Strona główna / / Wywiady / Co by było, gdyby...

Nowości

Księga Elżbiety

Joann Davis
Cena detaliczna: 28,00 zł

Jane Eyre

Charlotte Brontë
Cena detaliczna: 34,00 zł

Dziewczynka, która widziała zbyt wiele

Małgorzata Warda
Cena detaliczna: 32,00 zł

Zapowiedzi

Tajemnica niebieskiego kufra

Lise Dion
Cena detaliczna: 29,90 zł

Dziennik 1931-1934

Anaïs Nin
Cena detaliczna: 52,00 zł

Putin. Człowiek bez twarzy

Masha Gessen
Cena detaliczna: 39,90 zł

Bestsellery

TOP 20 - STYCZEŃ 2012

  1. Każdy szczyt ma swój Czubaszek Artur Andrus, Maria Czubaszek
  2. Tam gdzie ty Jodi Picoult
  3. Dallas '63 Stephen King

Fotogaleria

więcej »
22.12.2008

Co by było, gdyby...

Z Adamem Przegalińskim, autorem "Jutro wyjeżdżam do Laponii" rozmawia Janusz Paliwoda.

Janusz Paliwoda: Kiedy Przegaliński-poeta przeobraził się w Przegalińskiego-prozaika?

Adam Przegaliński: Sześć, siedem lat temu były już opowiadania i wiersze. Niektóre ukazały się w pismach i internecie. Długo się z tym zbierałem, żeby napisać jakąś większą formę, tak jak bohater mojej „Laponii” – Stasiek, który marzy, żeby napisać coś większego, ciągle się z tym zmaga.

J.P.: No właśnie. Stasiek „Próbował napisać coś większego, coś większego od samego siebie, choć zazwyczaj wychodziły mu tylko wiersze”. Ale to było tak, że robiłeś sobie przerwy w pisaniu wierszy, brałeś się za prozę, która Ci nie wychodziła i wracałeś znowu do poezji?

A.P.: Pisałem jednocześnie wiersze i prozę, z różnym skutkiem. Z dzisiejszej perspektywy część wierszy już się nie nadaje (śmiech) do czytania, ale z wielu jestem zadowolony. Kilka moich opowiadań zainspirowało mnie, żeby rozwinąć niektóre wątki w „Jutro...”. Na pewno pozostał u mnie sentyment do poezji, choć ostatnio, przyznaję się, niewiele jej piszę. „Wszystko jest poezją”, jak pisał Stachura, ale poetą się bywa. Dla mnie poezją nie są salony czy różne wygibasy i miny tzw. artystów, ale codzienne obserwacje ludzi i ciekawych miejsc – nieważne, czy chodzi o drzemiących pasażerów pociągów, czy świdermajery w podwarszawskim Otwocku i okolicach kryjące historie kilku pokoleń.

J.P.: Do czego porównałbyś pracę nad „Laponią”?

A.P.: Praca nad tą książką była trochę jak malowanie obrazu albo pisanie utworu muzycznego. Jest w niej wiele różnych historii (większość w tonacji molowej), różne postaci, różne epizody i one się tak rozwijają jak etiudy. To są historie o ludziach samotnych, na zakręcie, jak bohaterowie obrazów Hoppera. Przypatrywałem się im, tak jak przypatruję się ludziom na ulicy, chciałem poczuć ich nastrój, wejść w ich świat.

J.P.: Dlaczego pozwoliłeś Małemu zaginąć? Facet cierpiący na schizofrenię istnieje tylko we wspomnieniach swojej matki, przyjaciół – Staśka i Ani, oraz w dziennikach, które zostawił... Jak na to wpadłeś?

A.P.: To jest trudne pytanie. Nie ma na to jednej odpowiedzi. Nie wszystko jest świadome w pisaniu takiej książki. Niektóre rzeczy wypływają same. Wiedziałem, że temat schizofrenii wcześniej czy później się pojawi i będzie do mnie powracał („Wszyscy jesteśmy przypadkami klinicznymi” – napisał Lacan). Wydaje mi się, że granica między tym, co nazywamy „normalnością”, a chorobami psychicznymi jest bardzo cienka. A jeśli chodzi o postać, która znika... Powiedzmy, że ten bohater ma jakiś kryzys tożsamości, rozpływa się w tłumie, szuka samego siebie. Wolałbym nie mówić o tym szczegółowo, bo „mniej znaczy więcej” i lepiej nie zdradzać wszystkich tajemnic bohaterów. Mogę tylko powiedzieć, również jako czytelnik, że moi bohaterowie zamiast gadać i gadać, woleliby czasem pomilczeć jak „Buszujący w zbożu” czy bohaterowie „Trylogii Nowojorskiej” Austera.

J.P.: Swoich bohaterów plączesz nie tylko na jawie. Zabierasz ich również w oniryczną podróż. Stasiek jest lunatykiem...

A.P.: Dla mnie wszystkie granice i konwencje są płynne. One się przenikają albo rozmywają przed moimi oczami. To się bierze z mojego widzenia świata. Chciałbym czasem w trakcie pisania wyłączyć się z kontaktu z rzeczywistością. Najlepiej gdzieś w ciszy, poza miastem. Sny są o tyle fajne, że wydobywają na powierzchnię różne nieoczywiste, mroczne sprawy, które ludzie skrywają w ciągu dnia. W snach przyglądamy się samym sobie, naszym lękom – to kopalnia wiedzy i kopalnia dosłownie (u Murakamiego w „Kronice Ptaka Nakręcacza” to była na przykład studnia…). W przyszłości chciałbym tak właśnie konstruować postaci, aby nie poruszały się one tylko na poziomie rzeczywistym, w stylu: ktoś tam coś zrobił, zapalił papierosa, gdzieś wszedł itd.


Cały wywiad dostępny jest na stronie "artPAPIERU".

wersja do druku