wysiłku twórczym trochę okrzepnąć, nabrać dystansu, przygotować się na kolejne działanie.
Która z tych ról jest dla pani najważniejsza? A może nie dałoby się z żadnej zrezygnować, bo one wzajemnie się uzupełniają?
Właśnie niedawno zrezygnowałam z pracy zawodowej. Nadal udzielam się w kulturze, ale jako wolny strzelec. Praca etatowa w tak zwanej budżetówce narzuca twórcy całą masę pozamerytorycznych ograniczeń, stawia wymogi, które z czasem stały się dla nie do zaakceptowania. Nie chcę być związana z firmami, gdzie kreatywność, talent, doświadczenie zawodowe nagle stało się mniej ważne niż zdolność elastycznego dopasowywania się do coraz dziwniejszych realiów. Pod koniec ubiegłego roku złożyłam wypowiedzenie – i czuję się z tym bardzo dobrze.

Na rynku właśnie ukazuje się pani najnowsza powieść pod nieco przewrotnym tytułem "Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie". To druga książka z cyklu "Siedmiu Grzechów Głównych". Skąd w ogóle pomysł, aby stworzyć taką serię?
Chciałam stworzyć serię powieści wydanych pod wspólnym hasłem, ale niepowiązanych ze sobą tymi samymi bohaterami. A ponieważ zawsze starałam się w moich książkach wplatać do fabuły jakiś wątek społeczny, problem grzechów głównych narzucił mi się w dość naturalny sposób, ponieważ daje mi to możliwość poruszenia wielu aspektów ludzkiej natury.

Drugim z grzechów głównych jest chciwość, i to właśnie ta cecha stanowi punkt wyjściowy historii, jaką opisała pani w książce "Futra, perły i łzy jak piołun gorzkie". Polacy to chciwy naród? Jakie ma Pani doświadczenia w tej kwestii?
W każdym narodzie bywają ludzie chciwi i hojni. Gdybym miała uogólniać, powiedziałabym, że Polacy są w większości ludźmi "z gestem", skorymi do zachowań altruistycznych, często bezinteresownymi. Ale zdarzają się i tacy, którzy z wielkim zapałem gromadzą dobra materialne, nawet jeśli miałoby się to odbywać cudzym kosztem. Myślę, że każdy jest w stanie wskazać choćby jeden taki przypadek w swoim bliższym lub dalszym otoczeniu. Ja również miałam okazję widzieć współczesną wersję zaadaptowanej przez samo życie bajki O rybaku i złotej rybce. Stąd chyba motto mojej powieści, o dobru i złu, które zawsze powraca.
Zastanawiam się, czy pisząc, wzoruje się pani na konkretnych osobach z otoczenia, czy jednak całość jest wynikiem radosnej twórczości autora?
Nie zawsze radosnej, ale jednak wyłącznie twórczości własnej. Nie opisuję znanych mi ludzi ani przypadków z ich życia, uważam, że to byłoby wobec nich nie fair. Mam na tyle dużą wyobraźnię, że stwarzam sama moich bohaterów i sama kieruję ich losami.

Wróćmy do pani nowej powieści. Sandra, czyli główna bohaterka, pochodzi z małego miasteczka. Nie pada jego nazwa, ale ja również pochodzę z regionu, w którym pani mieszka, i mam wrażenie, że przemyciła pani pewne elementy z własnego środowiska.
No jasne, że tak. Bardzo chętnie wracam wspomnieniami do dzieciństwa i lubię wplatać do moich książek opisy otaczającej mnie wówczas przyrody, a nawet pewne elementy biograficzne. Oczywiście odpowiednio spreparowane na potrzeby fabuły.

Sandra wydała mi się nieco naiwna. Już od początku, kiedy chrzestny pojawił się na progu jej mieszkania, żądając noclegu, wiedziałam, że jest podejrzanym człowiekiem. Sandra tego nie dostrzegała – czy może nie chciała dostrzec? Wobec najbliższych jesteśmy mniej krytyczni?
Sandra nie jest naiwna, przynajmniej w moim zamierzeniu. Jest ufna. Jak każdy człowiek dobry z natury, tłumaczy sobie zachowania ludzi wszystkim innym, tylko nie ich złą wolą. Dużo czasu musi upłynąć, aby zrozumiała, że ktoś po prostu z własnej woli i całkiem świadomie postępuje jak ostatnia świnia.

Zaskoczyła mnie tematyka książki. Literatura kobieca kojarzy się z singielkami szukającymi męża, nieszczęśliwie zakochanymi młodymi kobietami, które na prowincji zaczynają nowe życie. Tymczasem otrzymałam od pani powieść o najgłębiej skrywanych ludzkich żądzach, tajemnicach, a także o niebezpieczeństwach, w jakie wpada człowiek, goniąc za pieniądzem. Udowadnia pani, że literatura kobieca może być wartościowa. Skąd więc takie krzywdzące opinie na jej temat?
Wielu osobom literatura kobieca tak się kojarzy. Właściwie to pojęcie nigdy nie zostało zdefiniowane, dlatego trudno mi na ten temat dyskutować. Ja sama nie wiem, co piszę, czy jest to jeszcze literatura kobieca czy już nie, i, szczerze mówiąc, jest mi to zupełnie obojętne. Nigdy się nie przejmowałam opiniami na temat literatury kobiecej.

Wydawca reklamuje książkę hasłem „Zarówno dobro, jak i zło wracają do człowieka ze zdwojoną mocą”. Wierzy w to pani?
Nie tylko wierzę, ale i doświadczam przez całe moje życie. Człowiek swoimi uczynkami sam zapracowuje sobie na to, co ma. Czasem może się wydawać, że osiąganie korzyści w sposób niegodny, krzywdzący innych jest skuteczniejszym i szybszym sposobem na dotarcie do celu, ale to tylko z pozoru tak wygląda. Każdy uczynek jest rodzajem inwestycji, czasem długoterminowej, ale los zawsze spłaca długi, nawet z odsetkami.

Trzecim grzechem głównym jest nieczystość. Rozumiem, że w następnej powieści podejmie się pani tego tematu? Kiedy książka ukaże się na rynku?
Książka o rozwiązłości – bo tę wersję nazwy kolejnego grzechu wolę – jest już na ukończeniu. Będzie nosiła tytuł "Nieświęta rodzina" i zostanie wydana po wakacjach.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała Magdalena Majcher

wersja do druku