Strona główna / / Wywiady / Czas na kolejną przyjaźń – rozmowa z Anną Karpińską

Nowości

Natalii 5

Olga Rudnicka
Cena detaliczna: 33,00 zł

Baśń o Latającym Rumaku

Henryk Bardijewski
Cena detaliczna: 29,90 zł

Skąd się wzięło pisklę w jajku? (audiobook CD)

Christian Dreller, Petra Maria Schmitt
Cena detaliczna: 24,90 zł

Zapowiedzi

Jesteś moja

Helen Klein Ross
Cena detaliczna: 38,00 zł

Pocałunek stali

Jeffery Deaver
Cena detaliczna: 42,00 zł

Zmarszczki czasoprzestrzeni. Einstein, fale grawitacyjne i przyszłość astronomii

Govert Schilling
Cena detaliczna: 49,90 zł

Bestsellery

TOP 20

  1. Splątane korzenie Virginia C. Andrews
  2. Podwójne życie reporterki. Fallaci. Torańska Remigiusz Grzela
  3. Dwie rodziny Joanna Miszczuk
01.08.2016

Czas na kolejną przyjaźń – rozmowa z Anną Karpińską

O najnowszej książce „Przekonaj mnie, że to ty”, fascynacji Chorwacją, przyjaźniach z bohaterami, relacji między matkami a córkami oraz inspiracjach.

– „Bez zdarzeń, ludzi, zajęć, wrażeń nie byłoby ani mnie, ani moich bohaterów”. Tak Pani mówi o swoich książkach. Muszę zatem spytać, jakie konkretne zdarzenia, ludzie, zajęcia i wrażenia były pretekstem do powstania „Przekonaj mnie, że to ty”?
– Nie buduję fabuły książki w oparciu o konkretne fakty z życia ludzi, z którymi się stykam. Moje bohaterki nie mają pierwowzorów, a ich historie rodzą się w mojej wyobraźni.
Redaktor przyjmujący do druku „Chorwacką przystań”, której akcja częściowo toczy się podczas wojny bałkańskiej, zapytał mnie, czy byłam tam korespondentem wojennym. Uwierzył w prawdziwość realiów.
– Zatem nie tylko ja uległem Pani wiarygodności…
– Nie byłam wówczas w Chorwacji. Ten piękny kraj odwiedziłam po raz pierwszy dopiero czternaście lat później, kiedy po wojnie nie było już śladu. Jednak miałam coś wspólnego z Aną, polską korespondentką w Dubrowniku – sama byłam dziennikarką i znałam kontekst pracy w ogólnopolskim dzienniku. Po rzetelnym reaserchu w bibliotece, przejrzeniu gazet z tamtych lat i wyłowieniu przydatnych informacji mogłam „wczuć się” w moją bohaterkę.
– Czyli dokumentacja jest ważna.
– Gromadzę w głowie obserwacje, przyglądam się ludziom, ich wzajemnym relacjom, a jeżdżąc po świecie kolekcjonuję wrażenia i doznania. To z nich czerpię, budując postacie bohaterów. Staram się, żeby byli wiarygodni, a ich postępowanie uzasadnione sytuacją. Przydaje się mój wrodzony zmysł obserwacji.
– Jak zatem było w przypadku „Przekonaj mnie, że to ty”?
– Już na etapie obmyślania wątków wiedziałam, że akcję umieszczę częściowo w Hiszpanii, którą odwiedziłam we wrześniu ubiegłego roku. Widziałam, posmakowałam, nawiązałam kontakty. Miałam świetne tło do romantycznej historii. W Krynicy Morskiej też bywałam wielokrotnie. Spodobał mi się jej klimat, umieściłam ją w powieści. Fabuła tworzyła się sama…
– Zawsze mnie interesowało, czy autorzy nawiązują relacje ze swoimi bohaterami. Czy Pani ze swoimi potrafi się zaprzyjaźniać?
– Dziękuje za to pytanie. Bardzo lubię wszystkie moje główne bohaterki i niezmiernie się do nich przywiązuję. Wpędzam je zazwyczaj w potężne kłopoty, ale właśnie dlatego, że je lubię, pod koniec każdej powieści znajduję sposób, by je z nich wyciągnąć. Wydaje mi się, że jeżeli autorka czuje do swoich bohaterek sympatię, podobne odczucia będą mieć również czytelnicy.
– To ciekawe.
– Po zakończeniu książki zaczynam traktować bohaterki jak realne postaci. Zastanawiam się nawet czasami, czy nie wysłać im kartek ze świątecznymi życzeniami…
– Podczas lektury Pani najnowszej książki wiele matek, ale i córek, zastanowi się zapewne nad wzajemnymi relacjami. Dlaczego ten temat jest ważny?
– Dużo jest ważnych tematów, które można podjąć, jednak moim zdaniem relacja matka–córka to jeden z ciekawszych. Dwie kobiety w różnym wieku, które łączy miłość, naturalną koleją rzeczy konkurujące ze sobą. Dwa światy przyciągające się, a jednocześnie odpychające. Miłość i nienawiść. Troska i pretensje. Siłę tej relacji przebija wyłącznie moc przeżyć pomiędzy kobietą a mężczyzną. Tyle że z matką nie można się rozstać…
– Na czym polega największa trudność w kształtowaniu tej relacji?
– Nie wiem. I z punktu widzenia córki nie dowiem się tego na pewno, ponieważ moja mama już nie żyje.
– Przykro mi.
– Wracając jednak do pytania. Po lekturze zamieszczanych w różnych pismach porad psychologicznych powiedziałabym, że najbardziej przydatne są cierpliwość i dojrzałość. Ponieważ jednak w swoich książkach mogę sobie pozwolić na luksus eksperymentowania, każda moja para „matka–córka” rządzi się swoimi prawami. A ja trzymam kciuki za wszystkie. To bardzo trudna, ale i dobre relacje.
– Odniosłem wrażenie, że bardzo ważną rolę w naprawie kontaktów międzyludzkich odgrywa rozmowa.
– Rozmowa to podstawa. Niemniej jednak w prawdziwym życiu bardzo trudno znaleźć parę ludzi, którzy przykładają do niej jednakową wagę, jako do sposobu rozwiązywania konfliktów. Na ogół zabiega o to jedno z nich. Zgodnie z porzekadłem: „W tym największy jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz”.
– Co jest wyznacznikiem dobrej rozmowy?
– Chęć i zaangażowanie obu stron. Przyjaźń pomiędzy stronami, bo jak rozumiem nie rozmawiamy tu o handlowych negocjacjach, opisanych w literaturze fachowej i serwowanych na szkoleniach dla sprzedawców. Żeby się dogadać, trzeba się lubić i rozumieć.
– W kontekście Pani najnowszej książki nie mogę pominąć tej kwestii. Proszę opowiedzieć czytelnikom o „swojej” Hiszpanii.
– Mogłabym dużo mówić o „swojej” Chorwacji, którą znam doskonale i kocham. Hiszpanii na razie posmakowałam. Ale nie zamierzam odpuścić. We wrześniu jadę do Malagi, zwiedzę Andaluzję. Hiszpanie są otwarci, co bardzo sobie cenię, miejscowe słońce pieszczące, a nie palące, woda ciepła. Jest co zobaczyć i co zjeść. No i nie jest najdrożej. Zapewniam, że nie reklamuję tego kraju za pieniądze. I ufam, że po kolejnym pobycie będę mogła powiedzieć o nim więcej.
– Trzymam Panią za słowo! Tymczasem ostatnie pytanie. Wielu autorów często korzysta z sugestii czy historii zaczerpniętych od swoich czytelników. Czy należy do nich również Pani?
– Być może pana zawiodę, ale jak do tej pory ani razu nie posłużyłam się historią zaczerpniętą z życia konkretnej osoby. Po napisaniu książki zasiadam nad wymyślaniem fabuły kolejnej. To męczący proces. Dlatego tak cieszy mnie, gdy pomyślne wiatry przywiewają do mnie „znikąd” pomysł i nadzieję na kolejne miesiące – z jakąś Aną, Martą, Weroniką, Ulką czy Dagmarą… Czas na kolejną przyjaźń.

Rozmawiał: Marcin Wilk

wersja do druku